czwartek, 24 kwietnia 2014

Numer 21

Stefan już nic nie powiedział, a ja nawet nie pożegnałam się z nimi, wrzuciłam torby do bagażnika i usiadłam na miejscu pasażera. Gdy ruszyliśmy Scott nie omieszkał zapytać się co się stało.
-Damon zostawił mi jedynie list, że odchodzi – prychnęłam i patrzyłam za okno jak wyjeżdżaliśmy z Mystic Falls. Było już całkiem ciemno. Więc nie do końca było na co patrzeć.
-Drań – warknął Scott, wszyscy chyba bardziej się przejmują niż ja.
-Zabiję go jak spotkam – uderzył w kierownice, a ja dotknęłam jego dłoni, by się uspokoił.
-Daj spokój Scott, on nie jest tego wart, nie jest wart niczego, nie jest wart mnie – mówiłam coraz ciszej. Chyba nie do końca miałam to wszystko gdzieś. Chciałabym go zobaczyć i po prostu dać mu w twarz. Droga mijała, a ja żegnałam się z życiem pełnym wampirów, generalnie żegnałam się z życiem. Nie miałam zamiaru mówić Scottowi ile czasu mi zostało, nie miałam zamiaru nikomu tego mówić. Gdy dojechaliśmy moja babcia była bardzo zdziwiona.
-Kochanie, co tu robisz?- zapytała Ana widząc jak Scott wyładowuje walizki z auta.
-Tamten goguś cię zranił? - ona wiedziała chyba wszystko, oprócz jednego i nie zamierzałam jej mówić. Powiedziałam jej w skrócie, że wyjechał, nie była zadowolona, ja też nie. Wracając marzyłam tylko o tym by wtulić się w niego. Wiele dni mijało zanim uporałam się z myślami o Damonie. Pewnego ranka wyszłam by zapolować, tu nie miałam innego pożywienia, tylko zwierzęcą krew. Gdy odeszłam daleko od domu poczułam wibracje telefonu. Nosiłam go ze sobą cały czas ze zwykłego przyzwyczajenia.
-Tak? - wiedziałam kto dzwoni, to była Elena.
-Cześć Jordan co u ciebie? - zapytała, jakby miało to ją teraz interesować.
-Nic szczególnego – odpowiedziałam jej zdawkowo. Pytała czy chcę wrócić, czy ich odwiedzę, na każde pytanie odpowiadałam, że nie. Nie chciałam patrzeć na miejsca gdzie chodziłam z tym gnojkiem. Radzili sobie beze mnie tyle czasu, to i teraz sobie poradzą. Po dość długiej ciszy Elena pożegnała się i zakończyłyśmy rozmowę. Po chwili poczułam lekkie zawroty głowy. Oparłam się o drzewo starając się ignorować złe samopoczucie, gdy przeszło zaczęłam się zastanawiać kiedy ostatnio czułam się źle jako wampir.
-Może to przez głód – pomyślałam i zaczęłam polowanie. Wracając do domu spotkałam Scotta, najwyraźniej przyjechał mnie odwiedzić.
-Jordan nie odzywasz się – mruknął wilkołak z wyrzutem.
-Wiesz jak to jest, jesteś bratem Cody'ego, a ja chcę mieć jak najmniejszy związek z osobami z Mystic Falls – wsunęłam rękę pod jego ramię. Tak było lepiej, cały czas w głowie mi wirowało.
-Co się dzieje Jordan? - zapytał brunet gdy oparłam głowę o jego ramię. Wzruszyłam jedynie ramionami ukrywając przed nim całą prawdę.
-Cody martwi się o ciebie, nie on jeden. Coś się z tobą dzieje, a ja podejrzewam, że nie chodzi tylko o tego dupka – stanął i spojrzał na mnie, na ułamek sekundy puścił mnie, szczęście, że moje złe samopoczucie minęło. Spojrzałam w jego oczy, wiedziałam, że muszę kryć tą tajemnice, lepiej będzie jak odejdę nagle, nie będą się martwić.
-Scott, jesteś moim przyjacielem, wiedz, że o nic nie chodzi, jestem po prostu zawiedziona postawą Damona, jeszcze nie do końca mogę uwierzyć w to co zrobił – skłamałam szybko, choć po chwili zastanawiałam się, czy to właściwie było kłamstwo? Nie wiedziałam dalej dlaczego wampir tak postąpił, ale starałam się o tym nie myśleć. Z dnia na dzień czułam się słabsza, coraz trudniej było mi to ukrywać. Czy to przez to, że za miesiąc umrę? Powoli starałam się polować, coraz gorzej mi to wychodziło, byłam wolniejsza i mniej uważna.
-Cholerny telefon – zaklęłam w myślach słysząc dźwięk urządzenia. Czemu zawsze jak poluję? Jest mi wystarczająco ciężko.
-Słucham? - powiedziałam słabym głosem do słuchawki.
-Jordan, czy ty komukolwiek powiedziałaś o tym co się dzieje? Czy ty coś z tym robisz? - Elena prawie krzyczała przez telefon. Oparłam się o pień drzewa.
-Przestań to moja decyzja – mruknęłam, nie miałam siły z nią rozmawiać, nie miałam siły z nikim rozmawiać.
-Trzeba coś z tym zrobić, nie możesz umrzeć! - ostatnie wykrzyczane słowa słyszałam bardzo słabo, gdyż telefon wysunął mi się z dłoni. Sama osunęłam się po pniu mrużąc oczy.
-Halo? Jordan! - słyszałam krzyki w moim aparacie. Nie miałam siły odpowiedzieć, nie chciałam. Teraz brakuje mi tu tylko Scotta, żeby zobaczył mnie w takim stanie. Po chwili już trochę otrząsnęłam się i powoli wracałam do domu, głodna i zmęczona. Na ganku zauważyłam Scotta lekko poruszającego się na huśtawce, był wściekły widziałam to.
-Nie powiedziałaś mi – mruknął smętny.
-O czym? - spytałam, miałam nadzieję, że nikt do niego nie zadzwonił.
-Ktoś do ciebie przyjechał – spojrzał w bok, a ja zauważyłam stojącego tam Damona. O nie, tak nie może być, uciekłam tu by nie myśleć o nim. To urojenia w mojej głowie. Do oczu napłynęły mi łzy, gdy przypominałam sobie treść listu. Kręciłam głową, gdy widziałam, że podchodzi do mnie.
-Odejdź – warknęłam cofając się, by utrzymać dystans.
-Jo... - chciał wypowiedzieć moje imię, ale nie dałam mu dokończyć.
-Nie! Chcę byś zniknął mi z oczu! - krzyknęłam i znów poczułam, że moje siły mnie opuszczają. Zamknęłam oczy, tylko na sekundę, na chwilę, a gdy obudziłam się zauważyłam, że jestem w swoim pokoju. Poczułam zapach krwi, moje oczy automatycznie zrobiły się czerwone, dorwałam się do worka łapczywie pijąc zawartość. Gdy skończyłam podniosłam wzrok, by zobaczyć od kogo otrzymałam woreczek skrzywiłam się.
-Natychmiast stąd wyjdź! - wrzasnęłam na niego, czując, że wściekłość we mnie narasta. Próbowałam się podnieść, ale byłam zbyt słaba.
-Jordan daj mi coś powiedzieć – trzymał mnie za ramię bym nie wstawała, ja tylko kiwałam głową na nie.
-Musisz żyć Jordan, nie możesz się tak zachowywać, wiem jak to zrobić – spojrzałam na niego wściekła.
-Problem jest jeden, ja nie chcę żyć, mam tego dosyć – warknęłam na niego on tylko świdrował mnie wzrokiem. Zacisnął zęby.
-Twój narzeczony będzie niepocieszony – warknął, czułam jak jest coraz bardziej wkurzony.
-Wyjdź stąd! Od kiedy interesuje cię moje życie? Jak dzwoniłam dwa miesiące temu to nie raczyłeś odebrać – wyrwałam ramię spod jego dłoni.
-Byłem więźniem Klausa. Byłem tam, żeby nic ci nie zrobił! Elena zadzwoniła, że umierasz! - teraz już krzyczał, łzy napłynęły mi do oczu.
-Nikt cię o to nie prosił – warknęłam i obróciłam się tyłem do niego.

-Kocham cię Jordan i nie pozwolę byś zginęła – słyszałam, ,że wstaje, myślałam , że chce wyjść, pomyliłam się. Poczułam gorzki smak w ustach i znów ciemność.

wtorek, 11 lutego 2014

Numer 20

-Pomóc ci go szukać? - zapytał gdy wysiadaliśmy z samochodu.
-Nie... Nie wiem czy tam pojadę – mruknęłam, kocham go, ale to był jego wybór, on mnie zostawił, on nie chciał bym go szukała. Weszliśmy do rezydencji, usiadłam zrezygnowana na kanapie.
-Jordan? - Elena usadowiła się obok i patrzyła zmartwiona. Nic nie odpowiedziałam, patrzyłam tępo na kominek przede mną. W głowie kłębiły mi się myśli, tak bardzo za nim tęskniłam, a on, on ani przez chwilę. Wzięłam do ręki szklankę. Wyjechał, gdy mnie nie było. Jest zwykłym tchórzem. Gdy zauważyłam, co trzymam w ręce cisnęłam szkłem w kominek, rozpadło się na miliony kawałeczków. Dopiero teraz dotarły do mnie słowa Eleny, odwróciłam się w jej stronę dając znak, że jej słucham.
-Jordan, ja go zabiję jak go znajdę – powiedziała i chciała mnie przytulić. Ja jednak wstałam i machnęłam ręką na to, nie obchodziło mnie co robił, a raczej nie chciałam by mnie obchodziło.
-Jordan nie możesz sobie tak po prostu odpuścić! - krzyknęła za mną, słyszałam to, ale nie zareagowałam. Westchnęłam głośno zatrzymując się przy drzwiach. Złapałam za klamkę, bałam się tam wejść, tak bardzo się bałam. W końcu się przełamałam, weszłam do pomieszczenia, czułam zapach Damona, tak wyraźny, mocny, wdzierał się do mojej głowy zalewając mnie falą wspomnień. Podeszłam do biurka i przejechałam po nim palcami, od czasu jego wyjazdu utworzyła się delikatna warstwa kurzu. Stałam tak i patrzyłam w ślady palców, aż w końcu ktoś zapukał do pokoju. Nie odpowiedziałam nic, nie wiem czy chciałam z kimś rozmawiać.
-Jordan – Stefan wszedł do pomieszczenia. Podszedł do mnie widząc, że się nie odwracam i wyciągnął dłoń z woreczkiem krwi.
-Powinnaś wypić – dodał po chwili, a gdy się nie ruszałam westchnął głośno. Dotknął mojego ramienia, przeszedł mnie dreszcz, automatycznie się wyprostowałam. Spojrzałam na niego, a z moich oczu popłynęły łzy. Przytulił mnie do siebie.
-Mój brat to idiota Jordan, straszny idiota – pocieszał mnie, a ja się rozkleiłam, jak małe dziecko, które straciło coś co tak bardzo kochało. Poczułam jak ramiona Stefana mocniej zacisnęły się na moim ciele, pozwalając mi poczuć się odrobinę bezpieczniej. Trwałam tak przez chwilę, czułam, że muszę być twarda.
-Na facecie świat się nie kończy, prawda? - spojrzałam na niego, gdy trochę się uspokoiłam, Stefan jednak chyba nie takiej reakcji oczekiwał.
-Jordan wiem, że mój brat to kompletny kretyn, ale chcesz go skreślić? - zapytał ze zmartwieniem w oczach.
-To on skreślił mnie – pokręciłam głową i odwróciłam się spoglądając na torebkę z krwią obok śladów startego kurzu. Wzięłam ją do ręki i powoli zaczęłam pić. Faktycznie potrzebowałam tego. Gdy już skończyłam postanowiłam się przejść. Szłam w bliżej nieokreślonym kierunku, ale gdzie moje nogi mogły mnie powieść w takiej sytuacji? Oczywiście, że na klif. Westchnęłam głośno.
-Mózgu nienawidzisz mnie – warknęłam sama na siebie, ale postanowiłam zostać. Usiadłam na wilgotnej trawie, był chłodny wieczór. Zamknęłam oczy, ale przed nimi pojawiły się wspomnienia. Dotknęłam trawy obok siebie, tu zawsze siedział. Piliśmy Burbona, tu rozkwitł nasz związek, czy to tu musiało mnie przywiać? Wyrwałam pęk trawy i cisnęłam nim w przestrzeń. Zielone, podłużne źdźbła opadały w dół, jak łzy, które popłynęły mi po policzkach.
-Boże, co za frajer! - krzyknęłam w eter, słowa odbijały się echem w mojej głowie. Podniosłam się i uderzyłam w drzewo. Ponacinane kostki szybko się zrosły, wróciłam do rezydencji. Spojrzałam na postać stojącą w salonie. To była Elena, znów pewnie będzie chciała mnie pocieszać.
-Jo... - nie zdążyła dokończyć.
-Nie Elena! Wystarczy! Tego właśnie chciał. Było fajnie, ale skończyło się, trudno. Przeżyję – krzyknęłam w jej stronę. Związek z Damonem był bezsensowny, wieczne problemy, czy to była moja wina? Czy nie zasługiwałam na odrobinę szczęścia?
-Opanuj się, przecież się kochacie! - brunetka złapała mnie za ramiona i potrząsnęła mną.
-Kochał! On mnie kochał, czas przeszły Elena! Od pięciu miesięcy ani przez chwilę nie myślał o tym co mogę poczuć jak przeczytam list. Pieprzony egoista! - wyrwałam się i weszłam z wściekłością na górę. Dobrze, że nie zdążyłam się rozpakować.
-Jutro wracam do babci, rozprawię się z hybrydami i więcej nie będziecie musieli mnie oglądać – warknęłam ze schodów. Weszłam do pokoju Damona, miałam tam jeszcze parę rzeczy, które chciałam zabrać, gdy to zrobiłam zeszłam na dół.
-Jordan zastanów się jeszcze chwilę, proszę – w oczach Eleny zauważyłam łzy, pogładziłam ją po ramieniu.
-Możesz pisać, tam nie mam zasięgu, ale postaram się czasem odpisać – starałam się do niej uśmiechnąć, ale wyszedł mi dziwny grymas na twarzy. Usłyszałyśmy pukanie do drzwi, nikt nie czekał na odpowiedź tylko z impetem wszedł do rezydencji.
-Bonnie? - Elena zdziwiła się widząc przyjaciółkę.
-Dobrze Jordan, że jesteś – mówiła zadyszana, zmarszczyłam brwi, skąd ona wiedziała, że tu jestem.
-Miałam wizję, miałam wizję jak umierasz, sprawdziłam to, Jordan... - mulatka zawahała się przez chwilę.
-No mów w końcu – pospieszyłam ją, świetnie tylko tego mi brakowało.
-Zostało ci jakieś trzy miesiące życia – uniosłam jedną brew w górę.
-Są dzisiejszego dnia jeszcze jakieś ciekawe wiadomości? - zapytałam jakbym nie przejęła się tym co przed chwilą powiedziała Bonnie, w sumie tak było. Wszystko miałam już w głębokim poważaniu, a moje problemy miały się skończyć za jakieś trzy miesiące. Dziewczyny popatrzyły na siebie z lekkim przerażeniem, a ja tylko wzruszyłam nieznacznie ramionami. Wyciągnęłam telefon i wykręciłam numer do Scotta, chciałam, żeby mnie zabrał stąd.
-Cóż mam dziś szczęście za pół godziny przyjedzie Scott, zatrzymał się pod Mystic Falls, żeby się przespać i nie zdążył ruszyć – uśmiechnęłam się do dziewczyn, były zdziwione moim zachowaniem.
-Nie powinnaś szukać Damona? - zapytała mulatka, a ja tylko prychnęłam.
-Nie, zdecydowałam, że skoro nie chce bym go szukała, to uszanuję jego decyzję – Bonnie popatrzyła na mnie ze współczuciem.
-Jordan, dlaczego wyjeżdżasz? - zauważyłam Stefana, musiałam być zbyt zajęta słuchaniem dziewczyn by zauważyć jak schodzi po schodach.
-A co mam tu robić? Czekać jak wierny piesek aż mój pan wróci? Jego strata, że mnie nie chce, Nie mam zamiaru użalać się, chcę spędzić ten czas, który mi został spokojnie – zaczęłam wystawiać walizki za rezydencję. Poczułam jak męska dłoń zabiera mi walizkę z dłoni.
-Jordan proszę cię – Stefan spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
-O co mnie prosisz co?! Żebym była tu cały czas snując wspomnienia o nieudanym związku? Wypełniając sobie bólem ostatnie dni mojego życia?! Czy może bym zapomniała o sprawie i zaczęła walczyć z hybrydami? Ah i jeszcze jedna opcja, wyjść za Cody'ego, Tray'a albo Scotta jak sobie życzy moja matka i stworzyć w trzy miesiące rodzinę, jak to nakazuje tradycja?! - krzyczałam mu prosto w twarz.

-Więc o co prosisz?! - krzyknęłam po raz ostatni po czym zauważyłam samochód Scotta.

***
Ludzie, cieszę się, że jeszcze to czytacie, staram się dodawać rozdziały tak często jak studia mi na to pozwalają.

Liczę na wasze komentarze ; )

niedziela, 26 stycznia 2014

Numer 19

-Jutro muszę być w LA, mama zawiezie mnie do babci, bo nikt inny nie wie gdzie mieszka – mruknęłam patrząc ze smutkiem na Damona.
-Nie będzie mnie co najmniej trzy miesiące – usiadłam obok niego. Już tak mało brakowało do naszego rozstania. Nie był zadowolony z mojego wyjazdu, ale bardzo dobrze to ukrywał. Musnęłam jego policzek i wstałam z sofy. Postanowiliśmy do mojego wyjazdu zostać w domku letniskowym, chcieliśmy się nacieszyć sobą. Chłopak patrzył na mnie smętnym wzrokiem gdy pakowałam ostatnie rzeczy. Tego dnia nie okazywał mi żadnej czułości, nie rozumiałam tego do końca, miałam nadzieję, że pożegnamy się normalnie. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do LA. Wampir nic do mnie nie mówi, dotknęłam jego dłoni na skrzyni biegów, ale nie zareagował.
-Damon kocham cię – próbowałam każdego sposobu by się choćby odezwał, nic nie pomagało. Na moje słowa nawet się nie uśmiechnął, nic! Prowadził dalej jakby tylko to potrafił robić. Dotarliśmy do LA, a Damon parkował przy krawężniku mojego domu. Wyciągnął moje torby i chciał mi je wnieść do domu, ale przecież nie mógł do niego wejść. Postawił je więc przy drzwiach. Moja mama stanęła przy drzwiach i spojrzała na wampira ostro.
-Nawet nie myśl, że wejdziesz do tego domu – warknęła.
-Mamo! Daj mi się z nim tylko pożegnać! - zeszliśmy z ganku i stanęliśmy przy samochodzie.
-Przecież nie wyjeżdżam na zawsze – mruknęłam i chciałam go pogłaskać po policzku. Damon stał z miną niczym zbity pies. Uniosłam się na palcach i złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach.
-Do zobaczenia – ostatni raz musnęłam jego dłoń.
-Pa – odpowiedział patrząc jak odchodzę. Ruszyłam w stronę domu, z którego i tak zaraz miałam wychodzić. Dopiero po pięciu minutach usłyszałam odpalanie silnika Damona. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. Parę godzin później byłam już u babci. Weszłam do drewnianego domku w środku lasu.
-Babciu Ano! - zawołałam zamykając drzwi.
-Oh, moja wnusia – ucałowała moje policzki, ja jednak całą podróż płakałam, więc miałam bardzo opuchnięte oczy.
-Oj moja kochana, pewnie myślisz o tym wampirze, nie przejmuj się twoja mama przedstawiła mi braci Ashe, Scott to bardzo przystojny chłopak, ładnie byście razem wyglądali – nie mogłam tego słuchać, ale po paru dniach babcia zaczęła przekonywać się do mojej miłości. Czas mijał bardzo powoli, pewnego dnia babcia przyszła do mnie.
-Ashe'yowie wydają dziś przyjęcie, powinnaś pójść – powiedziała siadając na łóżku. Westchnęłam cicho i zgodziłam się z nią, powinnam to zrobić, choć nie chciałam. Późnym popołudniem zaczęłam się szykować, sukienkę dostałam od babci, była przepiękna. Nie szła ze mną. Gdy weszłam do środka czułam się niepewnie, byłam tam sama. Ludzie w grupkach rozmawiali, śmiali się i pili.
-Jordan z dnia na dzień piękniejsza – Scott stanął przede mną. Uśmiechnęłam się do niego i podziękowałam za komplement. Poczęstował mnie lampką wina, miało przyjemny słodki smak i zapach.
-Jak ci się teraz żyje u swojej babci? - zapytał cały czas patrząc mi w oczy, trochę mnie to onieśmielało.
-Eh... Nawet nie mam jak skontaktować się z Damonem – mruknęłam, dlaczego po prostu nie odpowiedziałam „dobrze” i nie byłoby problemu.
-Jesteś pewna, że to z nim chcesz spędzić resztę życia? - podszedł do mnie bliżej. Scott był tak wysoki, że musiałam patrzeć w górę na niego.
-Tak jestem – odpowiedziałam stanowczo, ale miło.
-Dobrze więc, zatańczymy? - zapytał podając mi dłoń. Uśmiechnęłam się, był naprawdę uroczy. Ruszyliśmy na środek sali. Jedną dłonią ujął moją dłoń, a drugą położył mi na talii. Delikatnie oparłam palce o jego ramię. Starałam się trzymać dystans, ale gdy prowadził sprawił, że wykonałam obrót, a gdy mieliśmy powrócić do poprzedniej pozycji przyciągnął mnie do siebie. Przylgnął do mnie całym ciałem i spojrzał w moje oczy.
-Scott proszę nie przesadzaj – szukałam wyjścia z tej sytuacji, liczył się tylko Damon i nie obchodziły mnie związki z innymi facetami. Odsunęłam się od niego.
-Przepraszam nie chcę się płoszyć – powiedział pochylając się do mojego ucha. Wyciągnął z kieszeni karteczkę i coś na niej nabazgrał.
-To mój numer telefonu i adres, więc jakbyś miała jakiś problem, albo po prostu chciała porozmawiać – podał mi karteczkę, uśmiechnęłam się i pogładziłam po ramieniu. Był naprawdę miły, ale mógł tylko liczyć na koleżeństwo. Czas w tym miejscu leciał mi bardzo powoli. Jednak wiele się od mojej babci nauczyłam. Była bardzo dobrą czarownicą, a ja od niej szybko się uczyłam. Pewnego wieczoru usiadłam na ganku. Było ciemno, więc jedyne co widziałam to pole rozświetlone od żarówki. Babcia Ana wyszła z domku.
-Przeziębisz się – okryła mnie kocem i usiadła na wiklinowym bujanym fotelu, nie miałam serca mówić jej, że wampiry nie chorują na takie choroby. Siedziałam tak patrząc się w przestrzeń.
-Tęsknisz za nim dziecinko? - zapytała babcia, była bardzo pomocną osobą, jej doświadczenie życiowe pomagało wielu osobom. Kiwnęłam tylko głową na tak.
-Kochasz go, tak? - znów w odpowiedzi otrzymała tylko moje kiwnięcie głową.
-Wiesz... Twoja matka się myli. Są pewne tradycje, ale nie można sztywno trzymać się czegoś, co wymyślono wiele lat temu. Najważniejsze jest to byś ty była szczęśliwa. Widzę, że mocno siedzi w twoim sercu, bo myślisz o nim nawet po pięciu miesiącach siedzenia tutaj. Wracaj do Mystic Falls, wystarczająco już umiesz. Nie będę fatygowała twojej matki, żeby cię odwoziła, poproś Scotta. - nie wierzyłam w jej słowa, od razu mocno ją przytuliłam, potrzebowałam takich słów. Faktycznie minęło już bardzo dużo czasu, tak wiele pozmieniało się w mojej osobowości. Czy on dalej mnie kocha?
Scott pomagał mi zmieścić walizki do samochodu.
-Dziękuję babciu – mocno uściskałam ją, byłam jej bardzo wdzięczna za całą pomoc i wiedzę, którą mi dała. Jechałam, tak już byłam coraz bliżej dotyku Damona.
-Odwiedzisz mnie kiedyś? - zapytał na krótką chwilę odrywając wzrok od jezdni.
-Oczywiście, że tak – uśmiechnęłam się po czym znów wróciłam do swoich przemyśleń, do wspomnień jego śmiechu, wzroku. Tak bardzo za nim tęskniłam. Zmrużyłam oczy, zasnęłam niedługo później usłyszałam wołanie i delikatne poszturchiwanie w ramię.
-Dojeżdżamy do Mystic Falls musisz mi powiedzieć jak dojechać do ich domu – uśmiechnęłam się, tak mógł budzić mnie zawsze. Prowadziłam go i jednocześnie poprawiałam fryzurę i makijaż. Chciałam wyglądać jak najlepiej. Dojechaliśmy pod rezydencję, pożegnałam się ze Scottem i obiecałam, że zadzwonię do niego. Uradowana weszłam do rezydencji, zapomniałam nawet zapukać. Zauważyłam Elenę siedzącą na sofie. Odwróciła się w moją stronę i od razu rzuciła się na mnie.
-Wróciłaś jak dobrze! - krzyknęła przytulając się do mnie. Za nią też bardzo tęskniłam. Ze schodów zszedł Stefan, z którym też serdecznie się przywitałam. Gdy usiedliśmy spojrzałam na nich.
-Gdzie jest Damon? - zapytałam, a oni nagle posmutnieli.
-Co się stało?! - zadałam kolejne pytanie, teraz byłam zdenerwowana.
-Chodź ze mną – Elena poprowadziła mnie do pokoju Damona. Podała mi kopertę i usiadła na łóżku każąc mi usiąść obok.
-Co to jest? - zapytałam i powoli otworzyłam kopertę.
-Jordan. Musisz mi wybaczyć, musiałem to zrobić. Nie jestem dobrym partnerem dla ciebie. Twoja matka miała rację, nie przynoszę szczęścia. Powinnaś jej posłuchać – czytałam w myślach, do moich oczu napłynęły mi łzy.
-Nawet Cody jest lepszy ode mnie. Będzie cię pilnował, tymczasem musimy się pożegnać. Kochałem cię, wiedz o tym, zawsze będziesz w głębi mojego serca. Nie zmienię jednak swojej natury. Wczoraj zabiłem dwójkę ludzi, nic nikomu nie zrobili, chciałem się po prostu pożywić. Nie szukaj mnie, to pożegnanie. Było nam dobrze, ale to już koniec. Żegnaj Jordan – przez ostatnie przeczytane zdanie całkiem się rozkleiłam. Łzy płynęły mi po policzkach kapiąc na list i rozmazując tusz. Elena jedynie przytuliła mnie i gładziła po głowie.
-Wyjechał dwa dni po twoim wyjeździe – mruknęła. Więc nawet na mnie nie czekał? Po prostu chciał to zrobić! Musiał wiedzieć o tym już wcześniej. Faktycznie jak się żegnaliśmy był jakiś dziwny, zamiast „do zobaczenia” powiedział „pa”. Bał się powiedzieć mi to w oczy. Nienawidzę tego, nie chcę by tak było. Bardzo długo zajęło mi ogarnięcie się. Poprosiłam Elenę by zostawiła mnie samą w pokoju Damona. Miałam nadzieję, że znajdę coś pomocnego. Musiałam go poszukać, usłyszeć to w twarz. Spojrzałam na biurko, było puste, nic, zero wiadomości gdzie mógłby teraz przebywać. Wyciągnęłam telefon, nie używałam go tyle czasu, nie mogłam. Włączyłam go licząc, że zostawił mi jakąś wiadomość. Nic, zero połączeń, czy głupiego SMS-a. Wykręciłam numer, ale po paru sygnałach rozłączył mnie, nawet nie chce ze mną porozmawiać. Zeszłam na dół i spojrzałam na Stefana siedzącego na kanapie. Jego wzrok pytał mnie czy coś znalazłam.

-Nic nie ma – mruknęłam niezadowolona siadając obok niego.


***
Ludzie jak czytacie, proszę komentujcie, to mi daje większe chęci do pisania i regularnego dodawania postów :)
Pozdrawiam wszystkich czytających!

niedziela, 12 stycznia 2014

numer 18

-Muszę cię gdzieś zabrać na dwa dni, nie mogę ci powiedzieć gdzie, ale musisz ze mną jechać, naprawdę musisz - mówił dość przekonująco, widać było, że już myśli nad tym co powiedzieć jak się nie zgodzę. Zmrużyłam oczy.
-Jak bardzo ważne to jest? - zapytałam, tylko to mogło mnie przekonać do wyjazdu. Na moje nieszczęście kiwnął głową na tak. Weszłam z chłopakiem do domku i wskazałam mu kuchnię by tam na mnie poczekał, ale gdy odwróciłam się chcąc iść w stronę pokoju drogę zastąpił mi Damon.
-Gdzie ją zabierasz? - był bardzo oschły, więc delikatnie pogładziłam go po ramieniu.
-Damon wrócę pojutrze spokojnie - chciałam sprawić by nie był zły, patrzył groźnie na wilkołaka.
-Damon - upomniałam go by zwrócił na mnie uwagę, gdy jego wzrok padł na mnie był zupełnie inny, ciepły i czuły. Delikatnie uśmiechnęłam się do niego i delikatnie pocałowałam.
-Nie zabijecie się jak będę się szykować? - zapytałam, ale to była tylko moja nadzieja, bo wiedziałam jacy są i najchętniej pozabijaliby się wzajemnie. Postarałam się wyrobić jak najszybciej i po krótkim pożegnaniu z Damonem byłam w samochodzie Cody'ego.
-Powiedz mi lepiej o co chodzi? - liczyłam, że powie mi cokolwiek, ale niestety nie było szans, nie mogłam od niego wyciągnąć nawet gdzie jedziemy, czy ile będziemy jechać, był wyraźnie zdenerwowany przez cały czas. Obserwowałam co się dzieje na zewnątrz, przez wydarzenia sprzed ostatnich miesięcy zaczęłam bardziej szanować przyrodę i to co mnie otacza. To był jesienny dzień, w oddali widziałam poszarzałe budynki, a wokół nas siąpił deszcz, dobrze, że nie jechaliśmy cabrio Damona. Po dłuższej chwili zatrzymaliśmy się na leśnej drodze, mokra ziemia zapadała się pod wpływem mojego ciężaru, po paru dobrych minutach marszu w milczeniu dotarliśmy na miejsce. Leśna polana z gromadą osób, wszyscy podzieleni w niewielkie grupki.
-Cody! - ktoś męskim głosem zawołał wilkołaka. Wtedy podeszliśmy do dwóch chłopaków. Obaj byli dość wysocy, jeden mniej więcej wzrostu Cody'ego, a drugi wyższy o 10 centymetrów. Obaj mieli tak samo zielone, kocie oczy jak wilkołak, który mnie przywiózł.
-No mówiłeś, że jest piękna, ale to już chyba lekka przesada – niższy uśmiechnął się do mnie i ucałował moją dłoń. Delikatnie się zarumieniłam. Okazało się, że byli to bracia Cody'ego. Niższy Tray i wyższy Scott, widać mieli bardzo przystojne geny, bo żaden z nich nie odstawał urodą. Po krótkiej rozmowie odeszliśmy od nich.
-Po co mnie tu zabrałeś? - zapytałam z lekką pretensją w głosie. Nic nie odpowiedział, pokazał tylko palcem na punkt gdzieś za mną.
-Mama?! - wykrzyczałam w myślach gdy się obróciłam. Moja matka stała i patrzyła na mnie. Podeszłam do niej szybkim tempem.
-Córeczko – zaczęła, ale nie dałam jej czasu na dłuższe czułości, od razu kazałam jej powiedzieć, o co tu chodzi.
-Widzisz... Pewnego razu wiedźma przepowiedziała nam twoje przybycie. Nie wiem czy, przyglądałaś się znamieniu tuż nad twoimi nerkami, jest w kształcie okręgu. Twoim przeznaczeniem jest uratowanie czystości rasy. Musisz uratować świat od mieszańców, a poza tym jako moja córka masz obowiązek wyjść za jednego z klanu Ashe'yów. - powiedziała spokojnym głosem.
-Ja już mam mężczyznę – byłam lekko zdenerwowana tą wiadomością, chłodny wiatr powiał w naszą stronę, co jeszcze bardziej podkreśliło dramaturgię sytuacji.
-Kochanie, wybacz, ale to twoje przeznaczenie, z nim nie można dyskutować. Poza tym dowiedziałam się, że zadajesz się z nieodpowiednim... ekhm facetem. Jest wampirem, prawda? - nawet od niej zaczęłam czuć nerwowość, a przecież moja matka była wyjątkowo spokojną osobą. Cody podszedł w naszą stronę, gdy wysłałam mu mordercze spojrzenie.
-Przecież znasz już Cody'ego, chłopcze może zaprosisz ją na wasz bal, jak się lepiej poznacie, to na pewno się pokochacie – uśmiechnęła się w jego stronę, nic nie powiedziałam, ruszyłam szybkim tempem w stronę zaparkowanego samochodu, chciało mi się płakać, dlaczego niby tak średniowieczne przesądy miały zepsuć mi życie. Dopiero co z Damonem zaczęliśmy być szczęśliwi, a już miało by się to skończyć?!
-Jordan! - usłyszałam za sobą wołanie Cody'ego, po chwili mnie dogonił.
-Poczekaj! - złapał mnie za ramię i obrócił w swoją stronę.
-Nie wiedziałem o tym! Przysięgam, pewnie, że chciałbym byś ze mną była, ale nie w taki sposób, przyjdź na bal, możesz przyjść z Damonem, nie pozwolę byś była nieszczęśliwa – powiedział szybko trochę zadyszanym tonem. Pokiwałam głową, musiałam się trochę oswoić z nową sytuacją. Zamknęłam oczy, by przestać o tym myśleć, niestety wiedziałam, że moja matka mówi poważnie. Była kobietą, która musi postawić na swoim, więc nie będzie to proste zadanie by przekonać ją do Damona.
-Jo, proszę nie smuć się. Nikt nie będzie zmuszał cię do małżeństwa – mruknął Cody, wiedziałam jednak, że chciałby tego. Nienawidził wampirów, a zwłaszcza Damona. Ich walka nigdy się nie zakończy, a ja chciałabym rozwiązać moje problemy. Nic nie odpowiedziałam, na co chłopak głośno westchnął.
-Mam nadzieję, że przyjdziesz z Damonem – prowadząc otworzył schowek tuż przede mną i wyciągnął kopertę.
-Już dawno chciałem ci to dać, ale... Wiesz jak było – westchnął gdy otwierałam kopertę, było w niej zaproszenie na bal, starałam się lekko uśmiechnąć, ale wyszedł mi dość dziwny grymas. Droga niemiłosiernie mi się dłużyła. Chciałam być już w ramionach Damona. W końcu udało się, na horyzoncie zobaczyłam jezioro, przy którym stał domek. Nie byłam w stanie miło pożegnać się z nim, nie po tym co słyszałam.
-Postaramy się przyjść – machnęłam zaproszenie i ruszyłam do domku. Panował w nim półmrok, zaczęłam szukać Damona. Znalazłam go w salonie, siedział w salonie z zeszytem na kolanach, coś robił, ale schował notatnik zanim zdążyłam podejść.
-Nie miałaś wrócić jutro? - zapytał uśmiechnięty, że mnie widzi. Usiadłam zrezygnowana obok niego. Widział, że nie jestem w humorze, więc wstał i poszedł po coś do kuchni, wrócił błyskawicznie, nalał mi wina do kieliszka i podał, po czym objął mnie w pasie.
-Powiedz co ci zrobił, chcę wiedzieć za co go zamorduję – warknął lekko. Upiłam łyk wina próbując się odprężyć.
-To nie jego wina... Moja mama przekazała mi, co powinnam zrobić... A raczej kazała mi wyjść za mąż za Cody'ego, albo któregoś z jego braci – mruknęłam, wampir był wyraźnie niezadowolony, co mu się dziwić. To wcale nie była dobra wiadomość. Wstał i podszedł do okna, patrzył się przed siebie, w ciemność.
-To którego wybierasz? - zapytał nie odwracając się w moją stronę.
-Nie mam zamiaru wybierać nikogo prócz ciebie – podeszłam do niego i dotknęłam delikatnie jego nagie ramie. Patrzyłam na jego twarz, ale bardzo szybko ją odwrócił.
-Dobrze wiesz, że to twoja matka. Nie chcesz chyba tracić rodziny? - gdy to powiedział opuściłam głowę, do oczu napłynęły mi łzy, dużo łez. Miałam ochotę po prostu rzucić się na łóżko i płakać jak dziecko.
-Musi zrozumieć, że cię kocham, Damonie – głos delikatnie mi się łamał, ale dalej trzymałam postawę twardziela.
-To tak samo jakby ona ci powiedziała, że musisz zrozumieć swoją tradycję – mruknął, a ja tylko podeszłam i pocałowałam go, przelałam całe uczucie w ten jeden mały gest. Łzy spływały mi po policzkach.
-Proszę pójdź ze mną na ten bal, przekonamy ją – wtuliłam się w jego ramiona.
-Jaki bal? - zapytał, no jasne, nic mu nie mówiłam, bo nie było kiedy.
-Jordan spóźnimy się! - Damon krzyknął przez drzwi hotelowej łazienki. Oboje byliśmy bardzo zestresowani dzisiejszym wieczorem. Gdy wyszłam z łazienki wampir spojrzał na mnie i natychmiast podszedł do mnie. Połączył nas namiętny pocałunek, oparł mnie o ścianę, a dłoń położył na mojej talii. Fakt, dziś się bardzo postarałam o swój wygląd. Błękitna sukienka miała górę bez ramiączek, dość obcisłą, co podkreślało moje kształty, dół był prosty lekki i zwiewny. Strój dopełniały szpilki koloru ciemnego beżu i makijaż. Damon całował mnie z coraz większym pożądaniem, odsunęłam się i spojrzałam na niego poważnie.
-Musimy już jechać – mruknęłam, nie chciałam tego kończyć, nie chciałam myśleć o tym co się może stać. Delikatnie kciukiem starłam szminkę z ust wampira, a sama poprawiłam szybko makijaż. Niedługo później byliśmy na miejscu. Gdy wchodziliśmy do wielkiej sali widziałam Cody'ego jak patrzy na mnie. Szłam pod rękę z Damonem, starając się wyglądać pewnie. Wilkołak podszedł do mnie by się przywitać.
-Pięknie wyglądasz Jordan, witaj Damon – Cody starał się być miły nawet dla wampira, a to nie było do niego podobne. Uśmiechnęłam się delikatnie dziękując za komplement. Po krótkiej rozmowie Damon poprosił mnie do tańca. Nasze ciała poruszały się subtelnie w rytm muzyki. Było cudownie, przez chwilę mogłam zapomnieć o wszystkich problemach. Niestety nie trwało to długo, zauważyłam jak moja matka patrzy się na mnie. Westchnęłam i złapałam wampira za rękę i ruszyłam w jej stronę.
-Cześć mamo. To jest Damon, mój mężczyzna – siliłam się na uśmiech, choć strasznie się bałam.
-Ten wampir? Witam – nie podała mu nawet ręki tylko spojrzała z pogardą. Mocniej zacisnęłam palce na dłoni chłopaka.
-Dobrze wiesz, że tego nie zmienisz, kocham go – chciałam ją przekonać, wiedziałam, że to będzie trudna bitwa.
-Przejdzie ci, jakoś wcześniej nie mogłaś wytrwać długo w związku, mam nadzieję, że będzie tak i tym razem. Może Cody cię zatrzyma przy sobie. To taki przystojny i mądry chłopak – nie wierzyłam, że tak mówiła przy nim. Chciałam coś już powiedzieć, ale Damon mnie uprzedził.
-Dlaczego nie chce pani pozwolić, by Jordan była szczęśliwa? - zapytał.
-Bo nie będzie z Tobą szczęśliwa – odpowiedziała oschle.
-Mamo! - krzyknęłam na nią jednak ta tylko pokiwała głową.
-Najlepiej dla ciebie będzie jak pojedziesz do babci swojej, powinnaś uczyć się od niej magii, by sobie poradzić z hybrydami – znów chciałam odpowiedzieć coś Audrey, ale wampir mnie wyprzedził.
-Pojedzie, dopilnuje tego. Też bym nie chciał by coś jej się stało – spojrzałam na niego zszokowana, myślałam, że chce bym była przy nim, widać myliłam się. Odwróciłam się i ruszyłam do wyjścia. Damon jednak zatrzymał mnie.

-Kocham cię, tak będzie najlepiej – gładził mnie po policzku, ja jednak nie mogłam tego słuchać. Byłam na niego zła jeszcze parę ładnych godzin, później jednak zastanawiałam się, co powinnam robić. Niestety, wszyscy chcieli bym jechała.

czwartek, 9 stycznia 2014

numer 17

-Jordan - Damon wybudził mnie z rozmyśleń, dopiero teraz uświadomiłam sobie, że tępo patrzę przez okno od jakiejś godziny. Westchnęłam głośno i odwróciłam się w jego stronę. Stefan i Elena pojechali do Caroline, pomóc jej w czymś, a Silvia do rodziny na dwa dni. Zostaliśmy więc sami w ogromnej rezydencji. Usiadłam na sofie i patrzyłam z delikatnym uśmiechem jak Damon nalewa sobie Burbonu do szklanki. Odwrócił się i spojrzał na mnie, gdy poklepałam miejsce obok siebie posłusznie usiadł. Delikatnie pogładziłam go po policzku, już nie czułam lęku przed dotykaniem go, zniknęła mi ta bariera, można powiedzieć, że teraz mi się bardzo podoba, o ile to jest dobre określenie dla kogoś, kogo kiedyś podobno kochałam. Damon patrzył uważnie na każdy mój ruch jakby napawał się nim.
-Co się dzieje? - zapytał w końcu ostrożnie, jakby bał się, że przestanę, nie miałam jednak takiego zamiaru. Przysunęłam się bliżej i delikatnie go pocałowałam, poczułam dłoń na swojej talii, niesamowite, że gdy byliśmy bardzo blisko siebie, czułam jakbym wariowała, wirowało mi w głowie, mimo to nie potrafiłam poczuć czegoś głębszego do niego. Damon pogłębił pocałunek dając mi zupełnie nowe doznania, cieszył się, czułam to, jednak w końcu ten sen musiał się skończyć. Gdy odsunęłam usta od niego okazało się, że siedzę na jego kolanach, trochę mnie to rozbawiło, bo musiałam tak bardzo przestać się przejmować tym co się dzieje wokół mnie, że nawet tego nie zauważyłam.
-Już dawno powinnam to zrobić - uśmiechnęłam się do niego. Jednak uśmiech z twarzy znikł mi, gdy przypomniałam sobie, że miałam mu powiedzieć coś bardzo ważnego.
-Damon, muszę zmienić się w wampira - powiedziałam z lekkim zawahaniem w głosie. Nie do końca chciałam to robić. Wolałabym wrócić do czasów bestroskiego dzieciństwa, moim jedynym zmartwieniem wtedy było, czy na gwiazdkę dostanę nową Barbie. Położył dłonie na mojej talii delikatnie ją gładząc, był taki czuły, wiedziałam, że nie pozwoli, żeby stała mi się krzywda.
-Będę mogła skorzystać z twojej krwi? - gdy zadałam pytanie ujrzałam zmieszanie wampira.
-Więc to ja będę musiał cię zabić? - Damon był bezwzględny, wiedziałam o tym, ale pierwszy raz widziałam, żeby zawahał się w takiej sprawie. Nie do końca chciał mi to robić, ale tylko tak mogłam zmienić się. Kiwnęłam głową odpowiadając mu na pytanie. Damon dotknął mojego policzka i pocałował mnie znów, wplotłam palce w jego kruczoczarne włosy oddając się całkowicie przyjemności, nie wierzyłam, że to robię, że tak łatwo mu się oddaję, przecież jeszcze parę tygodni temu z chęcią bym go zabiła za to co mówił. Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej tuż przy ramionach pogłębiając pocałunek. Przez dziesiątki lat jak żył musiał nieźle trenować, bo każda dziewczyna chciała by przeżyć choć przez chwilę takie coś.
-Jordan! - usłyszałam wołanie tuż po tym jak ktoś otworzył drzwi. Oderwałam się szybko od Damona i zeszłam z jego kolan. Cody, bo to on wszedł do rezydencji był wyraźnie wkurzony całą sytuacją. Zacisnął pięści i zmarszczył brwi na mój widok.
-No tak, zawsze tak będzie - warknął podchodząc do mnie.
-Cody przestań się denerwować, bo to nie ma sensu - położyłam mu rękę na ramieniu, a raczej chciałam, bo się ode mnie odsunął. Damon podszedł do mnie i bojowo spojrzał na wilkołaka.
-Chciałem ci tylko powiedzieć, że Kim ma już dla ciebie eliksir - mruknął po czym odpowiedział Damonowi na jego wrogi wzrok. Obrócił się i wyszedł, spojrzałam na wampira, a on jedynie objął mnie.
-Więc jutro będzie ten dzień - westchnęłam trochę zaniepokojona. Bałam się tego. Do końca dnia długo nad tym wszystkim myślałam. W nocy wszystko mnie przytłoczyło, nie wiedziałam, co zmieni się w moim życiu. Czy znów stracę pamięć? Co będę myślała, co czuła? Pamiętam, że Elena mówiła, że wampiry czują bardziej niż ludzie. Nie zorientowałam się nawet kiedy wstało słońce, podniosłam się z łóżka mimo, że nie przespałam ani sekundy. Zeszłam na dół kompletnie zmęczona, na sofie ujrzałam Damona.
-Nie śpisz? - zapytałam idąc w stronę kuchni, on podniósł się i podążył za mną. Spojrzałam do lodówki poszukując czegoś do jedzenia.
-Ehh... mój ostatni normalny posiłek - westchnęłam i poczułam, że wampir odciąga mnie od zimnego urządzenia. Posadził mnie na krześle.
-Więc ja ci coś zrobię - wyciągnął z lodówki parę rzeczy i zabrał się za gotowanie. Już po chwili przede mną stało pięknie pachnące i wyglądające śniadanie, a obok kawa. Uśmiechnęłam się do Damona szczerze i zaczęłam powoli jeść mój ostatni posiłek. Już za parę godzin spotkam się z Codym na klifie i pożegnam moje człowieczeństwo. Godziny dłużyły mi się niemiłosiernie. Nadszedł czas wyjścia, poprosiłam Elenę i Stefana by nie szli z nami, z każdym krokiem czułam się jakbym szła na szubienicę, myśli coraz bardziej kotłowały mi się w głowie. Wzrokiem dosięgałam już klif, widziałam Cody'ego, który czeka na mnie smętnym wzrokiem i kobietę, podejżewam, że była to Kim. Nieświadomie zwolniłam i wtedy poczułam dłoń Damona, która splata się z moją. Poczułam się odrobinę lepiej, ale dalej panicznie się bałam, z tego co wiem, to przynajmniej podczas wcześniejszej przemiany nie musiałam o tym myślec, po prostu stało się, a teraz robię to z pełną świadomością. Świadomością, że zginę już drugi raz w swoim życiu. Doszliśmy na miejsce spotkania, słowa, która wypowiadała wiedźma nie do końca dochodziły do mnie. Kim tłumaczyła co powinniśmy robić i w jakim momencie. Już po chwili czułam słodką krew Damona w ustach. Miała lekko metaliczny posmak, ale wiedziałam, że tylko to będzie mnie niedługo trzymać przy życiu. Łzy mimowolnie płynęły mi po policzkach gdy wampir podał mi eliksir i łapał za nóż. Zawahał się, wiedziałam to, widziałam to, Zadrżała mu ręka w tej najważniejszej chwili. Straciłam przytomność, miałam nadzieję, że zdążył, że nie było za późno, eliksir działał tylko przez krótki czas. Powoli otworzyłam oczy, było kompletnie ciemno, nie wiedziałam co dzieje się wokół mnie.
-Ocknęłaś się - usłyszałam Damona z wyraźną ulgą w głosie.
-Musisz teraz się pożywić, pamiętaj, że musi być to cała krew - pokazał mi człowieka przywiązanego do drzewa obok, był nieprzytomny. Znów strumieniem poleciały mi po policzkach łzy.
-Spokojnie, zabił swoje dzieci, należy mu się śmierć - uspokoił mnie, zatopiłam kły w jego tętnicy, krew była taka smaczna. Napawałam się jej smakiem przez dłuższy czas. Gdy w końcu oderwałam się od suchego już ciała odchyliłam głowę do tylu czując w niej straszne zawroty. Damon złapał mnie i wziął na ręce.
-Kim mówi, że teraz powinnaś się przespać - nie pamiętam drogi do łóżka, usnęłam w ramionach Damona. Rano obudziły mnie rażące promienie słońca, które świeciły wprost na moją twarz. Gdy się obróciłam ujrzałam Damona, bardzo się ucieszyłam na jego widok, delikatnie go pocałowałam. Teraz pamiętałam wszystko, to co się działo przed utratą pamięci i po. W moim sercu gdzieś na dnie schowane były uczucia do tego faceta, a teraz zostały uwolnione. Czułam w sobie tyle miłości i nie mogłam się od niej powstrzymać. Wampir otworzył oczy uśmiechając się do mnie, cieszyła go tak miła pobudka.
-Damon, kocham cię - wydobyło się z moich ust, to było coś co naprawdę czułam, moje serce to zawsze wiedziało, tylko umysł niekiedy nie nadążął za nim. Damon po chwili znalazł się nade mną opierając się dłońmi po prawej i lewej stronie mojej głowy. Patrzył jakby nie wierzył w to co mu przed chwilą powiedziała. Położyłam dłonie na jego szorstkich od zarostu policzkach i uśmiechnęłam delikatnie.
-Teraz pamiętam wszystko - pocałowałam go ponownie tym razem dużo namiętniej. Czułam jego dłoń na mojej talii, która muskała moją skórę przez kołdrę. Przewróciłam się z nim tak, że teraz ja siedziałam na nim. Miałam na tyle siły, że teraz i ja w tej kwestii miałam coś do powiedzenia. Pociągnął mnie za rękę bym pochyliła się nad nim. Znów zatraciliśmy się w pocałunku, a dłonie Damona powędrowały znów na talię, ale tym razem ominęły przeszkodę zwaną koszulką.
-Damon nie jesteśmy sami - mruknęłam, choć tym razem nie mialam chęci kończyć tego wszystkiego.
-Jesteś pewna? - zapytał z zadziornym uśmiechem, zawsze uwodził mnie tą miną. Zeszłam z niego i poczekałam aż wstanie. Dopiero teraz zorientowałam się, że to nie był żaden pokój z rezydencji.
-Gdzie jesteśmy? - spojrzałam przez okno, dobrze, że nie zdejmowałam pierścienia z lapis lazuli.
-To domek letni Eleny i Jeremy'ego - Damon wstał z łóżka uśmiechnęłam się widząc jego cialo. Położyłam dłonie na jego nagim torsie czując pod palcami jak jego mięśnie napinają się pod wpływem mojego dotyku. Uniosłam się na palcach by dosięgnąć jego ust. Wiedziałam, że to jest ten moment, idealny wręcz by zrobić to, na co wcześniej brakowało mi odwagi. Targały mną dziwne uczucia, jakby tylko Damon był tym, czego pragnęłam. Czułam jak jego palce wędrowały po moim ciele tuż po tym jak rzucił mnie na łóżko. Szumiało mi w głowie, cały czas chciałam tylko jeszcze i jeszcze. Próbowałam nadążyć za jego pocałunkami i dotykiem. Szybszy oddech coraz bardziej mi towarzyszył, a dreszcze przebiegały po moim ciele. Nie mogłam opanowac moich odruchów przy najmniejszej pieszczocie. Prawie straciłam świadomość, gdy w moich uszach rozbrzmiał krzyk rozkoszy. Opadłam na pościel opanowując swój oddech. Damon położył się obok mnie, widziałam, że jest szczęśliwy, uśmiechał się cały czas wodząc palcami po moim brzuchu. Wzięłam głęboki wdech mrużąc oczy, nie chciałam ani na minutę zapomnieć tego wydarzenia przed chwilą.
-Już wiem, dlaczego tak bardzo tego chciałeś - mruknęłam po chwili, a w odpowiedzi usłyszałam ciepły śmiech chłopaka. Czułam się w pełni spełniona i szczęśliwa. Nie chciałam więcej ruszać się z tego łóżka, wolałam trwać w tym idealnym momencie przez wieki. Dotknęłam jego klatki piersiowej i poczułam, że ja na niego działam tak samo jak on na mnie, a właśnie na to liczyłam, bo on mając takie doświadczenie wcale nie musiał być zadowolony. Chyba za dużo myślę na ten temat. Powinnam cieszyć się chwilą.
-Tak właściwie to dlaczego tu jesteśmy? - zapytałam przypominając sobie miejsce, w którym się znajduję.
-Tu jesteś bezpieczna, bo Klaus nie może tu wejść. Poza tym jesteśmy sami, a to jest duży plus tego miejsca - Damon uśmiechnął się do mnie, chciałam go pocałować, ale pokój wypełnił dźwięk telefonu.
-Nie odbieraj - chłopak namawiał mnie przez chwilę przytrzymując ręce i całując.
-To może być coś ważnego - nie dałam za wygraną i odebrałam telefon. Po krótkiej rozmowie odłożyłam urządzenie i podniosłam się z łóżka.
-Elena i Stefan będą za godzinę - odłożyłam urządzenie na półkę i znalazłam szybko coś do narzucenia na siebie. Nałożyłam bieliznę i koszulkę, która później okazała się być koszulką Damona.
-Musisz częściej je nosić - rozmarzył się wampir patrząc na mnie, pochyliłam się nad nim i pocałowałam. Te chwile były fantastyczne, jedne z najlepszych w moim życiu. Miałam kogoś, kogo kochałam i ta osoba kochała mnie. Damon opiekował się mną nawet jak straciłam pamięć i nie byłam dla niego do końca miła. Mimo, że zawsze miał na twarzy maskę twardziela, był delikatny i wrażliwy. Nasz przyjemny i leniwy poranek przerwało nam pukanie do drzwi.
-To nie Elena, mieli być za godzinę - wsunęłam na siebie spodnie i poszłam otworzyć.
-Cody co tu robisz? - lubiłam tego chłopaka, ale zdecydowanie wybierał sobie najgorsze momenty.
-Chciałem sprawdzić jak się czujesz - wyszłam z nim na taras i usiedliśmy na jednej z drewnianych ławeczek.
-Nie musiałeś jechać tak daleko, mogłeś zadzwonić - mruknęłam, tak na prawdę wcale nie chciałam, żeby tu był, wolałam wrócić do łóżka i po prostu trwać przy Damonie.
-Nie mogłem - odpowiedział szybko, był lekko zmieszany, coś chciał mi powiedzieć, ale nie mógł się na to zdobyć.

czwartek, 14 listopada 2013

numer 16

-Musisz stać się na nowo wampirem – te słowa ciężko przechodziły mu przez gardło. Spojrzałam pytająco dając mu do zrozumienia, że musi mi wyjaśnić całą sytuację. Ściągnęłam kurtkę z ramion i położyłam ją sobie na kolanach delikatnie ściskając na niej palce.
-Rozmawiałem z wiedźmą, która zna się na tym. To ona przygotowała Klausowi eliksir, który cię przemienił, ale jakaś nieudolna hybryda Klausa zabiła siostrę wiedźmy, więc chce się na nim zemścić. Pomoże nam, przygotuje eliksir, ale musisz go wziąć w dość określonych warunkach. Słońce musi być w pełni, a ty musisz… - zrobił krótką pauzę, bo widać było, że jest załamany.
-Musisz wypić krew wampira, później ten sam wampir tuż po wypiciu krwi powinien podać ci eliksir i podciąć ci gardło – mruknął i wziął głęboki wdech. Powoli wypuszczał powietrze kupując sobie tym czas na zastanowienie się.
-Następnie wypijesz krew człowieka… Do ostatniej kropli, aż zginie – ostatnie słowa wypowiedział niemal bezgłośnie. Znów być wampirem? Nie pamiętam tego czasu, nie chcę go.
-Mnie jest dobrze tak jak teraz – wzruszyłam ramionami. To żaden wybór dla mnie, poza tym za każdą pełnią zmieniałabym się w wilka.
-Ale będziesz śmiertelna, nie pokonasz Klausa – Damon musiał się wtrącić.
-Pozwolisz, że ja będę sterować swoim życiem?! Może nie chcę co miesiąc zmieniać się w wilka, który atakuje wszystko co się rusza?! Może nie chcę narażać siebie znów, tylko po to, żebyś ty był zadowolony! Nie wiesz jak to jest uczyć się magii mimo, że nic ci nie wychodzi, a musisz to zrobić! Nic nie rozumiesz, bo jesteś wampirem, który ma uczucia wszystkich gdzieś i liczysz się dla siebie tylko ty! – patrzyłam na niego z nienawiścią w oczach, mimo, że przed chwilą przecież go przytulałam. Podniosłam i mocno uderzyłam w niego kurtką oddając mu ją przy okazji.
-Wolisz zginąć bez walki?! Ty po prostu jesteś głupia!
-Głupia to byłam jeszcze niedawno jak cię całowałam – powiedziałam spokojnie, ale po chwili uświadomiłam sobie, że lekko przesadziłam. Postanowiłam się jednak nie przejmować. Po moich słowach Damon nic nie powiedział, był zraniony wiedziałam to, odwrócił się i wyszedł trzaskając drzwiami. Patrzyłam beznamiętnie jak wychodzi. Obróciłam się w stronę wszystkich, którzy siedzieli przy stole. Byli zdziwieni moją reakcją. W sumie Elena wiedziała, że kiedyś tak postępowałam, ale była przekonana, że nie postąpię tak w stosunku do Damona. Widać myliła się. Weszłam po schodach do góry słysząc jedynie jak Elena biegnie za czarnowłosym. Po chwili do pokoju wszedł Stefan, no tak teraz czas na mówienie mi jak źle postąpiłam.
-Może faktycznie lepiej wyjedź – mruknął jedynie, było to dla mnie ogromnym zdziwieniem.
-Ranisz mojego brata. Może nie jest idealny, ale jednak to mój brat. On cały czas chce ci pomóc. Nie możesz udawać,  że on nic do ciebie nie czuje, bo tak nie jest. Łączyło was coś zanim straciłaś pamięć, on dalej to czuje, a ty zapomniałaś – przez cały czas patrzył na mnie jakby karcił psa, bo zjadł pracę domową. Nie potrafiłam się wytłumaczyć, nawet nie chciałam tego.
-Daj mi tylko ostatni raz porozmawiać z Damonem – może miał racje, ja nie pamiętałam co nas kiedyś łączyło i czułam jakbym dopiero co go poznała, a on już wcześniej znał mnie. Zadzwoniłam do Eleny i dowiedziałam się, że są w Grillu. Gdy tylko tam dotarłam zobaczyłam Damona, siedział sam przy barze i najwyraźniej był już lekko pijany. Usiadłam obok i spojrzałam na niego ze zmartwieniem.
-Przepraszam, nie chciałam tego powiedzieć - mruknęłam niepewnie, a on podsunął mi szklankę z trunkiem.
-Chciałaś, oboje dobrze o tym wiemy - Damon nawet na mnie nie spojrzał, barman podał mu kolejną porcję Burbona, którą wypił od razu. Zrobiło mi się głupio, ja na prawdę go zraniłam.
-Damon... Ty nie rozumiesz jak to jest nie pamiętać. Jak to jest zaangażować się w sprawę, o której nie masz najmniejszego pojęcia. Jak jest poczuć coś, gdy nawet nie pamiętasz tej osoby. Wszyscy czegoś ode mnie wymagają, a ja nawet nie wiem jak to spełnić, nie potrafię sobie przypomnieć. Nie czuję się zagrożona, nie czuję sie jakbym była w niebezpieczeństwie - westchnęłam głośno mając wrażenie, że nikt i tak nie zrozumie tego co czuję. Z żalem wypiłam zawartość szklanki.
-Pojedźmy do domu, wystarczy ci wrażeń na dziś - podniósł się i zawiózł mnie do rezydencji. Przy wejściu przywitał mnie kociak. Mała, czarna kuleczka podbiegła do mnie i zaczeła się łasić. Wzięłam ją na ręce i delikatnie gładziłam miękkie futerko, po czym do pomieszczenia wbiegła kobieta.
-Midnight, tu jesteś - uśmiechnęła się wyciągając ręce po kociaka.
-Wiedziałem, że ten sierściuch jest tu zbędny - mruknął jedynie Damon na co skarciłam go wzrokiem. Podałam futrzaną kuleczkę dziewczynie, a gdy nasze dłonie się spotkały zobaczyłam obrazy przed sobą. Czułam ogromny ból, jakby rozrywało mi serce, a łzy same spływały mi po policzkach, gdy ujrzałam Damona namiętnie całującego właścicielkę kota. Wiedziałam, wiedziałam, to, że zrobił coś niewłaściwego. Po chwili obraz się rozmył, a ja ujrzałam kolejną scenkę, płakałam i wiedziałam, że jest to płacz przez Damona. Odzyskałam świadomość, mimo tego dalej czułam ból w sercu. Otarłam łzy, które stały się realne przez cierpienie, którego doświadczyłam. Spojrzałam na Damona, był wyraźnie skołowany całą sytuacją, nie za bardzo wiedział co się dzieje.
-Jesteś zwykłym dupkiem - powiedziałam przez łzy i wróciłam do pokoju. Zaczęłam pakować swoje rzeczy, po tym co zobaczyłam nikt nie miał prawa mnie tu zatrzymywać. Do pokoju przyszła Elena.
-Jutro jadę rano i proszę, niech nikt mnie nie zatrzymuje. Widziałam jego namiętne pocałunki z tą dziewczyną - mruknęłam sucho nawet nie patrząc się w jej stronę. Usiadła na łóżku nie wiedząc jak ma zacząć.
-Damon wtedy myślał, że całował ciebie - powiedziała niepewnie próbując zwrócić moją uwagę. Prychnęłam głośno.
-Nie Elena! Przestań go usprawiedliwiać! Ja teraz nic do niego nie czuję, nie znam go! Nie chcę angażować się w coś, co wpakuje mnie w bagno! Mam namyśli i Damona i ten cały świat wampirów! Nie chcę taka być, dajcie mi żyć normalnie i decydować za siebie - warknęłam zabierając swoje torby w ręce. Gdy tylko próbowałam wyjść drzwi się otworzyły. Czarnowłosy nic nie powiedział, tylko delikatnie objął moje policzki i pocałował. Był bardzo namiętny, a ja przeżyłam kolejną wizję. Przed moimi oczami ukazywały mi się serie uśmiechów i pocałunków, jak mnie chronił przed złem w każdym momencie, jak przy mnie był. Ukazało mi się też jak Silvia zmanipulowała go by myślał, że ona to ja. Poczułam radość w sercu i to uczucie gdy... Gdy jesteś w kimś zakochana. Damon odsunął się ode mnie, poczułam na sobie jego wzrok, gdy nie mogłam dojść do siebie po tym co zobaczyłam. Wpuściłam powietrze do płuc i dotknęłam jego ramienia.
-Ja naprawdę byłam w tobie zakochana - spojrzałam na niego, a w odpowiedzi ujrzałam tylko uśmiech. On się naprawdę cieszył, że coś sobie przypomniałam. Dopiero teraz zrozumiałam jakie to było dla niego ważne, bym poczuła to co on już czuł. Co prawda rozpoznałam tylko scenę, nie poczułam do niego od razu głębokiego uczucia, tylko swego rodzaju delikatne przywiązanie. Dlaczego dopiero dziś zaczęło mi się wszystko przypominać? Odsunęłam delikatnie Damona by usiąść na łóżku.
-Co sobie przypomniałaś? - spytała Elena siadając tuż przy mnie. Delikatnie gładziła moje ramię.
-To były tylko sceny, ale wiem, że byłeś dla mnie dobry Damon, to Silvia podstępnie chciała cię zdobyć. Ale to nic nie zmienia, to, że widziałam te sceny nie sprawiło, że żywię cię teraz jakimś uczuciem. Musisz to zrozumieć, że te uśmiechy i pocałunki nie zadziałały jak eliksir miłosny. Przepraszam, ja nie mogę na siłę się w tobie zakochiwać, to powinno samo przyjść - mruknęłam i spojrzałam na moje torby.
-Jutro wyjeżdżam - podsumowałam patrząc w podłogę.
-Zabiję go - warknął Damon i wyszedł z pokoju. Kogo zabije? No i dlaczego? Poszłam za nim i na podwórzu udało mi się złapać go za ramię.
-Damon daj temu spokój - mruknęłam cicho, a on spojrzał na mnie z miną zbitego psa.
-Nie, Jordan on ci wykasował pamięć, wszystko co czułaś przepadło! - krzyknął w moją stronę.
-Dlaczego tak cię to obchodzi?! Możesz mieć następną! - odpowiedziałam mu równie głośnym tonem. Po co robił z tego taką aferę? Mógł poczekać trochę i by mu przeszło. To nie może być nic poważnego.
-Bo cię kocham! - wykrzyczał mi prosto w twarz, byłam zdziwiona i on to chyba zauważył. Stałam bezruchu nie odzywając się słowem, ale wpatrywałam się na niego przez dłuższą chwilę. Kochać, to takie mocne słowo, mimo tego akurat Damon powinien sobie zdawać sprawę jak silne jest to uczucie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, przecież nie mogłam mu powiedzieć "ja ciebie też" po czym żylibyśmy sobie długo i szczęśliwie w pałacu jak z bajek Disneya, bo tak nie było. Wszystkie uczucia związane z nim były skasowane, jakby ich nigdy nie było. Damon nie czekał zbyt długo na moją odpowiedź, chciał wsiąść do auta i policzyć się z Klausem. Wiedziałam, że jest na przegranej pozycji, hybryda jest przecież nieśmiertelna, Damon nie zdoła go zabić.
-Dobrze, spróbuję jeszcze - westchnęłam głośno, nic innego nie mogłam mu zaproponować, a to wydawało mi się na ten moment odpowiednie. Spojrzał na mnie i wysiadł z samochodu.
-Czy ty napewno tego chcesz? - zapytał, a ja tylko skinęłam głową, tak mi się wydaje, że tego chcę. Powinnam dać mu szansę, szczególnie po tym co mi powiedział.
-Przejdźmy się - zaproponowałam, a Damon zgodził się na moją propozycję. Szliśmy wąską ścieżką w lesie w milczeniu. Postanowiłam to przerwać.
-Jak się poznaliśmy? - zapytałam, w sumie fajnie by było wiedzieć.
-Szukałaś u nas Eleny - powiedział tak jakby chciał coś jeszcze dodać, ale przemilczał wszystko. Mijały dni, ja od nowa poznawałam Stefana i Damona, Elenę jakby też, bo zmieniła się od czasu, kiedy ją pamiętałam. Zaczęłam czuć się przy nich swobodnie, a nawet bezpiecznie. Z Silvią uczyła mnie magii, a dzieki temu, że, jak powiedziała, nie mam już mętliku w głowie, nauka zaklęć przychodzi mi zdecydowanie szybciej. Damon cały czas starał się wywołać we mnie jakieś emocje związane z nim, może nawet trochę mu to wychodziło? Był uroczy, choć on sam twierdzi, że jest niebezpiecznym drapieżnikiem. Jeszcze nigdy nie zrobił mi krzywdy, za co bardzo go cenię. Wiele razy zastanawiałam się, czy chciałabym pamiętać, do teraz nie jestem pewna, ale wiem już, że muszę pomóc światu pozbyć się hybryd. Czuję jednak okropny wstręt do karmienia się krwią. Pamiętam, jak parę dni temu byłam na spacerze z Damonem, w pewnym momencie potknęłam się i upadłam tak niefortunnie, że zraniłam się w nogę. jego twarz była przerażająca, nigdy coś takiego nawet mi się nie śniło, wyrosły mu kły i widziałam, że ledwo się opanowuje, mimo to zaniósł mnie do domu, a tam opatrzył. Może jednak wampiry to nie tylko zło? Może jednak powinnam zamienić się? Ode mnie zależy życie wielu osób.

piątek, 11 października 2013

numer 15

-Byłam u Cody’ego, a reszty nie pamiętam – spojrzałam na nich, naprawdę nie pamiętałam gdzie byłam przez ten czas. Łzy znów napłynęły mi do oczu i spojrzałam na Elene, która mnie objęła. Jasnowłosy westchnął i powoli zaczął mi tłumaczyć, w jakiej sytuacji się znajduję. To był szok, jakie wampiry, o co chodzi z tym wszystkim? Nie wiedziałam jak się w tym wszystkim połapać, więc wyszłam na spacer. Tuż za mną wyszedł czarnowłosy, jak się okazało później miał na imię Damon.
-Jordan – chłopak mnie zatrzymał i spojrzał na mnie niepewnie.
-Jesteś jeszcze wampirem? – zapytał. Ja wampirem?! Niewykonalne, absurdalne.
-Oszalałeś, nigdy nie byłam wampirem, brzydzę się krwią – odwróciłam się i poszłam w stronę lasku. Co on sobie wyobraża, ten cały wampiryzm wypalił mu zwoje. Prychnęłam sama do siebie. Nagle stanął przede mną.
-Zostaw mnie, jesteś pomylony – warknęłam na niego, a ten złapał moje ramie dość mocno i spojrzał na mnie wrogo.
-Przestałaś być wampirem, czy przestałaś myśleć?! Dopiero z trudem udało mi się uratować cię z tamtej piwnicy, a teraz narażasz się jakbyś nie umiała użyć mózgu – krzyknął na mnie. Moja dłoń z dość dużą siłą uderzyła twarz chłopaka. Nie będę słuchać takich bzdur.
-Nikt ci nie kazał mnie ratować! – odwróciłam się na pięcie i szłam dalej. Co prawda Damon miał trochę racji, ale miałam go gdzieś.
-Co za frajer – mruknęłam do siebie i usiadłam pod drzewem. Musiałam sobie wszystko przemyśleć, czy ja tu powinnam być? W każdej mojej myśli pojawiało się zwątpienie i niepewność. Chciałam w jakiś sposób uciec od tego. W końcu mnie olśniło, musiałam spotkać się z Codym, ale nie wiem jak stąd dojść do miasteczka. Wróciłam do rezydencji by zapytać Eleny. Obiecała, że zawiezie mnie mimo wyraźnego protestu Damona. Co on ma do gadania, nie jestem jego własnością. W końcu dotarłam do mieszkania wilkołaka, ale nikt nie otwierał. Szarpałam za klamkę, ale to było na nic. Elena zaproponowała, żebyśmy sprawdzili tylne wejście, było otwarte, ale ona nie mogła bez zaproszenia wejść do środka. Postanowiłam więc sama poszukać Cody’ego. Ruszyłam do środka oglądając każdy pokój, wołałam, ale nie usłyszałam odpowiedzi, dopiero w sypialni zobaczyłam go w łóżku, całego zakrwawionego i nieprzytomnego.
-Cody! Cody! – zaczęłam nim potrząsać, ale to było na nic. Co ja mam teraz zrobić? Elena nie wejdzie do mieszkania, bo Cody nie jest w stanie jej zaprosić, a ja go tu nie uratuję. Uniosłam jego ramie i założyłam sobie przez kark, musiałam go znieść na dół, musiałam dać radę, tu chodziło o jego życie. Niestety już po paru krokach padłam na kolana. Podniosłam się, próbowałam, ale sama byłam wyczerpana, dopiero co wydostałam się z tej przeklętej piwnicy. Długo zastanawiałam się jak pokonać schody mimo to udało mi się to prawie bezboleśnie. W końcu po jeszcze dwóch upadkach wydostałam Cody’ego z domu, do samochodu zaniosła go już Elena, była wampirem, więc miała siłę. Oparłam się o maskę próbując złapać oddech. Byłam coraz bardziej zmęczona, wyczerpana. Wsiadłam do samochodu i zamknęłam oczy, otworzyłam je dopiero pod rezydencją. Gdy tylko przekroczyłam drzwi oparłam się o Stefana, który stał tuż przy nich, pomógł dojść mi do fotela, a Elena położyła Cody’ego na kanapie.
-Co ten Azor robi u mnie w domu? – warknął Damon, gdy zszedł na dół i zobaczył chłopaka.
-Zamknij się! Zamknij się w końcu! Jesteś nie do zniesienia! On umiera, a ty myślisz tylko o tym, że jest wilkołakiem! Dobrze, że jesteś wampirem, nie muszę się z tobą w żaden sposób utożsamiać – ze złości wstałam i wykrzyczałam mu wszystko w twarz. Damon niewiele myśląc rozgryzł nadgarstek i podał mu swoją krew.
-Proszę teraz nie umiera – powiedział z wyrzutem patrząc mi prosto w oczy.
-Zadowolona? – zapytał unosząc brwi, był bardzo blisko mnie, chyba za blisko. Uniosłam głowę do góry by spojrzeć na niego.
-Tak – ciężko było ominąć go z gracją, ale udało mi się to. Podeszłam do Cody’ego, który powoli się budził. Uśmiechnęłam się szeroko widząc jak otwierają się jego oczy. Pogładziłam delikatnie jego szorstki od zarostu policzek.
-Gdzie jestem? – spytał bardzo cicho, zaczęłam mu powoli tłumaczyć co on tu robi w połowie moich opowiadań usiadł na sofie, na której wcześniej leżał i pocałował mnie, delikatnie, nie namiętnie. Zwyczajny buziak. Odsunęłam się trochę zdziwiona, a za sobą usłyszałam jedynie prychnięcie. Któżby inny jak nie Damon.
-Znów coś ci się nie podoba? – warknęłam na niego i stanęłam tuż obok. Jak ten wampir mnie denerwował, dlaczego tak się zachowywał?
-Nawet nie pamiętasz kogo ostatnio tak całowałaś – uśmiechnął się ironicznie, cały przepełniony był sarkazmem. Zachowywał się jakby coś nas wcześniej łączyło, ale gdzie ja z takim człowiekiem, to śmieszne.
-Oświeć mnie – stanęłam pewnie przed nim, on tylko zmarszczył brwi i do dwóch szklanek nalał Burbona.
-Zdrowie – stuknął swoją szklankę o tę stojącą jeszcze na stoliku i puścił oczko odchodząc. Potrząsnęłam głową z niedowierzania i usiadłam z powrotem na sofę. Elena podeszła do mnie i poprosiła, abyśmy wyszły na zewnątrz. Usiadłyśmy na ławeczce za domem i spojrzałam na nią czekając aż zacznie.
-Nie wiesz jednej rzeczy. Zapomniałaś o czymś jeszcze – zaczęła i wzięła głęboki oddech po czym skierowała wzrok na mnie.
-Przed tym wszystkim byliście z Damonem bardzo związani. Zachowywaliście się jak zakochani – wyrzuciła z siebie, a ja wybuchłam śmiechem. To niemożliwe, ja z nim? Fakt przystojny był, ale chyba nie zakochałabym się w takim… Elena jednak patrzyła na mnie z pełną powagą, więc jednak to musiała być prawda. Podniosłam się i weszłam do rezydencji, powinnam porozmawiać o tym z wampirem, choć wcale nie miałam na to ochoty. Jednak gdy tylko weszłam na górę i otworzyłam drzwi od pokoju Damona zauważyłam, że nie jest sam.
-Brooke, co tu robisz? – zapytałam wchodząc do pokoju.
-Przyszłam do Damona – uśmiechnęła się szeroko i usiadła mu na kolanach, a wampir wyraźnie był z tego powodu zadowolony.
-Tak, czyli jednak to nie było możliwe, że byłam w tobie zadurzona, wiedziałam, że jednak czasem używam mózgu – mruknęłam i zamknęłam drzwi, zdążyłam jedynie ujrzeć przez moment wzrok zdziwionego wampira. Było mi w pewien sposób przykro, że Brooke była u niego, ale postanowiłam tego nie roztrząsać. Cody postanowił wrócić na noc do domu, tuż po tym jak obmył się trochę z krwi. Ja z kolei spałam w pokoju Eleny, nie wiedziałam, czy u nocowała u niego Brooke, ale dlaczego miałoby mnie to obchodzić? Rano obudziłam się cała obolała, poczułam, że to czas wrócić do LA. Stefan mówił, że moje walizki są w pokoju Damona, więc poprosiłam go by je stamtąd zabrał.
-Wyjeżdżasz? – czarnowłosy postawił przede mną walizkę i spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Spokojnie wyślę ci pocztówkę – mruknęłam, a on niespodziewanie mnie pocałował. Nie wiedziałam co zrobić, ale dziwnym trafem był to przyjemny pocałunek, na pewno przyjemniejszy od tego, którym zaskoczył mnie Cody. Odsunął się ode mnie, ale i tak był bardzo blisko, patrzyliśmy sobie przez jakiś czas w oczy, ale w końcu udało mi się otrząsnąć.
-Brooke ci nie wystarcza? – wypaliłam bez zastanowienia, a to wyraźnie wywołało w nim wściekłość.
-Nie będę się przed tobą tłumaczył, skoro i tak nic nie rozumiesz – widziałam jak zaciska pięści. Odwrócił się i wyszedł z domu. Postanowiłam się przejść, poukładać sobie wszystkie myśli. Było dość zimno, a ja wyszłam lekko ubrana. Zauważyłam kogoś siedzącego przy jakiś urwisku, rozpoznałam Damona. Postanowiłam nie zbliżać się, oparłam się o drzewo i patrzyłam co robi jednocześnie obejmując swoje ramiona, by odrobinę się ogrzać. Czy to możliwe, że z nim byłam? W jakimś stopniu był słodki. Po paru minutach stania stwierdziłam, że podejdę do niego. Usiadłam obok cały czas obejmując się ramionami. Damon podał mi butelkę Burbona, no cóż nigdy nie piłam z rana, ale w takich okolicznościach nie odmówię. Upiłam od razu dwa łyki, by choć trochę mnie rozgrzał. Patrzyłam w dal nic nie mówiąc.
-Masz zamiar umawiać się z Brooke? – zapytałam niepewnie, nie wiedziałam, czy powinnam, w końcu straciłam pamięć, a Elena mówiła, że byliśmy tak jakby parą.
-Brooke to fajna dziewczyna, ale za bardzo napalona. Może i bym sobie skorzystał, ale… - nie dokończył zdania, a wolałam nie dopytywać, bo wiedziałam, że i tak mi nie powie. Podałam mu butelkę wypełnioną trunkiem. Może powinnam obrazić go, że mówi tak o mojej przyjaciółce, ale wiedziałam, że ma racje. Usłyszałam dźwięk mojego telefonu.
-Hej Stefan, co się dzieje? – powiedziałam tuż po naciśnięciu zielonej słuchawki.
-Przyszedł Cody i mówi, że coś ważnego chce od ciebie – po tych słowach niechętnie podniosłam się opierając na ramieniu Damona.

-Dobrze przyjdę niedługo – rozłączyłam się i spojrzałam na czarnowłosego. Miałam nadzieję, że zrozumie aluzję, że wcale nie chcę iść sama przez las. Dalej unosiła się delikatna poranna mgła. Chłopak podniósł się i zarzucił na mnie swoją skórzaną kurtkę, teraz odkrywał mój charakter tak jakby na nowo. Spojrzałam na niego z uśmiechem, ale on nie wykazywał jakiś szczególnych uczuć, coś ukrywał w sobie, a może przed sobą? Złapałam go pod ramię, a właściwie przytuliłam się do jego ręki, z racji tego, że było mi dalej potwornie zimno. Po krótkim czasie dotarliśmy do rezydencji, gdzie czekał na mnie Cody. Usiedliśmy przy stole, chłopak długo milczał jakby próbował przemyśleć w jaki sposób przekazać mi informacje.
_____

Na specjalne życzenie Sylwi <3