niedziela, 26 stycznia 2014

Numer 19

-Jutro muszę być w LA, mama zawiezie mnie do babci, bo nikt inny nie wie gdzie mieszka – mruknęłam patrząc ze smutkiem na Damona.
-Nie będzie mnie co najmniej trzy miesiące – usiadłam obok niego. Już tak mało brakowało do naszego rozstania. Nie był zadowolony z mojego wyjazdu, ale bardzo dobrze to ukrywał. Musnęłam jego policzek i wstałam z sofy. Postanowiliśmy do mojego wyjazdu zostać w domku letniskowym, chcieliśmy się nacieszyć sobą. Chłopak patrzył na mnie smętnym wzrokiem gdy pakowałam ostatnie rzeczy. Tego dnia nie okazywał mi żadnej czułości, nie rozumiałam tego do końca, miałam nadzieję, że pożegnamy się normalnie. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do LA. Wampir nic do mnie nie mówi, dotknęłam jego dłoni na skrzyni biegów, ale nie zareagował.
-Damon kocham cię – próbowałam każdego sposobu by się choćby odezwał, nic nie pomagało. Na moje słowa nawet się nie uśmiechnął, nic! Prowadził dalej jakby tylko to potrafił robić. Dotarliśmy do LA, a Damon parkował przy krawężniku mojego domu. Wyciągnął moje torby i chciał mi je wnieść do domu, ale przecież nie mógł do niego wejść. Postawił je więc przy drzwiach. Moja mama stanęła przy drzwiach i spojrzała na wampira ostro.
-Nawet nie myśl, że wejdziesz do tego domu – warknęła.
-Mamo! Daj mi się z nim tylko pożegnać! - zeszliśmy z ganku i stanęliśmy przy samochodzie.
-Przecież nie wyjeżdżam na zawsze – mruknęłam i chciałam go pogłaskać po policzku. Damon stał z miną niczym zbity pies. Uniosłam się na palcach i złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach.
-Do zobaczenia – ostatni raz musnęłam jego dłoń.
-Pa – odpowiedział patrząc jak odchodzę. Ruszyłam w stronę domu, z którego i tak zaraz miałam wychodzić. Dopiero po pięciu minutach usłyszałam odpalanie silnika Damona. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Parę godzin później byłam już u babci. Weszłam do drewnianego domku w środku lasu.
-Babciu Ano! - zawołałam zamykając drzwi.
-Oh, moja wnusia – ucałowała moje policzki, ja jednak całą podróż płakałam, więc miałam bardzo opuchnięte oczy.
-Oj moja kochana, pewnie myślisz o tym wampirze, nie przejmuj się twoja mama przedstawiła mi braci Ashe, Scott to bardzo przystojny chłopak, ładnie byście razem wyglądali – nie mogłam tego słuchać, ale po paru dniach babcia zaczęła przekonywać się do mojej miłości. Czas mijał bardzo powoli, pewnego dnia babcia przyszła do mnie.
-Ashe'yowie wydają dziś przyjęcie, powinnaś pójść – powiedziała siadając na łóżku. Westchnęłam cicho i zgodziłam się z nią, powinnam to zrobić, choć nie chciałam. Późnym popołudniem zaczęłam się szykować, sukienkę dostałam od babci, była przepiękna. Nie szła ze mną. Gdy weszłam do środka czułam się niepewnie, byłam tam sama. Ludzie w grupkach rozmawiali, śmiali się i pili.
-Jordan z dnia na dzień piękniejsza – Scott stanął przede mną. Uśmiechnęłam się do niego i podziękowałam za komplement. Poczęstował mnie lampką wina, miało przyjemny słodki smak i zapach.
-Jak ci się teraz żyje u swojej babci? - zapytał cały czas patrząc mi w oczy, trochę mnie to onieśmielało.
-Eh... Nawet nie mam jak skontaktować się z Damonem – mruknęłam, dlaczego po prostu nie odpowiedziałam „dobrze” i nie byłoby problemu.
-Jesteś pewna, że to z nim chcesz spędzić resztę życia? - podszedł do mnie bliżej. Scott był tak wysoki, że musiałam patrzeć w górę na niego.
-Tak jestem – odpowiedziałam stanowczo, ale miło.
-Dobrze więc, zatańczymy? - zapytał podając mi dłoń. Uśmiechnęłam się, był naprawdę uroczy. Ruszyliśmy na środek sali. Jedną dłonią ujął moją dłoń, a drugą położył mi na talii. Delikatnie oparłam palce o jego ramię. Starałam się trzymać dystans, ale gdy prowadził sprawił, że wykonałam obrót, a gdy mieliśmy powrócić do poprzedniej pozycji przyciągnął mnie do siebie. Przylgnął do mnie całym ciałem i spojrzał w moje oczy.
-Scott proszę nie przesadzaj – szukałam wyjścia z tej sytuacji, liczył się tylko Damon i nie obchodziły mnie związki z innymi facetami. Odsunęłam się od niego.
-Przepraszam nie chcę się płoszyć – powiedział pochylając się do mojego ucha. Wyciągnął z kieszeni karteczkę i coś na niej nabazgrał.
-To mój numer telefonu i adres, więc jakbyś miała jakiś problem, albo po prostu chciała porozmawiać – podał mi karteczkę, uśmiechnęłam się i pogładziłam po ramieniu. Był naprawdę miły, ale mógł tylko liczyć na koleżeństwo. Czas w tym miejscu leciał mi bardzo powoli. Jednak wiele się od mojej babci nauczyłam. Była bardzo dobrą czarownicą, a ja od niej szybko się uczyłam. Pewnego wieczoru usiadłam na ganku. Było ciemno, więc jedyne co widziałam to pole rozświetlone od żarówki. Babcia Ana wyszła z domku.
-Przeziębisz się – okryła mnie kocem i usiadła na wiklinowym bujanym fotelu, nie miałam serca mówić jej, że wampiry nie chorują na takie choroby. Siedziałam tak patrząc się w przestrzeń.
-Tęsknisz za nim dziecinko? - zapytała babcia, była bardzo pomocną osobą, jej doświadczenie życiowe pomagało wielu osobom. Kiwnęłam tylko głową na tak.
-Kochasz go, tak? - znów w odpowiedzi otrzymała tylko moje kiwnięcie głową.
-Wiesz... Twoja matka się myli. Są pewne tradycje, ale nie można sztywno trzymać się czegoś, co wymyślono wiele lat temu. Najważniejsze jest to byś ty była szczęśliwa. Widzę, że mocno siedzi w twoim sercu, bo myślisz o nim nawet po pięciu miesiącach siedzenia tutaj. Wracaj do Mystic Falls, wystarczająco już umiesz. Nie będę fatygowała twojej matki, żeby cię odwoziła, poproś Scotta. - nie wierzyłam w jej słowa, od razu mocno ją przytuliłam, potrzebowałam takich słów. Faktycznie minęło już bardzo dużo czasu, tak wiele pozmieniało się w mojej osobowości. Czy on dalej mnie kocha?
Scott pomagał mi zmieścić walizki do samochodu.
-Dziękuję babciu – mocno uściskałam ją, byłam jej bardzo wdzięczna za całą pomoc i wiedzę, którą mi dała. Jechałam, tak już byłam coraz bliżej dotyku Damona.
-Odwiedzisz mnie kiedyś? - zapytał na krótką chwilę odrywając wzrok od jezdni.
-Oczywiście, że tak – uśmiechnęłam się po czym znów wróciłam do swoich przemyśleń, do wspomnień jego śmiechu, wzroku. Tak bardzo za nim tęskniłam. Zmrużyłam oczy, zasnęłam niedługo później usłyszałam wołanie i delikatne poszturchiwanie w ramię.
-Dojeżdżamy do Mystic Falls musisz mi powiedzieć jak dojechać do ich domu – uśmiechnęłam się, tak mógł budzić mnie zawsze. Prowadziłam go i jednocześnie poprawiałam fryzurę i makijaż. Chciałam wyglądać jak najlepiej. Dojechaliśmy pod rezydencję, pożegnałam się ze Scottem i obiecałam, że zadzwonię do niego. Uradowana weszłam do rezydencji, zapomniałam nawet zapukać. Zauważyłam Elenę siedzącą na sofie. Odwróciła się w moją stronę i od razu rzuciła się na mnie.
-Wróciłaś jak dobrze! - krzyknęła przytulając się do mnie. Za nią też bardzo tęskniłam. Ze schodów zszedł Stefan, z którym też serdecznie się przywitałam. Gdy usiedliśmy spojrzałam na nich.
-Gdzie jest Damon? - zapytałam, a oni nagle posmutnieli.
-Co się stało?! - zadałam kolejne pytanie, teraz byłam zdenerwowana.
-Chodź ze mną – Elena poprowadziła mnie do pokoju Damona. Podała mi kopertę i usiadła na łóżku każąc mi usiąść obok.
-Co to jest? - zapytałam i powoli otworzyłam kopertę.
-Jordan. Musisz mi wybaczyć, musiałem to zrobić. Nie jestem dobrym partnerem dla ciebie. Twoja matka miała rację, nie przynoszę szczęścia. Powinnaś jej posłuchać – czytałam w myślach, do moich oczu napłynęły mi łzy.
-Nawet Cody jest lepszy ode mnie. Będzie cię pilnował, tymczasem musimy się pożegnać. Kochałem cię, wiedz o tym, zawsze będziesz w głębi mojego serca. Nie zmienię jednak swojej natury. Wczoraj zabiłem dwójkę ludzi, nic nikomu nie zrobili, chciałem się po prostu pożywić. Nie szukaj mnie, to pożegnanie. Było nam dobrze, ale to już koniec. Żegnaj Jordan – przez ostatnie przeczytane zdanie całkiem się rozkleiłam. Łzy płynęły mi po policzkach kapiąc na list i rozmazując tusz. Elena jedynie przytuliła mnie i gładziła po głowie.
-Wyjechał dwa dni po twoim wyjeździe – mruknęła. Więc nawet na mnie nie czekał? Po prostu chciał to zrobić! Musiał wiedzieć o tym już wcześniej. Faktycznie jak się żegnaliśmy był jakiś dziwny, zamiast „do zobaczenia” powiedział „pa”. Bał się powiedzieć mi to w oczy. Nienawidzę tego, nie chcę by tak było. Bardzo długo zajęło mi ogarnięcie się. Poprosiłam Elenę by zostawiła mnie samą w pokoju Damona. Miałam nadzieję, że znajdę coś pomocnego. Musiałam go poszukać, usłyszeć to w twarz. Spojrzałam na biurko, było puste, nic, zero wiadomości gdzie mógłby teraz przebywać. Wyciągnęłam telefon, nie używałam go tyle czasu, nie mogłam. Włączyłam go licząc, że zostawił mi jakąś wiadomość. Nic, zero połączeń, czy głupiego SMS-a. Wykręciłam numer, ale po paru sygnałach rozłączył mnie, nawet nie chce ze mną porozmawiać. Zeszłam na dół i spojrzałam na Stefana siedzącego na kanapie. Jego wzrok pytał mnie czy coś znalazłam.

-Nic nie ma – mruknęłam niezadowolona siadając obok niego.


***
Ludzie jak czytacie, proszę komentujcie, to mi daje większe chęci do pisania i regularnego dodawania postów :)
Pozdrawiam wszystkich czytających!

niedziela, 12 stycznia 2014

numer 18

-Muszę cię gdzieś zabrać na dwa dni, nie mogę ci powiedzieć gdzie, ale musisz ze mną jechać, naprawdę musisz - mówił dość przekonująco, widać było, że już myśli nad tym co powiedzieć jak się nie zgodzę. Zmrużyłam oczy.
-Jak bardzo ważne to jest? - zapytałam, tylko to mogło mnie przekonać do wyjazdu. Na moje nieszczęście kiwnął głową na tak. Weszłam z chłopakiem do domku i wskazałam mu kuchnię by tam na mnie poczekał, ale gdy odwróciłam się chcąc iść w stronę pokoju drogę zastąpił mi Damon.
-Gdzie ją zabierasz? - był bardzo oschły, więc delikatnie pogładziłam go po ramieniu.
-Damon wrócę pojutrze spokojnie - chciałam sprawić by nie był zły, patrzył groźnie na wilkołaka.
-Damon - upomniałam go by zwrócił na mnie uwagę, gdy jego wzrok padł na mnie był zupełnie inny, ciepły i czuły. Delikatnie uśmiechnęłam się do niego i delikatnie pocałowałam.
-Nie zabijecie się jak będę się szykować? - zapytałam, ale to była tylko moja nadzieja, bo wiedziałam jacy są i najchętniej pozabijaliby się wzajemnie. Postarałam się wyrobić jak najszybciej i po krótkim pożegnaniu z Damonem byłam w samochodzie Cody'ego.
-Powiedz mi lepiej o co chodzi? - liczyłam, że powie mi cokolwiek, ale niestety nie było szans, nie mogłam od niego wyciągnąć nawet gdzie jedziemy, czy ile będziemy jechać, był wyraźnie zdenerwowany przez cały czas. Obserwowałam co się dzieje na zewnątrz, przez wydarzenia sprzed ostatnich miesięcy zaczęłam bardziej szanować przyrodę i to co mnie otacza. To był jesienny dzień, w oddali widziałam poszarzałe budynki, a wokół nas siąpił deszcz, dobrze, że nie jechaliśmy cabrio Damona. Po dłuższej chwili zatrzymaliśmy się na leśnej drodze, mokra ziemia zapadała się pod wpływem mojego ciężaru, po paru dobrych minutach marszu w milczeniu dotarliśmy na miejsce. Leśna polana z gromadą osób, wszyscy podzieleni w niewielkie grupki.
-Cody! - ktoś męskim głosem zawołał wilkołaka. Wtedy podeszliśmy do dwóch chłopaków. Obaj byli dość wysocy, jeden mniej więcej wzrostu Cody'ego, a drugi wyższy o 10 centymetrów. Obaj mieli tak samo zielone, kocie oczy jak wilkołak, który mnie przywiózł.
-No mówiłeś, że jest piękna, ale to już chyba lekka przesada – niższy uśmiechnął się do mnie i ucałował moją dłoń. Delikatnie się zarumieniłam. Okazało się, że byli to bracia Cody'ego. Niższy Tray i wyższy Scott, widać mieli bardzo przystojne geny, bo żaden z nich nie odstawał urodą. Po krótkiej rozmowie odeszliśmy od nich.
-Po co mnie tu zabrałeś? - zapytałam z lekką pretensją w głosie. Nic nie odpowiedział, pokazał tylko palcem na punkt gdzieś za mną.
-Mama?! - wykrzyczałam w myślach gdy się obróciłam. Moja matka stała i patrzyła na mnie. Podeszłam do niej szybkim tempem.
-Córeczko – zaczęła, ale nie dałam jej czasu na dłuższe czułości, od razu kazałam jej powiedzieć, o co tu chodzi.
-Widzisz... Pewnego razu wiedźma przepowiedziała nam twoje przybycie. Nie wiem czy, przyglądałaś się znamieniu tuż nad twoimi nerkami, jest w kształcie okręgu. Twoim przeznaczeniem jest uratowanie czystości rasy. Musisz uratować świat od mieszańców, a poza tym jako moja córka masz obowiązek wyjść za jednego z klanu Ashe'yów. - powiedziała spokojnym głosem.
-Ja już mam mężczyznę – byłam lekko zdenerwowana tą wiadomością, chłodny wiatr powiał w naszą stronę, co jeszcze bardziej podkreśliło dramaturgię sytuacji.
-Kochanie, wybacz, ale to twoje przeznaczenie, z nim nie można dyskutować. Poza tym dowiedziałam się, że zadajesz się z nieodpowiednim... ekhm facetem. Jest wampirem, prawda? - nawet od niej zaczęłam czuć nerwowość, a przecież moja matka była wyjątkowo spokojną osobą. Cody podszedł w naszą stronę, gdy wysłałam mu mordercze spojrzenie.
-Przecież znasz już Cody'ego, chłopcze może zaprosisz ją na wasz bal, jak się lepiej poznacie, to na pewno się pokochacie – uśmiechnęła się w jego stronę, nic nie powiedziałam, ruszyłam szybkim tempem w stronę zaparkowanego samochodu, chciało mi się płakać, dlaczego niby tak średniowieczne przesądy miały zepsuć mi życie. Dopiero co z Damonem zaczęliśmy być szczęśliwi, a już miało by się to skończyć?!
-Jordan! - usłyszałam za sobą wołanie Cody'ego, po chwili mnie dogonił.
-Poczekaj! - złapał mnie za ramię i obrócił w swoją stronę.
-Nie wiedziałem o tym! Przysięgam, pewnie, że chciałbym byś ze mną była, ale nie w taki sposób, przyjdź na bal, możesz przyjść z Damonem, nie pozwolę byś była nieszczęśliwa – powiedział szybko trochę zadyszanym tonem. Pokiwałam głową, musiałam się trochę oswoić z nową sytuacją. Zamknęłam oczy, by przestać o tym myśleć, niestety wiedziałam, że moja matka mówi poważnie. Była kobietą, która musi postawić na swoim, więc nie będzie to proste zadanie by przekonać ją do Damona.
-Jo, proszę nie smuć się. Nikt nie będzie zmuszał cię do małżeństwa – mruknął Cody, wiedziałam jednak, że chciałby tego. Nienawidził wampirów, a zwłaszcza Damona. Ich walka nigdy się nie zakończy, a ja chciałabym rozwiązać moje problemy. Nic nie odpowiedziałam, na co chłopak głośno westchnął.
-Mam nadzieję, że przyjdziesz z Damonem – prowadząc otworzył schowek tuż przede mną i wyciągnął kopertę.
-Już dawno chciałem ci to dać, ale... Wiesz jak było – westchnął gdy otwierałam kopertę, było w niej zaproszenie na bal, starałam się lekko uśmiechnąć, ale wyszedł mi dość dziwny grymas. Droga niemiłosiernie mi się dłużyła. Chciałam być już w ramionach Damona. W końcu udało się, na horyzoncie zobaczyłam jezioro, przy którym stał domek. Nie byłam w stanie miło pożegnać się z nim, nie po tym co słyszałam.
-Postaramy się przyjść – machnęłam zaproszenie i ruszyłam do domku. Panował w nim półmrok, zaczęłam szukać Damona. Znalazłam go w salonie, siedział w salonie z zeszytem na kolanach, coś robił, ale schował notatnik zanim zdążyłam podejść.
-Nie miałaś wrócić jutro? - zapytał uśmiechnięty, że mnie widzi. Usiadłam zrezygnowana obok niego. Widział, że nie jestem w humorze, więc wstał i poszedł po coś do kuchni, wrócił błyskawicznie, nalał mi wina do kieliszka i podał, po czym objął mnie w pasie.
-Powiedz co ci zrobił, chcę wiedzieć za co go zamorduję – warknął lekko. Upiłam łyk wina próbując się odprężyć.
-To nie jego wina... Moja mama przekazała mi, co powinnam zrobić... A raczej kazała mi wyjść za mąż za Cody'ego, albo któregoś z jego braci – mruknęłam, wampir był wyraźnie niezadowolony, co mu się dziwić. To wcale nie była dobra wiadomość. Wstał i podszedł do okna, patrzył się przed siebie, w ciemność.
-To którego wybierasz? - zapytał nie odwracając się w moją stronę.
-Nie mam zamiaru wybierać nikogo prócz ciebie – podeszłam do niego i dotknęłam delikatnie jego nagie ramie. Patrzyłam na jego twarz, ale bardzo szybko ją odwrócił.
-Dobrze wiesz, że to twoja matka. Nie chcesz chyba tracić rodziny? - gdy to powiedział opuściłam głowę, do oczu napłynęły mi łzy, dużo łez. Miałam ochotę po prostu rzucić się na łóżko i płakać jak dziecko.
-Musi zrozumieć, że cię kocham, Damonie – głos delikatnie mi się łamał, ale dalej trzymałam postawę twardziela.
-To tak samo jakby ona ci powiedziała, że musisz zrozumieć swoją tradycję – mruknął, a ja tylko podeszłam i pocałowałam go, przelałam całe uczucie w ten jeden mały gest. Łzy spływały mi po policzkach.
-Proszę pójdź ze mną na ten bal, przekonamy ją – wtuliłam się w jego ramiona.
-Jaki bal? - zapytał, no jasne, nic mu nie mówiłam, bo nie było kiedy.
-Jordan spóźnimy się! - Damon krzyknął przez drzwi hotelowej łazienki. Oboje byliśmy bardzo zestresowani dzisiejszym wieczorem. Gdy wyszłam z łazienki wampir spojrzał na mnie i natychmiast podszedł do mnie. Połączył nas namiętny pocałunek, oparł mnie o ścianę, a dłoń położył na mojej talii. Fakt, dziś się bardzo postarałam o swój wygląd. Błękitna sukienka miała górę bez ramiączek, dość obcisłą, co podkreślało moje kształty, dół był prosty lekki i zwiewny. Strój dopełniały szpilki koloru ciemnego beżu i makijaż. Damon całował mnie z coraz większym pożądaniem, odsunęłam się i spojrzałam na niego poważnie.
-Musimy już jechać – mruknęłam, nie chciałam tego kończyć, nie chciałam myśleć o tym co się może stać. Delikatnie kciukiem starłam szminkę z ust wampira, a sama poprawiłam szybko makijaż. Niedługo później byliśmy na miejscu. Gdy wchodziliśmy do wielkiej sali widziałam Cody'ego jak patrzy na mnie. Szłam pod rękę z Damonem, starając się wyglądać pewnie. Wilkołak podszedł do mnie by się przywitać.
-Pięknie wyglądasz Jordan, witaj Damon – Cody starał się być miły nawet dla wampira, a to nie było do niego podobne. Uśmiechnęłam się delikatnie dziękując za komplement. Po krótkiej rozmowie Damon poprosił mnie do tańca. Nasze ciała poruszały się subtelnie w rytm muzyki. Było cudownie, przez chwilę mogłam zapomnieć o wszystkich problemach. Niestety nie trwało to długo, zauważyłam jak moja matka patrzy się na mnie. Westchnęłam i złapałam wampira za rękę i ruszyłam w jej stronę.
-Cześć mamo. To jest Damon, mój mężczyzna – siliłam się na uśmiech, choć strasznie się bałam.
-Ten wampir? Witam – nie podała mu nawet ręki tylko spojrzała z pogardą. Mocniej zacisnęłam palce na dłoni chłopaka.
-Dobrze wiesz, że tego nie zmienisz, kocham go – chciałam ją przekonać, wiedziałam, że to będzie trudna bitwa.
-Przejdzie ci, jakoś wcześniej nie mogłaś wytrwać długo w związku, mam nadzieję, że będzie tak i tym razem. Może Cody cię zatrzyma przy sobie. To taki przystojny i mądry chłopak – nie wierzyłam, że tak mówiła przy nim. Chciałam coś już powiedzieć, ale Damon mnie uprzedził.
-Dlaczego nie chce pani pozwolić, by Jordan była szczęśliwa? - zapytał.
-Bo nie będzie z Tobą szczęśliwa – odpowiedziała oschle.
-Mamo! - krzyknęłam na nią jednak ta tylko pokiwała głową.
-Najlepiej dla ciebie będzie jak pojedziesz do babci swojej, powinnaś uczyć się od niej magii, by sobie poradzić z hybrydami – znów chciałam odpowiedzieć coś Audrey, ale wampir mnie wyprzedził.
-Pojedzie, dopilnuje tego. Też bym nie chciał by coś jej się stało – spojrzałam na niego zszokowana, myślałam, że chce bym była przy nim, widać myliłam się. Odwróciłam się i ruszyłam do wyjścia. Damon jednak zatrzymał mnie.

-Kocham cię, tak będzie najlepiej – gładził mnie po policzku, ja jednak nie mogłam tego słuchać. Byłam na niego zła jeszcze parę ładnych godzin, później jednak zastanawiałam się, co powinnam robić. Niestety, wszyscy chcieli bym jechała.

czwartek, 9 stycznia 2014

numer 17

-Jordan - Damon wybudził mnie z rozmyśleń, dopiero teraz uświadomiłam sobie, że tępo patrzę przez okno od jakiejś godziny. Westchnęłam głośno i odwróciłam się w jego stronę. Stefan i Elena pojechali do Caroline, pomóc jej w czymś, a Silvia do rodziny na dwa dni. Zostaliśmy więc sami w ogromnej rezydencji. Usiadłam na sofie i patrzyłam z delikatnym uśmiechem jak Damon nalewa sobie Burbonu do szklanki. Odwrócił się i spojrzał na mnie, gdy poklepałam miejsce obok siebie posłusznie usiadł. Delikatnie pogładziłam go po policzku, już nie czułam lęku przed dotykaniem go, zniknęła mi ta bariera, można powiedzieć, że teraz mi się bardzo podoba, o ile to jest dobre określenie dla kogoś, kogo kiedyś podobno kochałam. Damon patrzył uważnie na każdy mój ruch jakby napawał się nim.
-Co się dzieje? - zapytał w końcu ostrożnie, jakby bał się, że przestanę, nie miałam jednak takiego zamiaru. Przysunęłam się bliżej i delikatnie go pocałowałam, poczułam dłoń na swojej talii, niesamowite, że gdy byliśmy bardzo blisko siebie, czułam jakbym wariowała, wirowało mi w głowie, mimo to nie potrafiłam poczuć czegoś głębszego do niego. Damon pogłębił pocałunek dając mi zupełnie nowe doznania, cieszył się, czułam to, jednak w końcu ten sen musiał się skończyć. Gdy odsunęłam usta od niego okazało się, że siedzę na jego kolanach, trochę mnie to rozbawiło, bo musiałam tak bardzo przestać się przejmować tym co się dzieje wokół mnie, że nawet tego nie zauważyłam.
-Już dawno powinnam to zrobić - uśmiechnęłam się do niego. Jednak uśmiech z twarzy znikł mi, gdy przypomniałam sobie, że miałam mu powiedzieć coś bardzo ważnego.
-Damon, muszę zmienić się w wampira - powiedziałam z lekkim zawahaniem w głosie. Nie do końca chciałam to robić. Wolałabym wrócić do czasów bestroskiego dzieciństwa, moim jedynym zmartwieniem wtedy było, czy na gwiazdkę dostanę nową Barbie. Położył dłonie na mojej talii delikatnie ją gładząc, był taki czuły, wiedziałam, że nie pozwoli, żeby stała mi się krzywda.
-Będę mogła skorzystać z twojej krwi? - gdy zadałam pytanie ujrzałam zmieszanie wampira.
-Więc to ja będę musiał cię zabić? - Damon był bezwzględny, wiedziałam o tym, ale pierwszy raz widziałam, żeby zawahał się w takiej sprawie. Nie do końca chciał mi to robić, ale tylko tak mogłam zmienić się. Kiwnęłam głową odpowiadając mu na pytanie. Damon dotknął mojego policzka i pocałował mnie znów, wplotłam palce w jego kruczoczarne włosy oddając się całkowicie przyjemności, nie wierzyłam, że to robię, że tak łatwo mu się oddaję, przecież jeszcze parę tygodni temu z chęcią bym go zabiła za to co mówił. Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej tuż przy ramionach pogłębiając pocałunek. Przez dziesiątki lat jak żył musiał nieźle trenować, bo każda dziewczyna chciała by przeżyć choć przez chwilę takie coś.
-Jordan! - usłyszałam wołanie tuż po tym jak ktoś otworzył drzwi. Oderwałam się szybko od Damona i zeszłam z jego kolan. Cody, bo to on wszedł do rezydencji był wyraźnie wkurzony całą sytuacją. Zacisnął pięści i zmarszczył brwi na mój widok.
-No tak, zawsze tak będzie - warknął podchodząc do mnie.
-Cody przestań się denerwować, bo to nie ma sensu - położyłam mu rękę na ramieniu, a raczej chciałam, bo się ode mnie odsunął. Damon podszedł do mnie i bojowo spojrzał na wilkołaka.
-Chciałem ci tylko powiedzieć, że Kim ma już dla ciebie eliksir - mruknął po czym odpowiedział Damonowi na jego wrogi wzrok. Obrócił się i wyszedł, spojrzałam na wampira, a on jedynie objął mnie.
-Więc jutro będzie ten dzień - westchnęłam trochę zaniepokojona. Bałam się tego. Do końca dnia długo nad tym wszystkim myślałam. W nocy wszystko mnie przytłoczyło, nie wiedziałam, co zmieni się w moim życiu. Czy znów stracę pamięć? Co będę myślała, co czuła? Pamiętam, że Elena mówiła, że wampiry czują bardziej niż ludzie. Nie zorientowałam się nawet kiedy wstało słońce, podniosłam się z łóżka mimo, że nie przespałam ani sekundy. Zeszłam na dół kompletnie zmęczona, na sofie ujrzałam Damona.
-Nie śpisz? - zapytałam idąc w stronę kuchni, on podniósł się i podążył za mną. Spojrzałam do lodówki poszukując czegoś do jedzenia.
-Ehh... mój ostatni normalny posiłek - westchnęłam i poczułam, że wampir odciąga mnie od zimnego urządzenia. Posadził mnie na krześle.
-Więc ja ci coś zrobię - wyciągnął z lodówki parę rzeczy i zabrał się za gotowanie. Już po chwili przede mną stało pięknie pachnące i wyglądające śniadanie, a obok kawa. Uśmiechnęłam się do Damona szczerze i zaczęłam powoli jeść mój ostatni posiłek. Już za parę godzin spotkam się z Codym na klifie i pożegnam moje człowieczeństwo. Godziny dłużyły mi się niemiłosiernie. Nadszedł czas wyjścia, poprosiłam Elenę i Stefana by nie szli z nami, z każdym krokiem czułam się jakbym szła na szubienicę, myśli coraz bardziej kotłowały mi się w głowie. Wzrokiem dosięgałam już klif, widziałam Cody'ego, który czeka na mnie smętnym wzrokiem i kobietę, podejżewam, że była to Kim. Nieświadomie zwolniłam i wtedy poczułam dłoń Damona, która splata się z moją. Poczułam się odrobinę lepiej, ale dalej panicznie się bałam, z tego co wiem, to przynajmniej podczas wcześniejszej przemiany nie musiałam o tym myślec, po prostu stało się, a teraz robię to z pełną świadomością. Świadomością, że zginę już drugi raz w swoim życiu. Doszliśmy na miejsce spotkania, słowa, która wypowiadała wiedźma nie do końca dochodziły do mnie. Kim tłumaczyła co powinniśmy robić i w jakim momencie. Już po chwili czułam słodką krew Damona w ustach. Miała lekko metaliczny posmak, ale wiedziałam, że tylko to będzie mnie niedługo trzymać przy życiu. Łzy mimowolnie płynęły mi po policzkach gdy wampir podał mi eliksir i łapał za nóż. Zawahał się, wiedziałam to, widziałam to, Zadrżała mu ręka w tej najważniejszej chwili. Straciłam przytomność, miałam nadzieję, że zdążył, że nie było za późno, eliksir działał tylko przez krótki czas. Powoli otworzyłam oczy, było kompletnie ciemno, nie wiedziałam co dzieje się wokół mnie.
-Ocknęłaś się - usłyszałam Damona z wyraźną ulgą w głosie.
-Musisz teraz się pożywić, pamiętaj, że musi być to cała krew - pokazał mi człowieka przywiązanego do drzewa obok, był nieprzytomny. Znów strumieniem poleciały mi po policzkach łzy.
-Spokojnie, zabił swoje dzieci, należy mu się śmierć - uspokoił mnie, zatopiłam kły w jego tętnicy, krew była taka smaczna. Napawałam się jej smakiem przez dłuższy czas. Gdy w końcu oderwałam się od suchego już ciała odchyliłam głowę do tylu czując w niej straszne zawroty. Damon złapał mnie i wziął na ręce.
-Kim mówi, że teraz powinnaś się przespać - nie pamiętam drogi do łóżka, usnęłam w ramionach Damona. Rano obudziły mnie rażące promienie słońca, które świeciły wprost na moją twarz. Gdy się obróciłam ujrzałam Damona, bardzo się ucieszyłam na jego widok, delikatnie go pocałowałam. Teraz pamiętałam wszystko, to co się działo przed utratą pamięci i po. W moim sercu gdzieś na dnie schowane były uczucia do tego faceta, a teraz zostały uwolnione. Czułam w sobie tyle miłości i nie mogłam się od niej powstrzymać. Wampir otworzył oczy uśmiechając się do mnie, cieszyła go tak miła pobudka.
-Damon, kocham cię - wydobyło się z moich ust, to było coś co naprawdę czułam, moje serce to zawsze wiedziało, tylko umysł niekiedy nie nadążął za nim. Damon po chwili znalazł się nade mną opierając się dłońmi po prawej i lewej stronie mojej głowy. Patrzył jakby nie wierzył w to co mu przed chwilą powiedziała. Położyłam dłonie na jego szorstkich od zarostu policzkach i uśmiechnęłam delikatnie.
-Teraz pamiętam wszystko - pocałowałam go ponownie tym razem dużo namiętniej. Czułam jego dłoń na mojej talii, która muskała moją skórę przez kołdrę. Przewróciłam się z nim tak, że teraz ja siedziałam na nim. Miałam na tyle siły, że teraz i ja w tej kwestii miałam coś do powiedzenia. Pociągnął mnie za rękę bym pochyliła się nad nim. Znów zatraciliśmy się w pocałunku, a dłonie Damona powędrowały znów na talię, ale tym razem ominęły przeszkodę zwaną koszulką.
-Damon nie jesteśmy sami - mruknęłam, choć tym razem nie mialam chęci kończyć tego wszystkiego.
-Jesteś pewna? - zapytał z zadziornym uśmiechem, zawsze uwodził mnie tą miną. Zeszłam z niego i poczekałam aż wstanie. Dopiero teraz zorientowałam się, że to nie był żaden pokój z rezydencji.
-Gdzie jesteśmy? - spojrzałam przez okno, dobrze, że nie zdejmowałam pierścienia z lapis lazuli.
-To domek letni Eleny i Jeremy'ego - Damon wstał z łóżka uśmiechnęłam się widząc jego cialo. Położyłam dłonie na jego nagim torsie czując pod palcami jak jego mięśnie napinają się pod wpływem mojego dotyku. Uniosłam się na palcach by dosięgnąć jego ust. Wiedziałam, że to jest ten moment, idealny wręcz by zrobić to, na co wcześniej brakowało mi odwagi. Targały mną dziwne uczucia, jakby tylko Damon był tym, czego pragnęłam. Czułam jak jego palce wędrowały po moim ciele tuż po tym jak rzucił mnie na łóżko. Szumiało mi w głowie, cały czas chciałam tylko jeszcze i jeszcze. Próbowałam nadążyć za jego pocałunkami i dotykiem. Szybszy oddech coraz bardziej mi towarzyszył, a dreszcze przebiegały po moim ciele. Nie mogłam opanowac moich odruchów przy najmniejszej pieszczocie. Prawie straciłam świadomość, gdy w moich uszach rozbrzmiał krzyk rozkoszy. Opadłam na pościel opanowując swój oddech. Damon położył się obok mnie, widziałam, że jest szczęśliwy, uśmiechał się cały czas wodząc palcami po moim brzuchu. Wzięłam głęboki wdech mrużąc oczy, nie chciałam ani na minutę zapomnieć tego wydarzenia przed chwilą.
-Już wiem, dlaczego tak bardzo tego chciałeś - mruknęłam po chwili, a w odpowiedzi usłyszałam ciepły śmiech chłopaka. Czułam się w pełni spełniona i szczęśliwa. Nie chciałam więcej ruszać się z tego łóżka, wolałam trwać w tym idealnym momencie przez wieki. Dotknęłam jego klatki piersiowej i poczułam, że ja na niego działam tak samo jak on na mnie, a właśnie na to liczyłam, bo on mając takie doświadczenie wcale nie musiał być zadowolony. Chyba za dużo myślę na ten temat. Powinnam cieszyć się chwilą.
-Tak właściwie to dlaczego tu jesteśmy? - zapytałam przypominając sobie miejsce, w którym się znajduję.
-Tu jesteś bezpieczna, bo Klaus nie może tu wejść. Poza tym jesteśmy sami, a to jest duży plus tego miejsca - Damon uśmiechnął się do mnie, chciałam go pocałować, ale pokój wypełnił dźwięk telefonu.
-Nie odbieraj - chłopak namawiał mnie przez chwilę przytrzymując ręce i całując.
-To może być coś ważnego - nie dałam za wygraną i odebrałam telefon. Po krótkiej rozmowie odłożyłam urządzenie i podniosłam się z łóżka.
-Elena i Stefan będą za godzinę - odłożyłam urządzenie na półkę i znalazłam szybko coś do narzucenia na siebie. Nałożyłam bieliznę i koszulkę, która później okazała się być koszulką Damona.
-Musisz częściej je nosić - rozmarzył się wampir patrząc na mnie, pochyliłam się nad nim i pocałowałam. Te chwile były fantastyczne, jedne z najlepszych w moim życiu. Miałam kogoś, kogo kochałam i ta osoba kochała mnie. Damon opiekował się mną nawet jak straciłam pamięć i nie byłam dla niego do końca miła. Mimo, że zawsze miał na twarzy maskę twardziela, był delikatny i wrażliwy. Nasz przyjemny i leniwy poranek przerwało nam pukanie do drzwi.
-To nie Elena, mieli być za godzinę - wsunęłam na siebie spodnie i poszłam otworzyć.
-Cody co tu robisz? - lubiłam tego chłopaka, ale zdecydowanie wybierał sobie najgorsze momenty.
-Chciałem sprawdzić jak się czujesz - wyszłam z nim na taras i usiedliśmy na jednej z drewnianych ławeczek.
-Nie musiałeś jechać tak daleko, mogłeś zadzwonić - mruknęłam, tak na prawdę wcale nie chciałam, żeby tu był, wolałam wrócić do łóżka i po prostu trwać przy Damonie.
-Nie mogłem - odpowiedział szybko, był lekko zmieszany, coś chciał mi powiedzieć, ale nie mógł się na to zdobyć.

czwartek, 14 listopada 2013

numer 16

-Musisz stać się na nowo wampirem – te słowa ciężko przechodziły mu przez gardło. Spojrzałam pytająco dając mu do zrozumienia, że musi mi wyjaśnić całą sytuację. Ściągnęłam kurtkę z ramion i położyłam ją sobie na kolanach delikatnie ściskając na niej palce.
-Rozmawiałem z wiedźmą, która zna się na tym. To ona przygotowała Klausowi eliksir, który cię przemienił, ale jakaś nieudolna hybryda Klausa zabiła siostrę wiedźmy, więc chce się na nim zemścić. Pomoże nam, przygotuje eliksir, ale musisz go wziąć w dość określonych warunkach. Słońce musi być w pełni, a ty musisz… - zrobił krótką pauzę, bo widać było, że jest załamany.
-Musisz wypić krew wampira, później ten sam wampir tuż po wypiciu krwi powinien podać ci eliksir i podciąć ci gardło – mruknął i wziął głęboki wdech. Powoli wypuszczał powietrze kupując sobie tym czas na zastanowienie się.
-Następnie wypijesz krew człowieka… Do ostatniej kropli, aż zginie – ostatnie słowa wypowiedział niemal bezgłośnie. Znów być wampirem? Nie pamiętam tego czasu, nie chcę go.
-Mnie jest dobrze tak jak teraz – wzruszyłam ramionami. To żaden wybór dla mnie, poza tym za każdą pełnią zmieniałabym się w wilka.
-Ale będziesz śmiertelna, nie pokonasz Klausa – Damon musiał się wtrącić.
-Pozwolisz, że ja będę sterować swoim życiem?! Może nie chcę co miesiąc zmieniać się w wilka, który atakuje wszystko co się rusza?! Może nie chcę narażać siebie znów, tylko po to, żebyś ty był zadowolony! Nie wiesz jak to jest uczyć się magii mimo, że nic ci nie wychodzi, a musisz to zrobić! Nic nie rozumiesz, bo jesteś wampirem, który ma uczucia wszystkich gdzieś i liczysz się dla siebie tylko ty! – patrzyłam na niego z nienawiścią w oczach, mimo, że przed chwilą przecież go przytulałam. Podniosłam i mocno uderzyłam w niego kurtką oddając mu ją przy okazji.
-Wolisz zginąć bez walki?! Ty po prostu jesteś głupia!
-Głupia to byłam jeszcze niedawno jak cię całowałam – powiedziałam spokojnie, ale po chwili uświadomiłam sobie, że lekko przesadziłam. Postanowiłam się jednak nie przejmować. Po moich słowach Damon nic nie powiedział, był zraniony wiedziałam to, odwrócił się i wyszedł trzaskając drzwiami. Patrzyłam beznamiętnie jak wychodzi. Obróciłam się w stronę wszystkich, którzy siedzieli przy stole. Byli zdziwieni moją reakcją. W sumie Elena wiedziała, że kiedyś tak postępowałam, ale była przekonana, że nie postąpię tak w stosunku do Damona. Widać myliła się. Weszłam po schodach do góry słysząc jedynie jak Elena biegnie za czarnowłosym. Po chwili do pokoju wszedł Stefan, no tak teraz czas na mówienie mi jak źle postąpiłam.
-Może faktycznie lepiej wyjedź – mruknął jedynie, było to dla mnie ogromnym zdziwieniem.
-Ranisz mojego brata. Może nie jest idealny, ale jednak to mój brat. On cały czas chce ci pomóc. Nie możesz udawać,  że on nic do ciebie nie czuje, bo tak nie jest. Łączyło was coś zanim straciłaś pamięć, on dalej to czuje, a ty zapomniałaś – przez cały czas patrzył na mnie jakby karcił psa, bo zjadł pracę domową. Nie potrafiłam się wytłumaczyć, nawet nie chciałam tego.
-Daj mi tylko ostatni raz porozmawiać z Damonem – może miał racje, ja nie pamiętałam co nas kiedyś łączyło i czułam jakbym dopiero co go poznała, a on już wcześniej znał mnie. Zadzwoniłam do Eleny i dowiedziałam się, że są w Grillu. Gdy tylko tam dotarłam zobaczyłam Damona, siedział sam przy barze i najwyraźniej był już lekko pijany. Usiadłam obok i spojrzałam na niego ze zmartwieniem.
-Przepraszam, nie chciałam tego powiedzieć - mruknęłam niepewnie, a on podsunął mi szklankę z trunkiem.
-Chciałaś, oboje dobrze o tym wiemy - Damon nawet na mnie nie spojrzał, barman podał mu kolejną porcję Burbona, którą wypił od razu. Zrobiło mi się głupio, ja na prawdę go zraniłam.
-Damon... Ty nie rozumiesz jak to jest nie pamiętać. Jak to jest zaangażować się w sprawę, o której nie masz najmniejszego pojęcia. Jak jest poczuć coś, gdy nawet nie pamiętasz tej osoby. Wszyscy czegoś ode mnie wymagają, a ja nawet nie wiem jak to spełnić, nie potrafię sobie przypomnieć. Nie czuję się zagrożona, nie czuję sie jakbym była w niebezpieczeństwie - westchnęłam głośno mając wrażenie, że nikt i tak nie zrozumie tego co czuję. Z żalem wypiłam zawartość szklanki.
-Pojedźmy do domu, wystarczy ci wrażeń na dziś - podniósł się i zawiózł mnie do rezydencji. Przy wejściu przywitał mnie kociak. Mała, czarna kuleczka podbiegła do mnie i zaczeła się łasić. Wzięłam ją na ręce i delikatnie gładziłam miękkie futerko, po czym do pomieszczenia wbiegła kobieta.
-Midnight, tu jesteś - uśmiechnęła się wyciągając ręce po kociaka.
-Wiedziałem, że ten sierściuch jest tu zbędny - mruknął jedynie Damon na co skarciłam go wzrokiem. Podałam futrzaną kuleczkę dziewczynie, a gdy nasze dłonie się spotkały zobaczyłam obrazy przed sobą. Czułam ogromny ból, jakby rozrywało mi serce, a łzy same spływały mi po policzkach, gdy ujrzałam Damona namiętnie całującego właścicielkę kota. Wiedziałam, wiedziałam, to, że zrobił coś niewłaściwego. Po chwili obraz się rozmył, a ja ujrzałam kolejną scenkę, płakałam i wiedziałam, że jest to płacz przez Damona. Odzyskałam świadomość, mimo tego dalej czułam ból w sercu. Otarłam łzy, które stały się realne przez cierpienie, którego doświadczyłam. Spojrzałam na Damona, był wyraźnie skołowany całą sytuacją, nie za bardzo wiedział co się dzieje.
-Jesteś zwykłym dupkiem - powiedziałam przez łzy i wróciłam do pokoju. Zaczęłam pakować swoje rzeczy, po tym co zobaczyłam nikt nie miał prawa mnie tu zatrzymywać. Do pokoju przyszła Elena.
-Jutro jadę rano i proszę, niech nikt mnie nie zatrzymuje. Widziałam jego namiętne pocałunki z tą dziewczyną - mruknęłam sucho nawet nie patrząc się w jej stronę. Usiadła na łóżku nie wiedząc jak ma zacząć.
-Damon wtedy myślał, że całował ciebie - powiedziała niepewnie próbując zwrócić moją uwagę. Prychnęłam głośno.
-Nie Elena! Przestań go usprawiedliwiać! Ja teraz nic do niego nie czuję, nie znam go! Nie chcę angażować się w coś, co wpakuje mnie w bagno! Mam namyśli i Damona i ten cały świat wampirów! Nie chcę taka być, dajcie mi żyć normalnie i decydować za siebie - warknęłam zabierając swoje torby w ręce. Gdy tylko próbowałam wyjść drzwi się otworzyły. Czarnowłosy nic nie powiedział, tylko delikatnie objął moje policzki i pocałował. Był bardzo namiętny, a ja przeżyłam kolejną wizję. Przed moimi oczami ukazywały mi się serie uśmiechów i pocałunków, jak mnie chronił przed złem w każdym momencie, jak przy mnie był. Ukazało mi się też jak Silvia zmanipulowała go by myślał, że ona to ja. Poczułam radość w sercu i to uczucie gdy... Gdy jesteś w kimś zakochana. Damon odsunął się ode mnie, poczułam na sobie jego wzrok, gdy nie mogłam dojść do siebie po tym co zobaczyłam. Wpuściłam powietrze do płuc i dotknęłam jego ramienia.
-Ja naprawdę byłam w tobie zakochana - spojrzałam na niego, a w odpowiedzi ujrzałam tylko uśmiech. On się naprawdę cieszył, że coś sobie przypomniałam. Dopiero teraz zrozumiałam jakie to było dla niego ważne, bym poczuła to co on już czuł. Co prawda rozpoznałam tylko scenę, nie poczułam do niego od razu głębokiego uczucia, tylko swego rodzaju delikatne przywiązanie. Dlaczego dopiero dziś zaczęło mi się wszystko przypominać? Odsunęłam delikatnie Damona by usiąść na łóżku.
-Co sobie przypomniałaś? - spytała Elena siadając tuż przy mnie. Delikatnie gładziła moje ramię.
-To były tylko sceny, ale wiem, że byłeś dla mnie dobry Damon, to Silvia podstępnie chciała cię zdobyć. Ale to nic nie zmienia, to, że widziałam te sceny nie sprawiło, że żywię cię teraz jakimś uczuciem. Musisz to zrozumieć, że te uśmiechy i pocałunki nie zadziałały jak eliksir miłosny. Przepraszam, ja nie mogę na siłę się w tobie zakochiwać, to powinno samo przyjść - mruknęłam i spojrzałam na moje torby.
-Jutro wyjeżdżam - podsumowałam patrząc w podłogę.
-Zabiję go - warknął Damon i wyszedł z pokoju. Kogo zabije? No i dlaczego? Poszłam za nim i na podwórzu udało mi się złapać go za ramię.
-Damon daj temu spokój - mruknęłam cicho, a on spojrzał na mnie z miną zbitego psa.
-Nie, Jordan on ci wykasował pamięć, wszystko co czułaś przepadło! - krzyknął w moją stronę.
-Dlaczego tak cię to obchodzi?! Możesz mieć następną! - odpowiedziałam mu równie głośnym tonem. Po co robił z tego taką aferę? Mógł poczekać trochę i by mu przeszło. To nie może być nic poważnego.
-Bo cię kocham! - wykrzyczał mi prosto w twarz, byłam zdziwiona i on to chyba zauważył. Stałam bezruchu nie odzywając się słowem, ale wpatrywałam się na niego przez dłuższą chwilę. Kochać, to takie mocne słowo, mimo tego akurat Damon powinien sobie zdawać sprawę jak silne jest to uczucie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, przecież nie mogłam mu powiedzieć "ja ciebie też" po czym żylibyśmy sobie długo i szczęśliwie w pałacu jak z bajek Disneya, bo tak nie było. Wszystkie uczucia związane z nim były skasowane, jakby ich nigdy nie było. Damon nie czekał zbyt długo na moją odpowiedź, chciał wsiąść do auta i policzyć się z Klausem. Wiedziałam, że jest na przegranej pozycji, hybryda jest przecież nieśmiertelna, Damon nie zdoła go zabić.
-Dobrze, spróbuję jeszcze - westchnęłam głośno, nic innego nie mogłam mu zaproponować, a to wydawało mi się na ten moment odpowiednie. Spojrzał na mnie i wysiadł z samochodu.
-Czy ty napewno tego chcesz? - zapytał, a ja tylko skinęłam głową, tak mi się wydaje, że tego chcę. Powinnam dać mu szansę, szczególnie po tym co mi powiedział.
-Przejdźmy się - zaproponowałam, a Damon zgodził się na moją propozycję. Szliśmy wąską ścieżką w lesie w milczeniu. Postanowiłam to przerwać.
-Jak się poznaliśmy? - zapytałam, w sumie fajnie by było wiedzieć.
-Szukałaś u nas Eleny - powiedział tak jakby chciał coś jeszcze dodać, ale przemilczał wszystko. Mijały dni, ja od nowa poznawałam Stefana i Damona, Elenę jakby też, bo zmieniła się od czasu, kiedy ją pamiętałam. Zaczęłam czuć się przy nich swobodnie, a nawet bezpiecznie. Z Silvią uczyła mnie magii, a dzieki temu, że, jak powiedziała, nie mam już mętliku w głowie, nauka zaklęć przychodzi mi zdecydowanie szybciej. Damon cały czas starał się wywołać we mnie jakieś emocje związane z nim, może nawet trochę mu to wychodziło? Był uroczy, choć on sam twierdzi, że jest niebezpiecznym drapieżnikiem. Jeszcze nigdy nie zrobił mi krzywdy, za co bardzo go cenię. Wiele razy zastanawiałam się, czy chciałabym pamiętać, do teraz nie jestem pewna, ale wiem już, że muszę pomóc światu pozbyć się hybryd. Czuję jednak okropny wstręt do karmienia się krwią. Pamiętam, jak parę dni temu byłam na spacerze z Damonem, w pewnym momencie potknęłam się i upadłam tak niefortunnie, że zraniłam się w nogę. jego twarz była przerażająca, nigdy coś takiego nawet mi się nie śniło, wyrosły mu kły i widziałam, że ledwo się opanowuje, mimo to zaniósł mnie do domu, a tam opatrzył. Może jednak wampiry to nie tylko zło? Może jednak powinnam zamienić się? Ode mnie zależy życie wielu osób.

piątek, 11 października 2013

numer 15

-Byłam u Cody’ego, a reszty nie pamiętam – spojrzałam na nich, naprawdę nie pamiętałam gdzie byłam przez ten czas. Łzy znów napłynęły mi do oczu i spojrzałam na Elene, która mnie objęła. Jasnowłosy westchnął i powoli zaczął mi tłumaczyć, w jakiej sytuacji się znajduję. To był szok, jakie wampiry, o co chodzi z tym wszystkim? Nie wiedziałam jak się w tym wszystkim połapać, więc wyszłam na spacer. Tuż za mną wyszedł czarnowłosy, jak się okazało później miał na imię Damon.
-Jordan – chłopak mnie zatrzymał i spojrzał na mnie niepewnie.
-Jesteś jeszcze wampirem? – zapytał. Ja wampirem?! Niewykonalne, absurdalne.
-Oszalałeś, nigdy nie byłam wampirem, brzydzę się krwią – odwróciłam się i poszłam w stronę lasku. Co on sobie wyobraża, ten cały wampiryzm wypalił mu zwoje. Prychnęłam sama do siebie. Nagle stanął przede mną.
-Zostaw mnie, jesteś pomylony – warknęłam na niego, a ten złapał moje ramie dość mocno i spojrzał na mnie wrogo.
-Przestałaś być wampirem, czy przestałaś myśleć?! Dopiero z trudem udało mi się uratować cię z tamtej piwnicy, a teraz narażasz się jakbyś nie umiała użyć mózgu – krzyknął na mnie. Moja dłoń z dość dużą siłą uderzyła twarz chłopaka. Nie będę słuchać takich bzdur.
-Nikt ci nie kazał mnie ratować! – odwróciłam się na pięcie i szłam dalej. Co prawda Damon miał trochę racji, ale miałam go gdzieś.
-Co za frajer – mruknęłam do siebie i usiadłam pod drzewem. Musiałam sobie wszystko przemyśleć, czy ja tu powinnam być? W każdej mojej myśli pojawiało się zwątpienie i niepewność. Chciałam w jakiś sposób uciec od tego. W końcu mnie olśniło, musiałam spotkać się z Codym, ale nie wiem jak stąd dojść do miasteczka. Wróciłam do rezydencji by zapytać Eleny. Obiecała, że zawiezie mnie mimo wyraźnego protestu Damona. Co on ma do gadania, nie jestem jego własnością. W końcu dotarłam do mieszkania wilkołaka, ale nikt nie otwierał. Szarpałam za klamkę, ale to było na nic. Elena zaproponowała, żebyśmy sprawdzili tylne wejście, było otwarte, ale ona nie mogła bez zaproszenia wejść do środka. Postanowiłam więc sama poszukać Cody’ego. Ruszyłam do środka oglądając każdy pokój, wołałam, ale nie usłyszałam odpowiedzi, dopiero w sypialni zobaczyłam go w łóżku, całego zakrwawionego i nieprzytomnego.
-Cody! Cody! – zaczęłam nim potrząsać, ale to było na nic. Co ja mam teraz zrobić? Elena nie wejdzie do mieszkania, bo Cody nie jest w stanie jej zaprosić, a ja go tu nie uratuję. Uniosłam jego ramie i założyłam sobie przez kark, musiałam go znieść na dół, musiałam dać radę, tu chodziło o jego życie. Niestety już po paru krokach padłam na kolana. Podniosłam się, próbowałam, ale sama byłam wyczerpana, dopiero co wydostałam się z tej przeklętej piwnicy. Długo zastanawiałam się jak pokonać schody mimo to udało mi się to prawie bezboleśnie. W końcu po jeszcze dwóch upadkach wydostałam Cody’ego z domu, do samochodu zaniosła go już Elena, była wampirem, więc miała siłę. Oparłam się o maskę próbując złapać oddech. Byłam coraz bardziej zmęczona, wyczerpana. Wsiadłam do samochodu i zamknęłam oczy, otworzyłam je dopiero pod rezydencją. Gdy tylko przekroczyłam drzwi oparłam się o Stefana, który stał tuż przy nich, pomógł dojść mi do fotela, a Elena położyła Cody’ego na kanapie.
-Co ten Azor robi u mnie w domu? – warknął Damon, gdy zszedł na dół i zobaczył chłopaka.
-Zamknij się! Zamknij się w końcu! Jesteś nie do zniesienia! On umiera, a ty myślisz tylko o tym, że jest wilkołakiem! Dobrze, że jesteś wampirem, nie muszę się z tobą w żaden sposób utożsamiać – ze złości wstałam i wykrzyczałam mu wszystko w twarz. Damon niewiele myśląc rozgryzł nadgarstek i podał mu swoją krew.
-Proszę teraz nie umiera – powiedział z wyrzutem patrząc mi prosto w oczy.
-Zadowolona? – zapytał unosząc brwi, był bardzo blisko mnie, chyba za blisko. Uniosłam głowę do góry by spojrzeć na niego.
-Tak – ciężko było ominąć go z gracją, ale udało mi się to. Podeszłam do Cody’ego, który powoli się budził. Uśmiechnęłam się szeroko widząc jak otwierają się jego oczy. Pogładziłam delikatnie jego szorstki od zarostu policzek.
-Gdzie jestem? – spytał bardzo cicho, zaczęłam mu powoli tłumaczyć co on tu robi w połowie moich opowiadań usiadł na sofie, na której wcześniej leżał i pocałował mnie, delikatnie, nie namiętnie. Zwyczajny buziak. Odsunęłam się trochę zdziwiona, a za sobą usłyszałam jedynie prychnięcie. Któżby inny jak nie Damon.
-Znów coś ci się nie podoba? – warknęłam na niego i stanęłam tuż obok. Jak ten wampir mnie denerwował, dlaczego tak się zachowywał?
-Nawet nie pamiętasz kogo ostatnio tak całowałaś – uśmiechnął się ironicznie, cały przepełniony był sarkazmem. Zachowywał się jakby coś nas wcześniej łączyło, ale gdzie ja z takim człowiekiem, to śmieszne.
-Oświeć mnie – stanęłam pewnie przed nim, on tylko zmarszczył brwi i do dwóch szklanek nalał Burbona.
-Zdrowie – stuknął swoją szklankę o tę stojącą jeszcze na stoliku i puścił oczko odchodząc. Potrząsnęłam głową z niedowierzania i usiadłam z powrotem na sofę. Elena podeszła do mnie i poprosiła, abyśmy wyszły na zewnątrz. Usiadłyśmy na ławeczce za domem i spojrzałam na nią czekając aż zacznie.
-Nie wiesz jednej rzeczy. Zapomniałaś o czymś jeszcze – zaczęła i wzięła głęboki oddech po czym skierowała wzrok na mnie.
-Przed tym wszystkim byliście z Damonem bardzo związani. Zachowywaliście się jak zakochani – wyrzuciła z siebie, a ja wybuchłam śmiechem. To niemożliwe, ja z nim? Fakt przystojny był, ale chyba nie zakochałabym się w takim… Elena jednak patrzyła na mnie z pełną powagą, więc jednak to musiała być prawda. Podniosłam się i weszłam do rezydencji, powinnam porozmawiać o tym z wampirem, choć wcale nie miałam na to ochoty. Jednak gdy tylko weszłam na górę i otworzyłam drzwi od pokoju Damona zauważyłam, że nie jest sam.
-Brooke, co tu robisz? – zapytałam wchodząc do pokoju.
-Przyszłam do Damona – uśmiechnęła się szeroko i usiadła mu na kolanach, a wampir wyraźnie był z tego powodu zadowolony.
-Tak, czyli jednak to nie było możliwe, że byłam w tobie zadurzona, wiedziałam, że jednak czasem używam mózgu – mruknęłam i zamknęłam drzwi, zdążyłam jedynie ujrzeć przez moment wzrok zdziwionego wampira. Było mi w pewien sposób przykro, że Brooke była u niego, ale postanowiłam tego nie roztrząsać. Cody postanowił wrócić na noc do domu, tuż po tym jak obmył się trochę z krwi. Ja z kolei spałam w pokoju Eleny, nie wiedziałam, czy u nocowała u niego Brooke, ale dlaczego miałoby mnie to obchodzić? Rano obudziłam się cała obolała, poczułam, że to czas wrócić do LA. Stefan mówił, że moje walizki są w pokoju Damona, więc poprosiłam go by je stamtąd zabrał.
-Wyjeżdżasz? – czarnowłosy postawił przede mną walizkę i spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Spokojnie wyślę ci pocztówkę – mruknęłam, a on niespodziewanie mnie pocałował. Nie wiedziałam co zrobić, ale dziwnym trafem był to przyjemny pocałunek, na pewno przyjemniejszy od tego, którym zaskoczył mnie Cody. Odsunął się ode mnie, ale i tak był bardzo blisko, patrzyliśmy sobie przez jakiś czas w oczy, ale w końcu udało mi się otrząsnąć.
-Brooke ci nie wystarcza? – wypaliłam bez zastanowienia, a to wyraźnie wywołało w nim wściekłość.
-Nie będę się przed tobą tłumaczył, skoro i tak nic nie rozumiesz – widziałam jak zaciska pięści. Odwrócił się i wyszedł z domu. Postanowiłam się przejść, poukładać sobie wszystkie myśli. Było dość zimno, a ja wyszłam lekko ubrana. Zauważyłam kogoś siedzącego przy jakiś urwisku, rozpoznałam Damona. Postanowiłam nie zbliżać się, oparłam się o drzewo i patrzyłam co robi jednocześnie obejmując swoje ramiona, by odrobinę się ogrzać. Czy to możliwe, że z nim byłam? W jakimś stopniu był słodki. Po paru minutach stania stwierdziłam, że podejdę do niego. Usiadłam obok cały czas obejmując się ramionami. Damon podał mi butelkę Burbona, no cóż nigdy nie piłam z rana, ale w takich okolicznościach nie odmówię. Upiłam od razu dwa łyki, by choć trochę mnie rozgrzał. Patrzyłam w dal nic nie mówiąc.
-Masz zamiar umawiać się z Brooke? – zapytałam niepewnie, nie wiedziałam, czy powinnam, w końcu straciłam pamięć, a Elena mówiła, że byliśmy tak jakby parą.
-Brooke to fajna dziewczyna, ale za bardzo napalona. Może i bym sobie skorzystał, ale… - nie dokończył zdania, a wolałam nie dopytywać, bo wiedziałam, że i tak mi nie powie. Podałam mu butelkę wypełnioną trunkiem. Może powinnam obrazić go, że mówi tak o mojej przyjaciółce, ale wiedziałam, że ma racje. Usłyszałam dźwięk mojego telefonu.
-Hej Stefan, co się dzieje? – powiedziałam tuż po naciśnięciu zielonej słuchawki.
-Przyszedł Cody i mówi, że coś ważnego chce od ciebie – po tych słowach niechętnie podniosłam się opierając na ramieniu Damona.

-Dobrze przyjdę niedługo – rozłączyłam się i spojrzałam na czarnowłosego. Miałam nadzieję, że zrozumie aluzję, że wcale nie chcę iść sama przez las. Dalej unosiła się delikatna poranna mgła. Chłopak podniósł się i zarzucił na mnie swoją skórzaną kurtkę, teraz odkrywał mój charakter tak jakby na nowo. Spojrzałam na niego z uśmiechem, ale on nie wykazywał jakiś szczególnych uczuć, coś ukrywał w sobie, a może przed sobą? Złapałam go pod ramię, a właściwie przytuliłam się do jego ręki, z racji tego, że było mi dalej potwornie zimno. Po krótkim czasie dotarliśmy do rezydencji, gdzie czekał na mnie Cody. Usiedliśmy przy stole, chłopak długo milczał jakby próbował przemyśleć w jaki sposób przekazać mi informacje.
_____

Na specjalne życzenie Sylwi <3

środa, 9 października 2013

numer 14

Po chwili udało mi się uwolnić od wampira i spojrzeć do torby w poszukiwaniu czegoś do ubrania. Usłyszałam dzwonek swojego telefonu, ale oczywiście nie zdążyłam do niego dobiec, bo Damon odebrał.
-Mmm… cóż za seksowny, kobiecy głos – padło wprost z jego ust. Wyrwałam mu moją komórkę i spojrzałam na ekran, by dowiedzieć się, kto dzwoni.
-Cześć Brooke – uśmiechnęłam się do siebie dalej szukając ubrania.
-Jestem w Mystic Falls, spotkajmy się w Grillu. Czekam na ciebie za półtora godziny – zakomunikowała mi przyjaciółka. Wzruszyłam ramionami i zgodziłam się na spotkanie. Moje zmagania z ubraniami dobiegły końca. Usiadłam na krześle przy stoliku chcąc dopieścić moją twarz i włosy. Czułam się źle wychodząc bez makijażu, jakbym była wybrakowana. Poczułam dłonie na swoich ramionach.
-Pod prysznicem też wyglądałaś seksownie – wymruczał mi do ucha, a moja twarz momentalnie poczerwieniała.
-Pojadę z tobą do Grilla, napiję się Burbona – niedługo później byłam gotowa do wyjścia. Brooke stała przy stole bilardowym, gdy podeszłam do niej podała mi jeden kij.
-Fajny facet – spojrzała na kogoś siedzącego przy barze, momentalnie się odwróciłam napotykając wzrok Damona. Uniósł jedną brew do góry uśmiechając się zadziornie jak to miał w zwyczaju.
-Znam go dość dobrze – zaśmiałam się lekko nie ciągnąc tematu. Brooke bardzo lubiła rywalizować ze mną o faceta, a przecież nie byliśmy razem. Byłoby to dla niej wyzwanie. Skończyłyśmy grę i usiadłyśmy przy stoliku. Sączyłam powoli Burbona, chyba wampir bardzo mnie przyzwyczaił do tego gatunku alkoholu.
-Co tu robisz? – Zapytałam coraz szybciej pijąc alkohol gdyż poczułam głód.
-Mama zaciągnęła mnie do jakieś ciotki, z którą wcale nie chce mi się siedzieć, więc będziesz skazana na mnie – roześmiała się zarażając mnie śmiechem. Zauważyłam, że nagle oczy Brooke zabłyszczały, no tak Damon idzie. Jak ja mam wybić Brooke z głowy ten chory pomysł, który właśnie się zrodził jak on się tak do niej uśmiecha. Skarciłam go wzrokiem, więc usiadł przy mnie i podał mi alkohol. Chyba zorientował się, że głód zaczyna mną sterować.
-Idziemy – zarządził Damon i podniósł się.
-Jo, jutro o 13 spacer – uśmiechnęłam się jedynie by potwierdzić spotkanie. Wróciliśmy do domu, a ja łapczywie wypiłam woreczek krwi, jeszcze nigdy nie czułam takiego pragnienia i to nie tylko krwi, ale też Damona. Nie rozumiałam tego, co krążyło w mojej głowie.
-Fajna ta twoja koleżanka – wampir uśmiechnął się do mnie, wiedział, że zdenerwuje mnie to. Objęłam delikatnie jego szyję i pocałowałam wampira. Coraz łatwiej przychodziło mi dotykanie Damona. Nie czułam już przy nim skrępowania. Oderwałam się od niego i delikatnie muskałam jego klatkę piersiową.
-Czas spać – mruknęłam i wślizgnęłam się do łazienki. Szybko się ogarnęłam i wskoczyłam do łóżka, co nie spodobało się Damonowi. Mimo to poczułam jak jego silne ramiona obejmują mnie, a po chwili zapadłam w głęboki sen. Wydawało mi się, że minęło pięć minut, od kiedy zasnęłam, otworzyłam powoli oczy i ujrzałam na zegarku godzinę 12:30. Szybko zerwałam się i zaczęłam się ubierać. Damona już nie było przy mnie, to dziwne zawsze wstawaliśmy razem. Narzuciłam na siebie krótkie, dresowe spodenki i jakąś koszulkę i zeszłam na dół.
-Cześć Stefan – uśmiechnęłam się do niego, bardzo go lubiłam. Elena ma ogromne szczęście, że z nim jest. Wyciągnęłam sobie woreczek z krwią i powoli zaczęłam go sączyć.
-Wyglądasz na smutnego – mruknęłam i rzuciłam się na fotel. Pokręcił jedynie głową i uśmiechnął się do mnie. Rozczulał mnie takim swoim zachowaniem. Usłyszałam dzwonek do drzwi, podniosłam się, a po drodze zmierzwiłam włosy Stefana. Brooke przytuliła mnie na przywitanie i ruszyłyśmy w stronę lasu.
-Jesteście z Damonem parą? – wypaliła bez ogródek po dłuższej chwili. Zachichotałam cicho.
-Nie jesteśmy – mruknęłam zgodnie z prawdą. Co prawda wiedziałam, że to pytanie było po to, żeby Brooke mogła zacząć polowanie na Damona. No cóż…
-Cześć Jordan – usłyszałam za plecami.
-Cześć Cody – uśmiechnęłam się, cieszyłam się, że go widzę.
-Dobra ja już lecę, pogadajcie sobie, a my zobaczymy się wieczorem – Brooke szybko zniknęła z pola mojego widzenia.
-Przepraszam za swoje zachowanie – powiedział tak jakby chciał zrzucić ogromny ciężar ze swojej duszy. Ja tylko uśmiechnęłam się i chciałam się do niego przytulić, ale chłopak padł na kolana. Zanim zdążyłam zareagować on leżał na ziemi, a ja poczułam straszny ból karku i straciłam świadomość. Ból… Ogromny ból karku i ramion. Później poczułam smród wilgoci i stęchlizny. Zapach wwiercał się w moją głowę, tak bardzo, że było mi od niego niedobrze. Powoli otworzyłam oczy i spróbowałam się poruszyć, ale krzyknęłam z cierpienia, jakie poczułam. Byłam przywiązana, wisiałam na łańcuchu oplecionym wokół moich złączonych nadgarstków, a nogi były przywiązane do podłogi. Spojrzałam przed siebie.
-Cody – chciałam krzyknąć, by zwrócić jego uwagę. Chłopak otworzył oczy. Jego ramiona były całe zakrwawione jakby rozszarpała je jakaś bestia. Łzy spłynęły z moich oczu. Szarpałam się bardzo długo, chciałam się uwolnić od tych łańcuchów, ale to coraz bardziej bolało.
-Obudziła się królewna – usłyszałam brytyjski akcent.
-Klaus – warknęłam widząc mężczyznę.
-No nawet pamiętasz moje imię, wcale się nie dziwię – zaśmiał się, a we mnie się zagotowało nie mogłam uwierzyć, że ten człowiek tak bardzo się na mnie uwziął.
-Czego ode mnie chcesz? – Wybuchłam, ból wziął nade mną górę. Pamiętałam, że mi groził przed Grillem, ale… Przecież, nic mu nie zrobiłam.
-No wiesz… Zagrażasz mnie i moim hybrydom, więc, no cóż trzeba cię zabić – zaśmiał się i wyjął fiolkę z jakąś dziwną fioletową miksturą.
-Wytłumaczę ci jak to zadziała. Za 20 minut jest pełnia, więc masz 19 minut, by wyłączyć człowieczeństwo, później dam ci do picia tą miksturkę i już nie będziesz wampirem, zgadzasz się od razu, czy mam użyć siły? – Grzecznie zapytał, a tuż przy końcu zdania do pomieszczenia weszła Rebekah. Spojrzałam na niego srogo, nie miałam zamiaru zgadzać się na jego gierki. Prychnęłam głośno wyrażając przy tym swoje zdanie.
-Skoro nie chcesz po dobroci – mruknął, a w tym momencie Rebekah wykonała mocny zamach, dopiero teraz zauważyłam, że ma łańcuch w dłoni. Już myślałam, że uderzy we mnie jednak tak się nie stało. Usłyszałam krzyk Cody’ego, mimo tego, że chłopak był silny z jego oczu popłynęły łzy.
-Dobra zgadzam się! – krzyknęłam szybko, by za wszelką cenę chronić chłopaka.
-Ale musicie go wypuścić – miałam nadzieję, że przystaną na moje warunki, jednak Rebekah tylko rozgryzła swój nadgarstek i podała mu krew, by się wyleczył. To oni byli górą, musiałam się zgodzić. Z drugiej strony, jak wyłączyć człowieczeństwo? Mówiłam do siebie w myślach, by pozbyć się uczuć. W końcu przełączył się pstryczek w mojej głowie, spojrzałam z obojętnością na Klausa, który miał bardzo szczęśliwą minę.
-No widzisz, można tak było od razu – zaśmiał się przygotowując fiolkę.
-Spadaj – mruknęłam beznamiętnie, już po chwili do moich ust dostała się oleista maź. Połknęłam ją od razu, bo Klaus przytrzymał mój podbródek do góry. Straciłam przytomność, zwisałam po prostu bezwładnie na łańcuchach. Gdy się obudziłam Cody’ego nie było, może go gdzieś zabrali? Do pomieszczenia wszedł ktoś.
-Kim jesteś?! Wypuść mnie! – krzyczałam próbując się wyrwać.
-Ah, więc zadziałało, to krok bliżej twojej śmierci kochana – jego słowa oblane były brytyjskim akcentem, skądś kojarzyłam ten głos, ale nie mogłam przypomnieć sobie skąd. Szarpnęłam jeszcze raz za łańcuchy mając cichą nadzieję, że się uda, niestety ból był za duży. Robiło mi się od niego słabo. Dziwny facet wyszedł, nie wiem gdzie, nie obchodziło mnie to. Straciłam nadzieję, że wydostanę się stąd. Zamknęłam oczy i cicho łkałam. Znów ktoś się zbliżał, jak już tu wiszę to mogliby mnie zostawić w spokoju. Wysoki, czarnowłosy mężczyzna wszedł do pomieszczenia.
-Zabiję go – warknął, gdy spojrzał na mnie. Położył dłonie na mojej talii. Zaczęłam się wyrywać i chciałam krzyknąć, ale mężczyzna zakrył mi dłonią usta.
-Próbuję ci pomóc – mruknął mi do ucha i zaczął rozrywać łańcuchy. Złapał mnie szybko w talii bym nie upadła. Kiedy próbował uwolnić moje stopy, ja starałam się opuścić ręce, jednak mimo tak długiego czasu trzymania ich w jednej pozycji było to okropnie bolesne. W końcu uciekliśmy stamtąd, a chłopak zabrał mnie do dużej rezydencji.
-Kim jesteś? – zapytałam, a on jedynie zmarszczył brwi przyglądając mi się. Usiedliśmy na kanapie, po schodach zbiegła Elena, pamiętałam ją, chodziłyśmy razem do szkoły, a później niedane było nam się spotkać. Przytuliła mnie.
-Elena, dawno cię nie widziałam – uśmiechnęłam się do niej.
-Co robiłaś prze z te lata? – zapytałam wywołując zdziwienie, podszedł do nas jeszcze jeden chłopak. Miał wyraźną szczękę, jasne włosy i widoczne przez koszulkę umięśnienie.

-Czy ty mnie pamiętasz? – Czarnowłosy dobrze wiedział, jaka będzie odpowiedź na jego pytanie, nie miałam zielonego pojęcia skąd oni się tu wzięli, dlaczego mnie uratował, ani tak właściwie co ja tu robię.

---------
przepraszam, że tak długo musieliście czekać, to ze względu na przeprowadzkę i naukę. Mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba i pamiętajcie czytam=komentuję.

poniedziałek, 16 września 2013

numer 13

-Ja… Nie wiem – mruknęłam zgodnie z prawdą, ale zaczęłam odchodzić od tematu.
-Nie będę miała możliwości jak zginie przez ten kołek – dopowiedziałam, a Cody jakby zerwał się i podszedł do regału za kanapą.
-Bardzo nie chcę go ratować, ale liczę, że ty będziesz przy nim uśmiechnięta. To jest odtrutka na to czym nasączyłem kołek. Robię to pierwszy i ostatni raz i nie myśl, że ze względu na ciebie będę go ratować. Wolałbym patrzeć jak umiera – podał mi buteleczkę z jasnoniebieskim płynem. Uśmiechnęłam się do niego.
-Bardzo ci dziękuję – chciałam już odejść , ale poczułam rękę Cody’ego i mocne szarpnięcie. Jego usta na moich, jego dłonie na talii. Trzymał mnie mocno, bym nie uciekła, a raczej bym wróciła. Jednak to dalej nie było to. Moje serce delikatnie się poruszyło, ale to nie było apogeum szczęścia. Odsunęłam się delikatnie od niego.
-Przepraszam, ale to naprawdę nie wyjdzie – szepnęłam, gdy odchodziłam widziałam jego zawiedzioną minę. Biegłam szybko do rezydencji, mimo tego, że było całkiem ciemno. Tak się bałam biec przez las, ale to był jedyny skrót. Zdyszana wbiegłam po schodach do góry i klękając przed Damonem wyjęłam buteleczkę. Nie zważałam kompletnie na to co się dzieje wokół, liczył się tylko on jeden. Szybkim ruchem otworzyłam coś co było w szklanym pojemniczku i wlałam czarnowłosemu prosto do gardła. Już po chwili jego oddech stał się głębszy, a ja odetchnęłam z ulgą.
-Dał ci to tak bez żadnego ale? – spytała Elena patrząc na mnie. Ja tylko kiwnęłam głową, byłam bardzo zmęczona.
-Jordan – usłyszałam cichy szept chłopaka, mocno go przytuliłam, ale musiałam spojrzeć na plecy, czy rana się goi. Byłam bardzo zdziwiona jak po całym zajściu nic nie zostało, najmniejszy ślad. To prawie jak jakiś cud. Już myślałam, że jest po wszystkim. Spojrzałam jeszcze raz na chłopaka z ulgą w oczach.
-Patrzysz na mnie jakbym miał wyprosić Elenę i Stefana, jak chcą mogą popatrzeć – zaśmiał się, no tak jest zdrowy. To jest lepsze niż diagnoza lekarza. Uśmiechnęłam się do niego i podniosłam z łóżka.
-Idę podziękować Cody’emu. Tylko się umyję i przebiorę – mina Damona mówiła, że nie jest zachwycony, ale musiałam to zrobić. Mógł przecież nie dawać mi tego lekarstwa. Po błyskawicznym prysznicu wyszłam z łazienki.
-Musisz iść do tego idioty? – wampir stanął przede mną ze złą miną.
-Dzięki niemu żyjesz.
-Ale to on mi wbił to gówno w plecy! – krzyknął, a jego oczy zrobiły się czerwone, był wściekły bardziej niż kiedykolwiek.
-To moja wina! Mogłam nie dawać mu nadziei, nawet nie powiedziałam mu o tobie, po prostu muszę mu podziękować, zrozum to – pocałowałam go i ruszyłam schodami w dół. Na moje szczęście Elena jechała załatwić parę spraw do miasta, więc podwiozła mnie pod sam dom wilkołaka. Było wcześnie rano, słońce zakryte było chmurami. Zapukałam w sosnowe drzwi mając nadzieję, że chłopak nie śpi. Otworzył drzwi, był pijany,  a w dłoni trzymał butelkę wódki. Wpuścił mnie nie mówiąc nic.
-Cody dziękuję – szepnęłam i przytuliłam go.
-Jordan – chłopak spojrzał głęboko w moje oczy. Nie, nie przestań w końcu, przecież coś wcześniej ustalaliśmy.
-Kocham cię – mruknął lekko pijacko i chciał mnie pocałować.
-Cody! – krzyknęłam i delikatnie odepchnęłam go od siebie.
-Nie odpuszczę sobie nigdy Jordan. Za dużo dla mnie znaczysz – pijacka gadka chłopaka doprowadzała mnie do szaleństwa. Bynajmniej nie tego pozytywnego. Rozmowa z nim nie miała najmniejszego sensu. Próbowałam go minąć, dobrze, ze akurat teraz odpuścił. Wzięłam szybko swoje rzeczy, wyszłam z jego domu i ruszyłam w stronę rezydencji. Zaczęło potwornie padać. Nie zamierzałam w taką pogodę iść na pieszo. Pobiegłam w stronę Grilla. Cała zmoknięta usiadłam przy jednym ze stolików, już po chwili podszedł do mnie Matt.
-Złapał cię? – zaśmiał się podając mi ciepłą herbatę.
-Matt czy ty dalej kochasz Elenę? – spytałam trochę bezczelnie, ale ja musiałam wiedzieć.
-Tak, ale jak siostrę – uśmiechnął się do mnie i usiadł na skraju kanapy.
-A kochałeś ją, gdy zaczęła być ze Stefanem? – spojrzałam na niego niepewnie. Nie wiedziałam, czy są to odpowiednie pytania. Matt zmieszał się trochę.
-Tak, byłem wściekły jak odeszła, ale to miało być jej szczęście. Nie przejmuj się Codym, przejdzie mu – poklepał mnie po ramieniu. Skąd on o nim wie? Skąd wie o naszej znajomości.
-Żalił mi się wczoraj, często tu przychodzi, nie martw się, on się po prostu zauroczył, ale powinno mu przejść – uśmiechnął się do mnie i podniósł się. Musiał wrócić do pracy, więc dopiłam ciepły napój, który podał mi Matt. Może ma rację i mu przejdzie, Cody mimo wszystko mi pomógł i nie chciałam kończyć znajomości z nim. Napisałam SMS do Damona z prośbą by po mnie przyjechał do Grilla. Cały czas lało, a w dodatku zbierało się na burzę. To nie byłby dobry plan, gdybym wracała na pieszo. Był po mnie już po piętnastu minutach. Usiadł naprzeciw mnie.
-Dziękuję, że przyjechałeś – uśmiechnęłam się szczerze i przesiadłam się obok niego. Zmókł mimo, że szedł tylko z samochodu do Grilla. Przeczesał ręką zmoczone włosy i spojrzał na mnie.
-I  co u zakochanego wilczka? – zapytał ironicznie.
-Pijany – mruknęłam w odpowiedzi, lepiej mu nie opowiadać wszystkiego, bo się na niego rzuci.
-Chodźmy do domu – poprosiłam łapiąc go za rękę. Wyszliśmy z lokalu, a tuż przed nim stał Klaus. Z deszczu pod rynnę.
-O witam. Mam nadzieję, że szykujesz się na twój bliski koniec – blondyn roześmiał mi się w twarz.
-Nawet jej nie dotkniesz – warknął Damon stając przede mną.
-O nie ja się nie zajmuję takimi, którzy są tak prości do zniszczenia. Żadne wyzwanie dla mnie – zaśmiał się i wszedł do Grilla, widziałam, że czarnowłosy chce ruszyć za nim, więc złapałam go za ręce.
-Damon nie, może taki jest już mój los – spojrzałam na niego z lekkim smutkiem w oczach. Wsiedliśmy do samochodu, widziałam, że on nie chce, by takie było moje przeznaczenie. Weszliśmy do pokoju chłopaka. Oboje cali przemoczeni przez deszcz. Czarna koszula Damona oblepiła cały jego tors uwidoczniając każdy mięsień. Wyglądał tak seksownie, że nie mogłam się opanować. Pochyliłam się w jego stronę i delikatnie pocałowałam.
-Chodźmy pod prysznic – mruknęłam do niego. Widziałam jego uśmiech, chętnie poszedł za mną do łazienki. Zaczęłam delikatnie rozpinać jego koszulę, gdy on całował moje usta. To mu się podobało, było czymś na co czekał. Chyba jeszcze nie był świadom, że nie mam zamiaru teraz się z nim kochać, chciałam się tylko umyć. Niedługo później oboje pozbyliśmy się ubrań, a Damon zaczął mnie dotykać w trochę inny sposób niż powinien.
-To tylko kąpiel – mruknęłam mimo przyjemności jaka mną targała. On nie miał zamiaru rezygnować, a ja miałam coraz mniej chęci, by go zastopować. Weszliśmy pod prysznic. Jego usta cały czas atakowały moje wargi, przez co serce waliło mi jak szalone. Kropelki wody delikatnie spływały po jego twarzy uwidaczniając jego mocne rysy, a włosy opadały mu na czoło. Był cudowny, nie za bardzo nachalny, a w dodatku delikatny. Dotknęłam jego silnych ramion, by znów posmakować tych miękkich ust.
- Hej kochanie! – usłyszeliśmy oboje, spojrzałam wrogo na wampira. I ja i on wiedzieliśmy, kto to był. Wyszedł spod prysznica i owinął się w pasie ręcznikiem.
-Co tu robisz? – spytał dość ostro. Chyba się zdenerwował, że ktoś mu przerywa. Ale dlaczego ona powiedziała do niego kochanie? Owinęłam się ręcznikiem i też wyszłam z łazienki.
-Przyszłam do… O no tego to się nie spodziewałam – w połowie zdania spojrzała na mnie. Nie była zadowolona, a wręcz przeciwnie. Myślałam, że zabije mnie wzrokiem. Podeszłam do Damona i pozwoliłam się objąć. W głowie cały czas chodziło mi pytanie, dlaczego tak do niego powiedziała?
-Myślałam, że skoro nie jesteś z Eleną, to wrócimy do siebie – patrzyła na niego i podeszła bliżej. Palce chłopaka delikatnie napięły się. Silvia była rozżalona, widać było, że brakuje jej miłości. Nie była taka zimna jaką próbowała udawać. Zrobiło mi się przykro, że nie potrafi sobie ułożyć swoich spraw.
-Więc lepiej tak nie myśl następnym razem – warknął odsuwając się od niej. Jednak jestem dla niego kimś ważnym, cieszyłam się z tego bardzo. Mimo wszystko byłam odrobinę zazdrosna o Silvię, w końcu potrafiła nieźle namieszać w życiu. Kompletnie nie wiedziałam co zrobić. Dziewczyna zabrała swoją walizkę i poszła do pokoju Eleny, za nią poczłapała się czarna kuleczka Midnight. Spojrzałam na Damona, który puścił uścisk na mojej talii i usiadł na łóżku.
-Chyba się nie denerwujesz teraz, prawda? – spytałam i usiadłam mu na kolanach. Zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął gdy uświadomił sobie, że jestem w samym ręczniku.
-Damon czy ty jej kiedykolwiek powiedziałeś, że ją kochasz? – spytałam poważnie patrząc w jego oczy.
-Oj… mogło mi się coś takiego wymsknąć – mruknął żartobliwie, jak to zwykle robił, gdy czuł się zakłopotany.
-Damon! Wymsknąć?! – byłam na niego zła, takie słowa nie powinny się od tak wymykać. Ona mogła pomyśleć, że naprawdę ją kocha, a to chyba, mam nadzieję, że nie była to prawda.
-Przestań, kiedyś myślałem, że jestem w niej zakochany, nie powiedziałem tego od tak sobie – oboje byliśmy coraz bardziej zdenerwowani. W takim razie ja też jestem, że od tak sobie myślał, że mu się podobam, czy co?
-Co do mnie czujesz? – zapytałam by rozwiać moje wątpliwości, przynajmniej wiedziałam kiedy wampir kłamie.
-Zaczynają się damskie pytania. Nie może być jak dziesięć minut temu? Wrócimy pod prysznic, zdejmiesz ten ręcznik, ja cię pocałuje – uniósł jedną brew do góry sprawiając, że wygląda jak mały nieogarnięty kociak.
-Nie Damon, nie może tak być – chciałam zaprotestować, ale wampir położył mnie na łóżko i zaczął całować. On jest niemożliwy, chyba nigdy sobie nie odpuści. Roześmiałam się z zaistniałej sytuacji.