piątek, 6 czerwca 2014

Numer 23

Moje „mieszkanie” było całkiem przytulne, coś jak kawalerka, ale nie w bloku. Państwo Keller też byli bardzo mili. Moje małe M1, moje i tylko moje, byłam w nim sama i to idealne rozwiązanie. Co do pracy w Grillu, radziłam sobie, tak mi się wydaje.


-Jordan mogłabyś zastąpić mnie na barze? Przyjmę dostawę – krzyknął Matt w moją stronę. Zdziwił mnie, bo to ja robiłam wszystko na zapleczu z racji tego, że się uczyłam.
-No dalej, dalej musisz się i tego nauczyć – poganiał mnie, poprawiłam kitkę i wskoczyłam za bar, przy którym był tylko jeden klient, Taylor.
-No w końcu ktoś na kogo można patrzeć – skomentował moją obecność, ja jednak puściłam to mimo uszu.
-Cóż za zdziwienie, że ta słynna Jordan, która poruszyła cały świat nad naturalny pracuje w podrzędnej knajpie gdzieś na końcu świata. Twoje zdrowie – tuż po tych słowach przechylił kieliszek, a przezroczysty płyn wpłynął do jego ust. Gestem dłoni polecił mi bym nalała następny.
-Słynna Jordan?
-Strażnik porządku i ładu w tym wszystkim tak bardzo pokręconym. Powinienem być na ciebie zły, przecież możesz zabić mnie tak szybko, ale jakoś się ciebie nie boję – zaśmiał się drwiąco. Zacisnęłam pięści, ale starałam się być profesjonalna w swojej pracy.
-Powinieneś pantoflu Klausa – Damon usiadł obok i spojrzał na niego z wyższością.
-Wiesz co lubię – zwrócił się do mnie z lekkim uśmiechem, ja bez słowa nalałam mu Burbon. Powinnam liczyć się z tym, że wampir tu przychodzi i będę musiała mu usługiwać. Taylor wypił jeszcze kieliszek na odchodne i odszedł. Został prawie pusty lokal, a przy barze on. Patrzyłam jak przechyla szklankę z alkoholem.
-Masz zamiar traktować mnie jak powietrze? – odezwał się w końcu.
-Nie… Damon po prostu… -zaczęłam się miotać, wzrok wbiłam w jeden punkt na blacie.
-Tak wiem… Zraniłeś mnie, daj mi czas, bla bla bla – prychnął i dopił Burbon do końca i głośno odstawił szklankę.
-Widzę Jordan, że nie ma dziś ruchu. Idź do domu tylko śmieci wynieś – Matt zabrał mi bawełnianą ścierkę z ramienia i zaczął nią wycierać kieliszki.
-Poczekaj na mnie na zewnątrz to porozmawiamy – rzuciłam w stronę Damona, zdziwił się tym co powiedziałam, ale przystał na moją propozycję. Szybko uwinęłam się z obowiązkami i przebrałam się i wyszłam przed lokal. Damon stał oparty o swój samochód, delikatnie się do niego uśmiechnęłam.
-Więc gdzie chcesz porozmawiać? – zapytał podnosząc się z maski.
-Jedźmy na klif – zaproponowałam, po drodze zajechaliśmy do sklepu po alkohol, było już całkiem ciemno, przez co wyraźniej widać było światła miasta. Usiadłam na masce samochodu, Damon zrobił to samo, po czym odkręcił butelkę Burbonu. Wyraźnie czekał aż coś powiem.
-Opowiedz mi dokładnie co się działo jak mnie nie było – zażądałam zabierając butelkę. Poczułam na sobie wzrok czarnowłosego.
-Po prostu, zawarłem układ z Klausem. Da ci spokój jak będę dla niego służył. Jak się jednak dowiedziałem, że… Wiesz z resztą – zabrał mi alkohol nie dokańczając. Może jednak nie powinnam się na niego gniewać. Zrobił to by mnie chronić, by nic mi się nie stało.
-Ile osób zabiłeś przez ten czas? – Na to pytanie nawet nie wiem czy chciałam by odpowiadał, w sumie nie zrobił tego.
-Dlaczego w taki sposób to rozwiązałeś? Dlaczego takie słowa w liście? – to mnie chyba najbardziej nurtowało, dlaczego tak do mnie napisał?
-Miałaś mnie nie szukać – spojrzałam na niego z lekkim smutkiem. Udało mu się to, co chciał zrobić. Oparłam głowę o jego ramię przysuwając się bliżej. Piłam powoli alkohol zabierając Damonowi co jakiś czas butelkę.
-Żałujesz? – zapytałam cicho czując jego dłoń na talii przysuwającą mnie jeszcze bliżej.
-Nie żałuję, ale następnym razem zrobiłbym zupełnie co innego.
-Co dokładnie? – uniosłam głowę by spojrzeć na jego twarz.
-Sam ochroniłbym cię przed Klausem i nigdy byś nie wyjechała – na jego słowa delikatnie się uśmiechnęłam i pogładziłam jego policzek. Szorstki, jednodniowy zarost drapał moją dłoń. Czułam jak dystans zdecydowanie się zmniejsza, a nasze usta stykają się ze sobą. Zadrżałam czując jego dotyk, a pocałunek stał się bardziej namiętny. Po chwili oderwałam się od niego i spojrzałam mu w oczy.
-Wiesz, że to nie znaczy, że ci wybaczyłam? – zmarszczyłam brwi by wyglądać na poważną.
-Wybaczaj mi jak długo chcesz – uśmiechnął się zadziornie i ponownie mnie pocałował. Usiadłam na jego kolanach, a właściwie sam mnie na nie wciągnął.
-Nie, nie. Nie powinieneś mieć tak łatwo – delikatnie się odsunęłam.
-Łatwo? Kobieto czekałem na ten pocałunek pięć miesięcy. Czy ty myślisz, że ja nic do ciebie nie czuję?! – oburzył się. Taka wylewność nie należała do jego licznych zalet. Gładziłam jego ramię i tors, by po chwili chwycić jego koszulę i przyciągnąć do siebie. Nasze usta znów złączyły się w tym razem łapczywym pocałunku.
Tamten wieczór trwał długo. Mimo to nocowałam w swoim domu, nawet nie zaprosiłam Damona do środka. Powinien czuć, że to musi się tym razem dziać powoli. Wiem, że mieliśmy wiele wzlotów i upadków. Mój zanik pamięci, wyjazd. To było naprawdę ciężkie półtora roku. Właśnie sobie uświadomiłam, że znam go już bardzo długo. Wszystko się jakoś ustabilizowało i czułam, że mam normalne życie. No może oprócz tego, że żywię się krwią i jestem jedyną w swoim rodzaju chorą krzyżówką.
Damon wszedł do Grilla i od razu usiadł przy barze obserwując jak poleruję szklanki.
-Witaj Jordan – postawiłam przed nim szklankę z bursztynowym płynem. Wiedziałam, że mnie szanuje, okazywał to przez to, że zwracał się do mnie po imieniu, a nie wymyślonym przezwiskiem. Ja jedynie uśmiechnęłam się w powitaniu i pocałowałam jego policzek. Mimo wszystko zachowywałam dystans, chyba jednak odrobinę się bałam. Dziś miałam jechać pod Mystic Falls na wieczór panieński kuzynki Brooke, Angeli. Damon zaproponował, że mnie tam zawiezie, więc wieczorem stał pod moim domem. Poprawiłam swoją sukienkę i założyłam buty. Gdy wyszłam na zewnątrz spotkałam się z niedowierzającym i zaskoczonym wzrokiem wampira. Podeszłam do niego, a on od razu objął mnie w talii.
-Teraz to cię nigdzie nie zabiorę, zostaniesz ze mną – prawie wymruczał mi do ucha, złączył nasze usta, czułam, że mnie pożąda, bardzo tego chciał. Gdy odsunęliśmy się od siebie roześmiałam się i powoli ścierałam z jego ust ślady mojej szminki.
-Jadę na imprezę – powiedziałam stanowczo na co on westchnął zrezygnowany.
-Wyglądasz nieziemsko – szepnął mi jeszcze do ucha, na co zareagowałam szczerym uśmiechem. Już po paru dziesięciu minutach byliśmy na miejscu.
Wieczór panieński Angeli zaczął się wspaniale, parę drinków dziewczynom od razu uderzyło do głowy, mi oczywiście nie wystarczało. W końcu zaczęły się te rozmowy o facetach.
-Jak z Damonem? – wypaliła w końcu Brooke.
-Bardzo dobrze – w sumie tak było. Coraz lepiej.
-Dziewczyny gdybyście go widziały. Takie ciacho – Brooke rozmarzyła się. Już po chwili każda namawiała mnie bym pokazała jego zdjęcie, a gdy już to zrobiłam zachwycały się nim. To jakiś kabaret, w dodatku nakręcany przez samą Brooke. Może była zazdrosna? Podobał jej się Damon, próbowała kiedyś z nim flirtować, ale wampir ją odrzucił. Napisałam SMS do czarnowłosego z prośbą by po mnie przyjechał, ale dalej słyszałam jak Brooke zachwalała mojego chłopaka. Chwila… Mojego chłopaka? W sumie nie był mój, bo nie mogłam mu do końca przebaczyć.
- Dobra dziewczyny miłej zabawy – podniosłam się i poprawiłam chabrową sukienkę. Angela odprowadzała mnie do drzwi.
-No faktycznie przystojny – szepnęła mi na ucho, gdy zobaczyła opartego o samochód Damona.
-Nie wejdziesz? – Brooke krzyknęła w stronę wampira, ale on zauważył moje wymowne spojrzenie, stanęłam tuż przed nim i czekałam na to co jej odpowie.
-Wybaczcie, mam już na dziś towarzystwo – uśmiechnął się dobrze i pocałował mnie namiętnie, ale krótko. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę mojego domu, gdy stanęliśmy na podjeździe on odprowadzał mnie do drzwi. Tuż przed wejściem usta złączyliśmy w namiętnym pocałunku, złapałam go za koszulę i otworzyłam mieszkanie.
-Wejdziesz? – przygryzłam dolną wargę, a wampir z chęcią wkroczył do mojego mieszkania, po chwili byłam przyszpilona do zimnej ściany, a Damon całował mnie namiętnie. Czułam jak moje serce szaleje na jego punkcie. Dłonią ściskał mój pośladek.
-No dobra, albo dajcie popcorn, albo skończcie ten teatrzyk – usłyszeliśmy męski głos z brytyjskim akcentem. Oderwaliśmy się od siebie, byłam przerażona. Czego on znów ode mnie chce?!
-Chyba nie myślałaś, że dałem sobie spokój z tobą, prawda? – Klaus uniósł jeden kącik ust do góry. Damon zacisnął palce na mojej talii, bym poczuła się bezpieczniej. Tylko trochę pomogło.
-Jesteś pewna, że twoje ocalenie to dobry pomysł? Lepiej byś wyglądała jakbyś była martwa – roześmiał się łapiąc mnie za podbródek. Damon zacisnął zęby i rzucił się na pierwotnego. Był jednak za słaby i role szybko odwróciły się. Wampir po chwili wisiał  przy ścianie tylko dlatego, że Klaus trzymał go za gardło, a drugą dłoń wsuwał w miejsce jego serca.
-Zostaw go! – krzyknęłam zaciskając palce w pięść.
-Zostaw powiedziałam! – zamknęłam oczy wykrzykując te słowa, gdy je otworzyłam zauważyłam Klausa leżącego na ziemi. Bycie wiedźmą ma swoje zalety, wybuchła ze mnie cała energia, którą skrycie chowałam. Moc pełna nienawiści do pierwotnego.
-Spokojnie Jordan, już spokojnie – Damon podszedł do mnie i gładził mnie po ramieniu.
-Pożałujesz tego, obiecuję ci to – warknął pierwotny jak odchodził. No tak zawsze był niepokonany, a teraz ja go w jakimś sensie pokonałam. Wtuliłam się w Damona.
-Zostaniesz ze mną dziś w nocy? – spojrzałam mu w oczy, a on jedynie mnie pocałował.
-Wiem, że nie powinienem się w tej sytuacji cieszyć, ale z przyjemnością zostanę z tobą w nocy – ujął mój policzek i pocałował mnie. Objęłam jego szyję, tylko przy nim czułam się bezpiecznie.


Rano obudziły mnie pierwsze promienie słońca. Otworzyłam oczy i spojrzałam na śpiącego przy mnie Damona. Wyglądał tak niewinnie i spokojnie, uniosłam się i zaczęłam muskać jego klatkę piersiową ustami. Po chwili poczułam jak się przebudza. Spojrzał na mnie z uśmiechem i przewrócił na łóżko a sam usadowił się nade mną. Złączył nasze usta w pocałunku. Tak, to zdecydowanie to był mój ulubiony poranek. Czułam się tak błogo i cudownie ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej, a dłonie podłożyłam pod podbródek i po prostu patrzyliśmy na siebie.
-Założyłaś moją koszulę – zauważył wampir.
-Mówiłeś, że mam ją częściej zakładać, a to chyba była dobra okazja – musnęłam palcami jego szyję.
-Idealnie by było jakbyś była bez niej – na jego słowa najpierw się zaśmiałam. Rozbrzmiał dźwięk mojego telefonu.
-Oni to zawsze wiedzą kiedy dzwonić – Damon oburzył się gdy sięgałam po telefon. Roześmiałam się odbierając.
-No cześć Stefan, co się dzieje? – zapytałam wtulając się w czarnowłosego.
-Widziałaś może Elenę? – usłyszałam zdecydowanie zdenerwowany i przestraszony głos Stefana. Zmarszczyłam brwi i podniosłam się do pozycji siedzącej. To nie może być prawda, to znów ten pieprzony blondas. Ustaliłam z Damonem, że wampir pójdzie dowiedzieć się u źródła o co chodzi, a ja zaczekam w rezydencji. Siedzieliśmy ze Stefanem wpatrzeni w kominek. Powoli sączyliśmy bursztynowy płyn ze szklanek. Widziałam po minie, że Stefan bardzo martwi się o dziewczynę, mimo iż nie byli już razem.
-Dlaczego się rozstaliście? - wypaliłam. Brawo Jordan to idealny czas na zadawanie takich pytań. Skrzywiłam się nieco szepcząc "przepraszam".
-Nie przepraszaj. Nie mogliśmy się dogadać już. Nie iskrzyło między nami. Chyba za dużo się wydarzyło przez ostatni czas - po jego słowach podniosłam się ze swojego fotela i przytuliłam młodszego Salvatore. Wampir delikatnie się uśmiechnął. Po chwili z hukiem wszedł Damon. Razem ze Stefanem patrzeliśmy jak czarnowłosy klnąc podchodzi do barku. Jednym haustem wypił cały alkohol, który wlał przed chwilą do szklanki.
-Szybko wróciłeś - tak Jordan, to nie jest twój dzień na myślenie. Znów warknęłam na siebie w myślach.
-Nie da się z nim dogadać. Chce ciebie za Elenę i koniec - warknął. Westchnęłam głośno, a ja podniosłam się.