sobota, 20 lipca 2013

numer 9

Razem z Cody’m wróciliśmy do domu. Zachowywaliśmy się jak normalni… ludzie? Wydawało mi się, że to było to czego potrzebuję. Już parę dni mieszkałam u niego, uczyłam się magii, a chłopak opowiadał mi o nadnaturalnych stworzeniach. Jak jakaś ułomna dalej nie byłam w stanie podnieść tego głupiego piórka. Mimo sielankowej atmosfery zauważyłam pewien problem. Kończyły mi się woreczki z krwią, więc albo zacznę polować, albo muszę pójść do rezydencji. Sięgnęłam po telefon, by zadzwonić do Eleny, która w efekcie pojawiła się na ekranie mojego telefonu. Cóż za zbieg okoliczności, że dzwoni właśnie teraz.
-Cześć Jo, dawno się nie widziałyśmy, co się z tobą dzieje? – usłyszałam zmartwiony głos w słuchawce. Wydawało mi się, że zdaje sobie sprawę dlaczego się wyprowadziłam.
-Jakbyś nie wiedziała. Spotkajmy się w Grillu dziś to pogadamy – Cody spojrzał na mnie, ale chyba domyślił się, że rozmawiam z Eleną.
-Właściwie, to chciałabym, żebyś przyszła do nas. Chyba już wiemy jak sprawić, byś przeżyła, a jednocześnie uwolniła świat od hybryd – przyjaciółka wprawiła mnie w osłupienie, jak miałabym to zrobić? Swoją drogą z chęcią pozbyłabym się tego całego Klausa. Cody postanowił, że pójdzie ze mną, ostatnie wizyty w rezydencji przecież nie były zbyt szczęśliwe. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy lasem na spotkanie. Nie pukałam, po prostu weszłam do środka. Na kanapie siedzieli wszyscy oprócz Damona. Dopiero później zauważyłam go wychodzącego z kuchni ze szklaną pełną czerwonej krwi. Nie przywitałam się z nim, tylko usiadłam na wolnej kanapie z Cody’m, który objął mnie przysuwając bliżej. Czarnowłosy spojrzał na niego pogardliwie, chyba to nie będzie miła wizyta. Atmosfery to już siekierą nie dało się pociąć.
-Jest zaklęcie, które pozwoli ci wybrać, którą rasą będziesz, dzięki czemu będziesz mogła spełnić swoje proroctwo, a jednocześnie nie zginąć, bo wtedy już nie będziesz hybrydą – Elena uśmiechnęła się do mnie i podała mi szklankę z Burbonem.
-Co musimy zrobić? – Cody dosłownie wyrwał mi te słowa z ust.
-Ty psinko najlepiej idź do domu – warknął Damon, mimo tego jego wyraz twarzy nie wyrażał żadnych uczuć. Wilkołak chciał już coś powiedzieć, ale powstrzymałam go.
-Razem z Eleną przeczytamy dokładniej księgi, a ty i Damon musicie jechać do Pennsville, w okolicznych lasach jest wiedźma, która będzie potrafiła wykonać to zaklęcie, podobno – ostatnie słowa Stefan wypowiadał dość niepewnie. Oczywiście Silvia prychnęła głośno dając do zrozumienia, ze ona też dałaby radę, prawda była jednak inna.
-Ja pojadę z Jordan do Pennsville – wtrącił Cody. Zaczynały mnie poważnie denerwować ich potyczki.
-Powiedziałem ci idź stąd i nie wtrącaj się w sprawy dorosłych – Damon podniósł się i odłożył pustą szklankę.
-Chyba dawno żaden wilkołak cię nie zaatakował – Cody również wstał i podszedł bliżej do wampira. Zaczynało się robić coraz gorzej.
-Nie zdążysz mrugnąć nim skręcę ci kark – Damon był już wściekły, trzeba to było zakończyć, bo się pozabijają.
-Dosyć – krzyknęłam, a obaj odwrócili się w moją stronę.
-Cody jedziemy do domu, ja się spakuję, a ty Damon bądź po mnie za godzinę – rozkazałam i ruszyłam w stronę drzwi.
-Dziękuję – rzuciłam z uśmiechem w stronę Eleny i Stefana. Już niedługo później byłam w domu wilkołaka.
-Jak możesz jechać z tym chamem – mruknął niezadowolony robiąc sobie kanapki.
-Ten cham może mi pomóc, Cody, nie rozumiem czym się martwisz – kończyłam pakować swoje rzeczy. Zarzuciłam małą podróżną torbę na ramię. Chciałam jeszcze wyjść przed dom, by zapalić. Usiadłam na torbie i odpaliłam papierosa, już nie smakował tak jak kiedyś, ale co ja na to poradzę. Już po chwili przede mną zatrzymał się granatowy kabriolet. Czarnowłosy z ciemnymi okularami na oczach odwrócił głowę w moją stronę z zadziornym uśmiechem.
-Seksownie wyglądasz z tym papierosem – wysiadł z samochodu.
-Do kogo innego kieruj takie słowa – warknęłam i podniosłam się z bagażu. Zgrabnie ominęłam Damona siadając na przednim siedzeniu pasażera. Ruszyliśmy do Pennsville. To będzie męczące, bardzo. Po godzinie całkowitej ciszy postanowiłam włączyć radio. Ustawiłam je dość głośno, akurat leciała piosenka, przy której tańczyłam z Codym. Lekko uśmiechnęłam się sama do siebie przypominając sobie ten moment. Jego oczy, jego uśmiech, było cudownie, ale nie dostawałam przy nim dreszczy jak przy Damonie. To jednak nic nie znaczyło, nie miałam zamiaru cierpieć przez faceta, nie było takiej opcji.
-Więc już do końca życia nie będziesz się do mnie odzywać? To dla wampira trochę długo – nie wiem czy Damon chciał mnie rozbawić czy po prostu zagadać. Spojrzałam na niego zabójczym wzrokiem. Bardzo ciężko mi było złościć się na niego, ale nie mogłam mu pobłażać. Po około godzinie jazdy zatrzymał się przy leśnej uliczce. Ściągnął ciemne okulary, a palcami przetarł powieki.
-Musimy iść w głąb do jednego domu – mruknął jakiś zrezygnowany. Wysiadłam z wozu i ruszyłam za czarnowłosym. Szliśmy niecałe 15 minut, przed naszymi oczami ukazała się leśna chatka, cała z drewna. Damon otworzył drzwi  bez pukania, a mnie kazał czekać. Oparłam się o jedno z drzew i chciałam spojrzeć w niebo, lecz gęsty dąb mi na to nie pozwalał. Patrzyłam więc na zniszczone drewniane drzwi, w które wszedł Damon, nie byłam jednak w stanie ani nic zobaczyć, ani podsłuchać. Westchnęłam głośno i czekałam. Minęło 20 minut, dopiero wtedy usłyszałam skrzypienie zawiasów. Szybko odwróciłam się w stronę czarnej postaci, która wychodziła.
-Dłużej już nie można było?! – warknęłam na Damona i ruszyliśmy w stronę samochodu. Nawet nie byliśmy blisko, a chłopak zatrzymał mnie ręką. Zachowywał się jakby coś usłyszał.  Później już wszystko działo się bardzo szybko. Nawet nie wiem kiedy Damon przytrzasnął mnie do drzewa przytulając mocno. Chciałam na niego krzyczeć, ale ujrzałam postać za nim, ta osoba trzymała w ręku pistolet. Spojrzałam na chłopaka, a w jego oczach widziałam cierpienie.
-O nie – mruknęłam, wiedząc już co jest na rzeczy. Ten ktoś, kto strzelał uciekł, a Damon powoli osuwał się na ziemię.
-Nie, nie! – krzyknęłam, byłam spanikowana. Chciałam go przytrzymać, więc położyłam dłoń na jego plecach, na co on odpowiedział krzykiem. Bolało go, cierpiał… A ja nie wiedziałam jak mu pomóc. Spojrzałam na dłoń, którą wcześniej sprawiłam chłopakowi tyle bólu, była cała zakrwawiona. Szybko ściągnęłam z niego koszulkę, dobrze, że nie miał swojego obcisłego T-shirtu, który zdarza mu się nosić, bo w życiu by mi się nie udało tego zdjąć. Na umięśnionych plecach czarnowłosego ujrzałam głębokie rany, a w nich tkwiło coś drewnianego.
-To pociski z drewna, wyjmij je błagam – wiedziałam, że gdyby miał siłę wykrzyczałby to zdanie. Pięć dziur w jego plecach, jak miałam wyciągnąć to coś?! Z lekkim obrzydzeniem i zamkniętymi oczami włożyłam palce w ranę próbując wyciągnąć kulę, nie wiem czemu, ale mnie parzyła. Syknęłam z bólu, wiedząc, że jest niczym w porównaniu z tym Damona. Przy trzecim pocisku zauważyłam, że robią mi się rany na opuszkach palców. Zignorowałam to, chciałam pomóc czarnowłosemu, jak najlepiej jak najszybciej. Gdy wyciągnęłam tą ostatnią usłyszałam ciężkie westchnienie chłopaka.
-Dziękuję – mruknął do mnie, był jeszcze bardzo słaby, stracił dużo krwi i ta werbena, którą nasączone były pociski.
-Napij się mojej krwi – Zabrałam włosy z szyi i odsłoniłam ją by chłopak mógł się spokojnie wgryźć w moją tętnicę. Widać było, że ma wątpliwości, jednak zdecydował rozsądnie, mieliśmy jeszcze wiele kilometrów przed sobą. Jego kły przebiły moją skórę, mój oddech przyspieszył czując ciepłe wargi Damona. Tak dawno nie czułam ich miękkości. Delikatny, dosłownie minimalny zarost chłopaka drażnił moją wrażliwą na niego szyję. Zmrużyłam oczy, czując ogromną przyjemność, dreszcze przechodziły po moim ciele, nie podejrzewałam, że jak ktoś będzie pił moją krew, to będzie takie przyjemne, ale to mogła być zasługa osoby. Chłopak po chwili odsunął się ode mnie, a ja próbowałam się opanować. Przecież on wyrządził mi tyle krzywdy, powinnam być na niego wściekła, a nie czuć dreszcze przy najmniejszym dotyku. Otworzyłam oczy powoli się uspokajając, ale natrafiłam na wzrok wampira, moje serce na nowo zaczęło szaleć, a ja w myślach klęłam na siebie. Chciał mnie pocałować, ale ja szybko wstałam. Nerwowo podniosłam jego koszulę i otrzepałam się z liści.
-Mamy jeszcze daleką drogę przed sobą – boże ja głupia. Zamknęłam oczy próbując wymazać sobie z pamięci to wszystko. Bolało mnie to wszystko jak on ze mną postępował, ale bardziej bolało to, że ja lgnęłam do niego tak bardzo. Ruszyliśmy w stronę Pennsville. Znów nie odzywaliśmy się do siebie słowem, musnęłam palcami miejsce, w które Damon mnie ugryzł. Nie było po tym ani śladu, ale dalej czułam jego usta, jego zarost, jego całego. Zaczynało się ściemniać, widziałam, że chłopak był już zmęczony.
-Zatrzymajmy się w jakimś motelu – stwierdziłam widząc nerwowo zaciśnięte palce na kierownicy.
-Prześpij się tu, im szybciej dojedziemy tym szybciej będziesz mogła pływać nago ze swoim wilczkiem – skąd on o tym wiedział do cholery?! Przecież nawet Elenie tego nie mówiłam.
-Co ty wygadujesz? – zmarszczyłam brwi szukając odpowiedzi w jego twarzy.
-Nie wiem czy wiesz, że jezioro jest w lesie, niedaleko klifu? – nagle poczułam mocne szarpnięcie. Damon skręcił w stronę jakiś świateł. Motel, jednak się zatrzymał.
-Damon… - nie wiedziałam co powiedzieć. Czułam wielkiego gula w gardle, przez którego nie wydostały by się żadne moje słowa. Czarnowłosy wysiadł z samochodu, szybko ruszyłam za nim w stronę recepcji.
-Dwie jedynki – powiedział stanowczo do szczupłej kobiety siedzącej w okienku. Więc nawet pokoju nie weźmie ze mną, a przecież jeszcze przed chwilą chciał mnie pocałować. Co tu się dzieje? On ma większe wahania nastroju niż ja… Chociaż? Wniosłam bagaże do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. On widział mnie wtedy z Codym. Jak mogłam nie pomyśleć, że ktoś może mnie widzieć? Musiałam się napić, koniecznie, wyszłam do recepcji, a raczej chciałam tam iść bo zauważyłam Damona niosącego dwie butelki Burbona.
-Napijemy się tak jak kiedyś? – spytałam zagradzając mu drogę.
-Już nie będzie tak jak kiedyś – mruknął, ale mimo to dał mi do ręki butelkę. Miałam cichą nadzieję, że to zaproszenie więc poszłam za nim. Otworzył swój pokój i zaprosił mnie ręką do środka.
-Damon ja… - chciałam się wytłumaczyć. Nie wiem po co i dlaczego, on mi się nie tłumaczył ze swoich wyskoków.
-Nic nie mów, ja chcę się po prostu napić – usiadł na łóżku, a naprzeciw niego na podłodze. Otworzyłam butelkę Burbona.
-Za te gorsze chwile w życiu – wzniosłam toast i stuknęłam o jego butelkę. Upiłam łyk, a nawet kilka, gdy oderwałam się od alkoholu rozłożyłam się wygodniej wspierając się na łokciach.
-Damon, czy ty wierzysz w miłość? – zapytałam po dobrych paru łykach Burbona.
-Miłość to dziwka – mruknął opierając przedramiona na kolanach. Nic nie odpowiedziałam, bo nie było na co. Wydawało mi się, że kocha Elenę, przecież się nie pomyliłam. Dopiłam alkohol prawie do końca.
-Idę spać do siebie – mruknęłam próbując się podnieść. Czułam, że trochę kręci mi się w głowie. Wyciągnęłam z kieszeni paczkę papierosów i wysunęłam jednego.
-Dobranoc – mruknęłam praktycznie do siebie i wyszłam z jego pokoju. Cóż mogłam się spodziewać, że nawet nie odpowie. Na zewnątrz odpaliłam papierosa. Wejście do pokoi było na świeżym powietrzu, więc mogłam sobie na to pozwolić. Oparłam się o lekko spróchniałą, drewnianą barierkę i patrzyłam w światła odjeżdżających samochodów. Spokojnie zaciągnęłam się trującym dymem. Nie wiem, czy była to wina alkoholu, czy naprawdę czułam coś do Damona, ale chciałam wrócić do niego i tam już zostać. Tymczasem od kiedy powiedział mi, że widział mnie i Cody’ego jest na mnie wściekły. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Odwróciłam się i zobaczyłam Damona, oparłam się plecami o barierkę. Na biodrach miał tylko przepasany ręcznik, a z włosów figlarnie kapała mu jeszcze woda na umięśnioną klatkę piersiową.
-Zostawiłaś telefon, dzwonił wilczek, to powiedziałem mu, że jesteś zajęta mną – próbował się uśmiechnąć, ale średnio mu wychodziło. Dziwnym trafem nawet się nie wkurzyłam. Podeszłam do niego nie mogąc nacieszyć się jego widokiem. Po drodze wyrzuciłam papierosa. Czułam zapach jego ciała, tak bardzo chciałam się do niego teraz przytulić. Wzięłam telefon w ręce i uśmiechnęłam się.
-Dziękuję – powiedziałam patrząc się na chłopaka.
-Idź się tłumaczyć teraz swojemu chłoptasiowi. Dobranoc – Damon tak po prostu odwrócił się i wszedł do pokoju zatrzaskując mi drzwi przed nosem. Prychnęłam głośno tak by usłyszał. Spojrzałam na telefon i odczytałam SMSy. „Baw się dobrze” przeczytałam tego od Cody’ego. No tak, jakbym coś takiego usłyszała jak on też bym tak ironicznie podchodziła. Natrafiłam na SMS od Eleny. Żaliła się w nim, że coś jest nie tak ze Stefanem i chyba już nie chce z nim być. Takie problemy nie były na moją głowę teraz. Zadzwoniłam natomiast do Cody’ego by wyjaśnić sytuację.

-Już nie jesteś zajęta Damonem? – usłyszałam wkurzony głos w słuchawce. Długo nie zajęło mi tłumaczenie się. Pod koniec rozmowy poprosiłam go, aby zajął się Eleną. Coś musiało być naprawdę nie tak.

niedziela, 30 czerwca 2013

numer 8

Sytuacja coraz bardziej mnie przytłaczała, a Stefan dalej nie rozumiał o co chodzi. Objął mnie ramieniem czekając aż zacznę coś mówić.
-To prawda. Nie uratuję świata tylko stworzę jedną wielką katastrofę, a Damon… Dla Damon’a i tak nic nie znaczę. Nic nie potrafię, nawet podnieść głupiego piórka – patrzyłam w ziemię czując moc słów, które wypowiedziałam. Ciążyły mi na sercu za mocno. Ściskały tak, że brakowało mi oddechu.
-Silvia? – spytał, a ja jedynie kiwnęłam głową. Po chwili oboje usłyszeliśmy otwierane drzwi, ale nie ruszyliśmy się z miejsca. Stefan przytulał mnie jak prawdziwy przyjaciel. Otworzyły się drzwi do pokoju chłopaka. Stanęła w nich Elena, a zaraz za nią Damon. Oboje byli zdziwieni, czy może zawiedzeni, ale gdy zobaczyli moją twarz szybko im przeszło. Elena podeszła do mnie i mnie przytuliła. Pytała co się stało, ale chciałam zostać sama. Poprosiłam, by mnie zostawili, a ja weszłam do pokoju. Moja prośba jednak nie była spełniona. Pięć minut później do pokoju wszedł Damon.
-Jo znaczysz coś dla mnie, nie mów, że nie – i tak nie chciałam go słuchać. Chciał mnie przytulić ale odepchnęłam go.
-Damon przyjaźń to wszystko co nas może łączyć – chłopak po moich słowach zesztywniał. Zauważyłam zalążki łez w jego oczach. Wyszedł trzaskając drzwiami, był wściekły i smutny, to wiedziałam. Postanowiłam, że się wyprowadzę. Na kilka dni, by poukładać sobie wszystko w głowie. Spakowałam walizkę, ale nawet nie widziałam gdzie pójdę. Po prostu wyszłam stamtąd. Nie chciałam oglądać Silvi, nie chciałam pamiętać jej słów. Chciałam po prostu odpocząć. Szłam piaskową drogą przez las, zapłakana, z walizką.
-Jordan! – usłyszałam krzyk za sobą, nie odwróciłam się, nie chciałam z nikim rozmawiać. Mimo to osoba, która mnie wołała podbiegła do mnie. To był Cody, no tak przecież zawsze tu biega, ale nie chciałam go teraz spotkać.
-Gdzie idziesz? Stało ci się coś? – spytał widząc moją twarz. Był zmartwiony, od razu zabrał ode mnie walizkę i objął mnie w talii.
-Muszę gdzieś się przenieść na parę dni – mruknęłam smętnie. Cody pogładził mnie dłonią. Zapewnił mnie, że mogę u niego nocować, zgodziłam się bo co miałam zrobić? Już chwilę później byłam w niewielkim beżowym domku i siadałam na brązowej sofie. Cody całą drogę próbował mnie rozśmieszyć i co z tego, skoro i tak byłam bliska płaczu? Mój telefon zabrzęczał, chyba pierwszy raz od mojego pierwszego przyjazdu tutaj. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Eleny. Długo zastanawiałam się czy odebrać, czy nie, jednak nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Jo gdzie jesteś? – spytała zmartwionym głosem.
-Ja muszę odpocząć, nie dzwońcie proszę – przełknęłam łzy i rozłączyłam się. Cody patrzył na mnie ze skupieniem, zastanawiał się pewnie jak do mnie dotrzeć i co mi się stało. Ruszył się z miejsca i przyniósł butelkę wina i dwa kieliszki.
-Może chociaż to ci pomoże – uśmiechnął się do mnie, próbowałam odwdzięczyć się tym samym, ale średnio mi wyszło. Jedna lampka, druga lampka… Za każdą kolejną Cody był coraz bardziej kochany. Podszedł do wieży i włączył muzykę. Chyba był to Justin Timberlake, na pewno był to Justin. Cody pociągnął mnie za rękę, chyba nie za bardzo chciało mi się tańczyć. Jednak jego porwał ten wyraźny beat i romantyczne słowa. Okręcił mną i to sprawiło, że ruszyłam się do tańca. W efekcie po ostatnim obrocie nasze twarze były oddalone od siebie o centymetr. Patrzyłam w jego kocie oczy, wiedziałam co chce zrobić. Chce mnie pocałować, a nie mogłam na to pozwolić. Sprytnie odsunęłam się trochę, a on wyglądał na zawiedzionego.
-Przepraszam – szepnęłam i przytuliłam go. Bardzo go lubiłam, naprawdę był przecudowny. Przystojny, miły, uczynny, chłopak ideał, ale nie dla mnie, ja już zauroczyłam się w kim innym. Pierwszy raz chyba się do tego przyznałam.
-Cody muszę ci coś powiedzieć – prawie szepnęłam, musiałam to w końcu z siebie wyrzucić, nie mogłam tego ukrywać. Chłopak spojrzał na mnie i przysunął krzesło naprzeciw mnie.
-Ja… Ja nie jestem tylko wilkołakiem – zaczęłam bojąc się jego reakcji.
-Jesteś też wampirem? – widziałam jego zdziwienie, spojrzałam na podłogę bojąc się mówić dalej.
-Też… Ale jestem jeszcze czarownicą i człowiekiem – w końcu mi się udało, po krótkiej chwili spojrzałam mu w oczy, nie był zawiedziony, tak mi się wydawało.
-Cieszę się , że jesteś ze mną szczera – o dziwo uśmiechnął się, nie wierzyłam, że tak lekko to przyjął. Pogładził mnie delikatnie po policzku.
-Nie przejmuj się tak – zaśmiał się cicho, a mnie  wyrwało się ziewnięcie. Cody złapał mnie za rękę i poprowadził do pokoju na górze. On spał w sypialni obok. Szybko umyłam się i przebrałam, chciałam zasnąć jak najszybciej, ale mój umysł średnio mi na to pozwalał. Gdy tylko zamykałam oczy widziałam Silvie wypowiadającą tamte słowa. W końcu oddałam się w objęcia Morfeusza. Długo spałam, tak mi się wydawało. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Na fotelu spał skulony Cody, podniosłam się i podeszłam do niego.
-Obudź się – pogładziłam go po policzku. Zmarszczył brwi i powoli otworzył oczy.
-Co tu robisz? – spytałam, przecież było mu niewygodnie.
-Krzyczałaś w nocy, coś ci się śniło, a nie chciałem cię przytulać, bo nie wiedziałem, czy sobie życzysz – wyprostował się nastawiając sobie wszystkie kości. Pewnie bolały go mięśnie po nocce w takim małym fotelu. Był tak kochany, prawdziwy gentelman. Ucałowałam jego policzek. Czułam głód, ale musiałam poczekać. Postanowiliśmy się przejść po lesie. Powoli szliśmy wąską piaszczystą ścieżką w milczeniu. Usłyszałam dźwięk łamanej gałązki, wiedziałam, że ten spacer nie będzie normalny, takie moje szczęście. Zauważyłam czarnowłosego poruszającego się gdzieś w oddali, schowałam się za chłopakiem, ale chyba i tak mnie zauważył.
-To on cię wczoraj zranił? – spytał Cody, nie chciałam odpowiadać, bo nie umiałam go okłamywać. W milczeniu dalej się ukrywałam, ale on już znał odpowiedź. Podbiegł do Damon’a i złapał go za koszulę.
-Cody daj spokój – złapałam go za ramię, ale on nie chciał odpuścić.
-Teraz zadajesz się z wilczkiem? Zostaw mnie, bo źle się to dla ciebie skończy – warknął, był zawiedziony, ale tak musiało być. Próbowałam ich obu uspokoić, ale to mi się nie udało. Damon uderzył Cody’m o drzewo, ten w odpowiedzi ugryzł go, cóż widziałam już lepsze zagrywki, ale skoro tak chciał się bronić. W końcu nie wytrzymałam. Wbiegłam między nich i spojrzałam Damon’owi w oczy. Był wściekły, nawet chyba na mnie. Odwrócił się i odszedł, a to do niego niepodobne. Wróciliśmy do domu i z przyzwyczajenia spojrzałam na telefon, który zostawiłam przed spacerem na stole. 5 połączeń nieodebranych i SMS-y. Wszystko od Eleny, prosiła bym odebrała i zarzekała się, że to bardzo ważne. Westchnęłam głośno, postanowiłam podejść do rezydencji, była tam potrzebna mi krew. Cody podwiózł mnie na swoim motorze. Od wejścia zaczepiła mnie Elena.
-Ten twój Cody ugryzł Damon’a – chyba nie na mnie była zła, miałam taką nadzieję.
-Wiesz co oznacza dla wampira ugryzienie wilkołaka? – spytała, a ja pokiwałam głową na nie. Gdy tłumaczyła mi, a ja zaczęłam otwierać usta ze zdziwienia.
-Jesteś hybrydą twoja krew powinna mu pomóc – zgodziłam się, weszłam na górę i bez pukania wkroczyłam do jego pokoju. Kompletnym zaskoczeniem było dla mnie to, że przerwałam mu pocałunek z Silvią. Ugryzłam swój nadgarstek by poleciała krew, a Damon’a odciągnęłam od wiedźmy i przyszpiliłam do ściany. Przytknęłam nadgarstek do jego ust. Byłam wściekła i smutna, Silvia w końcu dostała czego chciała. Gdy skończył pić uderzyłam go w twarz.
-Ciesz się, że mam miękkie serce nawet dla takich chamów jak ty – krzyknęłam i zbiegłam na dół. Podeszłam do lodówki i wzięłam parę woreczków krwi, wybiegłam z rezydencji. Damon znów mnie zranił, to było chyba najgorsze co mogłam zobaczyć. Cody zobaczył mój zły humor więc gdy tylko wróciliśmy do domu zaraz wyszliśmy pobiegać, rozładować złą energię. Dobrze, że biegłam za nim, nie widział moich łez. W końcu zatrzymaliśmy się przy jakimś jeziorze. Usiedliśmy na dzikiej plaży, słońce przyjemnie okalało moją twarz. Zdjęłam buty i weszłam do wody.
-Ciepła – uśmiechnęłam się do chłopaka.
-To się wykąpmy – Cody ściągnął koszulkę, dopiero wtedy zauważyłam nie za duże, ale za to ładnie wyrzeźbione mięśnie.
-Nie mam stroju – mruknęłam niezadowolona.
-To zdejmij koszulkę i spodenki – no tak łatwo mu było mówić, fakt, krótkie spodenki mogłabym ściągnąć, ale ta bluzka to stanik sportowy, który służył mi do biegania. A co mi tam.  Co on piersi nie widział? Rozebrałam się do samych majtek, ale stałam do niego tyłem, od razu wskoczyłam do wody, Cody ściągnął spodnie i ruszył za mną. Nagle poczułam jak coś łapie mnie za nogę i ściąga w dół. To był on, popchnęłam go w wodzie i wypłynęłam, by złapać oddech.
-Będziesz mi suszył włosy – zaśmiałam się, on podpłynął do mnie i przeczesał moje włosy palcami, zarumieniłam się i odwróciłam wzrok.
-W każdym wydaniu wyglądasz pięknie – ukazał rząd białych zębów, a ja wskoczyłam ponownie do wody.
-Ścigamy się do brzegu? – zaproponował.
-Dobra, ale jak wygram stawiasz dobrą whisky – podeszłam bliżej do niego.
-Jak ja wygram chcę ładnego buziaka – uśmiechnął się zadziornie, zgodziłam się, trudno najwyżej przegram. Ruszyliśmy, był troszkę szybszy ode mnie, ale ja byłam wampirem. Przypłynęłam do drugiego brzegu szybciej niż on. Widać było, że był smutny przez swoją przegraną.
-Gdybym nie była wampirem byś wygrał, więc… - pocałowałam go, tak po prostu. Chłopak nie do końca wiedział co ze sobą zrobić, aż słyszałam jego szybki puls, mocne bicie serca. Krew w jego żyłach wrzała. Objął moją talię przyciągając mnie bliżej. Pogłębił pocałunek, był tak delikatny i słodki, że nie byłam w stanie mu odmówić. Położyłam dłonie na jego ramionach, był silny, a chłopak jeszcze bardziej przyciągnął mnie do siebie. Nie były to takie fajerwerki jak z Damon’em, ale już pocałunki z czarnowłosym były dla mnie czymś czego nawet teraz nie chciałam. Po chwili odsunęliśmy się od siebie. Chłopak był wyraźnie zadowolony, dopiero teraz zauważyłam, że byliśmy złączeni każdym minimetrem naszego ciała. Zrobiłam krok w tył i spojrzałam mu w oczy.

-Wow – chłopak wydusił z siebie. Jeszcze ciężej oddychał. Podpłynęliśmy do brzegu. Na początku pomyślałam, żeby Cody się obrócił jak będę wychodziła, ale zrezygnowałam. Wypłynęłam normalnie, ale jak na prawdziwego gentelmana przystało, Cody obrócił się by na mnie nie patrzeć. Oboje ubraliśmy się, Wracaliśmy już spacerkiem trzymając się za ręce. Nie mogłam sobie tego odmówić. Cody był ułożony, spokojny, pokazywał uczucia we właściwy sposób, w dodatku był miły i mógł być odskocznią od złego zauroczenia. 

sobota, 22 czerwca 2013

numer 7

Położyłam się na łóżku z głośnym westchnięciem.
-Przecież nie mam o to do ciebie pretensji. Chciałam się upewnić – spojrzałam na sufit, ale po chwili zasłoniła mi go głowa Damon’a. Po prostu patrzył. Patrzył przeszywając mnie wzrokiem. Cała zesztywniałam. Te jego błękitne oczy, był taki przystojny i taki nieodpowiedni. Płomień, który chcesz dotknąć, ale parzy gdy to zrobisz. Musnęłam palcami jego policzek czując delikatną skórę. Czekałam aż znów będę na dole. Czy znajomość z Damon’em zawsze będzie pasmem strachu? Chciałam wiedzieć o czym teraz myśli, czego chce, o czym marzy? On po prostu mnie znów pocałował. Tak, tego pragnęłam, pocałunku od czarnowłosego. Zaczął muskać moją talię, a powietrze robiło się coraz gorętsze. Czas zastopować to wszystko. Delikatnie odsunęłam chłopaka od siebie.
-Przepraszam, ale to dla mnie coś za bardzo ważnego – było mi głupio. Przecież jeszcze przed chwilą myślał, że już to ze mną robił w nocy. Poza tym powiedział mi, że jest dalej zakochany w mojej przyjaciółce, ale to przecież wiedziałam. Damon za to nie wyglądał na zadziwionego, raczej ucieszył się. Położył się obok mnie i razem ze mną patrzył w sufit. Usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi.
-Dobra, koniec tej miłości. Do nauki – Silvia oznajmiła mi nawet nie wchodząc do pokoju. Na rękach miała coś kudłatego. Jejku jak ja jej nie lubię, ale cóż poradzić. Musi mnie nauczyć, do tego zostałam stworzona. Podniosłam się i spojrzałam w lustro. Trzeba się przebrać i zmyć makijaż.
-Idź już muszę się przebrać – uśmiechnęłam się do niego, ale on tylko oparł się na łokciach. Pokiwałam głową ze śmiechu i zabrałam rzeczy do łazienki.
-Ejj! – usłyszałam zamykając drzwi. Szybko się przebrałam i umyłam twarz. Związałam włosy w kitkę i zeszłam na dół razem z Damon’em.
-Co to za futro? – spytał niezadowolony widząc czekoladowego, bardzo puchatego kotka.
-To nie futro tylko Midnight – poprawiła go Silvia głaszcząc małą kuleczkę.
-Chyba nie będzie tu mieszkał.
-A dlaczego nie? – wtrąciłam się. Co jak co, ale w tej sprawie się z nią zgadzałam. Podeszłam do kota i zaczęłam drapać go za uszkiem. Był śliczny. Patrzył na mnie tymi swoimi brązowymi, ogromnymi oczami spod tej swojej czekoladowej sierści.
-Żeby ci Stefcio go nie zjadł – prychnął, a gdy obrócił się ujrzał swojego brata. Elena dalej patrzyła na Damon’a wzrokiem mordercy, to chyba bardzo go raniło, ale co ja na to mogłam. Stefan bardziej do niej pasował i była przy nim bezpieczna.
-Idziemy do piwnicy – oznajmiła mi ruszając w stronę schodów. Zeszłyśmy w dół. Tylko my nikt inny. Trochę się bałam. Usiadłyśmy na jakiś starych krzesłach przy starym stoliku, a na środku leżało piórko.
-Musisz je podnieść? – Silvia rozsiadła się wygodnie. Tylko tyle? Mam podnieść piórko? Chwila, ale mam to zrobić umysłem?! Przecież to niewykonalne. Próbowałam się skupić, ale nie mogłam. Miałam tyle myśli w głowie. Damon, Elena, Cody… Kotłowały się moje wspomnienia.
-Uspokój umysł. Skup się na czymś, co może dać ci siłę. Znajdź jedną rzecz, w której ulokujesz myśli – spojrzałam na nią. Pierwsze co mi przyszło na myśl to Demon. To takie trywialne i infantylne. Zachowuję się jak nastolatka. Westchnęłam, a piórko uniosło się przez powietrze wydobywające się z moich ust. Zawisło w powietrzu, na parę sekund, ale zawisło.
-Będzie ciężko skoro tylko tyle udało ci się zrobić – Silvia zaczęła masować swoje skronie. Długo ze mną ćwiczyła. Mijały sekundy, minuty, godziny, a mi nic do głowy nie wchodziło. Mój największy sukces to wtedy gdy praktycznie zdmuchnęłam piórko. Widziałam, że dziewczyna traci cierpliwość. W końcu przerwała, nie wytrzymała. Odłożyłyśmy naukę na następny dzień. Wychodząc widziałam pytający wzrok Eleny i Stefana. Nic nie powiedziałam, byłam na siebie wściekła. Chciałam wyjść i poćwiczyć i trochę pobiegać. Tylko tak mogłam rozładować nerwy. Zaczęłam biegać po lesie, na początku lekki trucht. Zagłębiając się coraz głębiej w las, poruszałam się coraz szybciej. Nagle zauważyłam, że ktoś biegnie za mną. Odwróciłam się i przystanęłam.
-Cody, hej – uśmiechnęłam się cała zasapana. Chyba nie taką mnie ostatnio widział.
-Widzę, że ty też biegasz po tych ścieżkach – on również odwzajemnił uśmiech i przystanął naprzeciw mnie.
-Musisz uważać tu jest bardzo niebezpiecznie – Cody zaczął spacerować razem ze mną. Spojrzałam na niego pytająco.
-Kręci się tu dużo dziwnych osób i zwierząt, ale ty chyba nie musisz się ich bać.
-Dlaczego niby?
-Jesteś taka jak ja. Jesteś wilkołakiem – stanęłam jak wryta nie mogąc uwierzyć w jego słowa.
-Słucham?! – byłam zupełnie zszokowana.
-Skąd takie informacje? – spytałam opierając się o drzewo.
-Ja to czuję. Też jestem wilkołakiem – Cody szokował mnie coraz bardziej. Dobrze, że mogłam się podtrzymać, bo inaczej bym upadła z wrażenia. Chłopak podszedł do mnie.
-Ty jeszcze się nie przemieniłaś – stwierdził patrząc mi w oczy. Zauważyłam teraz w nim lekką nutkę dziwactwa. Co znaczy, że się nie przemieniłam? Usiedliśmy na polanie nieopodal. Opowiadał, o tym co trzeba zrobić, żeby zamienić się w wilka i jak się przechodzi pełnie księżyca. To było przerażające, okropne. Jak myślałam, że to ze mną tak będzie w przyszłości przechodziły mnie ciarki. Spojrzałam w górę, robiło się ciemno. Podniosłam się, by ruszyć do domu. Cody zaproponował, że mnie odprowadzi.
-Mieszkasz u tych wampirów? Nie przeszkadzają ci? – spytał, gdy na horyzoncie ukazała się posiadłość. Zaśmiałam się jedynie. Ja miałabym się bać Stefana i Eleny?
-Musisz uważać na siebie – ostrzegł mnie łapiąc moją dłoń. Trochę znieruchomiałam, ale szybko się otrząsnęłam. Pożegnałam go buziakiem w policzek i weszłam do rezydencji.
-Widać spodobał ci się ten chłoptaś – Damon prychnął pogardliwie. Na co ja pokręciłam głową. Usiadłam na oparciu krzesła, na którym siedział.
-Daj jej spokój, chce to niech sobie z wilczkiem biega, lepiej dla mnie – Silvia dalej głaskała czekoladową kuleczkę. Nagle Midnight wyrwała się i przybiegła do mnie. Na początku przymilała się, ale gdy wyciągnęłam do niej rękę zaczęła prychać. Wiedźma oczywiście nie mogła skończyć bez komentarza, że nawet on mnie nie lubi, ale puściłam to sobie mimo uszu. Musiałam wziąć prysznic, teraz, koniecznie, natychmiast. Po długim i relaksującym pobycie w łazience przebrałam się w piżamę i chciałam już wskoczyć do łóżka, ale do pokoju wszedł Damon. Złapał mnie w talii i zmarszczył brwi patrząc w moje oczy.
-No dobra, to ty – zaśmiał się i pocałował dość krótko. Ja również nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Przynajmniej teraz zaczął sprawdzać.
-Uważaj na wilczka. Ty też jesteś wampirem, nie wiadomo jak na niego zareaguje twoje ciało, gdy cię ugryzie – głaskał moje ramię.
-I nie chodzi o to, że jesteś zazdrosny? – spytałam śmiejąc się, on sprzedał mi tylko swój zabójczy uśmiech. Coraz bardziej Damon wirował w mojej głowie. Czułam się przy nim coraz bezpieczniej i nie wiem czy to mogło mi wyjść na dobre. Ciekawa jestem czy wie o moim przeznaczeniu.
-Damon czytałeś księgę od Bonnie? – zapytałam mając nadzieję, że nie będę musiała mu jej opowiadać. Mimo wszystko kiwnął głową na nie.
-Moim przeznaczeniem jest uratowanie wszystkich ras… Ale żeby to zrobić muszę zginąć – ostatnie zdanie prawie wyszeptałam. Ominęłam Damon’a, by nie patrzeć mu w oczy. Usiadłam na łóżku. Zawsze na myśl o mojej rychłej śmierci chciało mi się płakać. Czarnowłosy podszedł i objął mnie ramieniem.
-Będzie dobrze, wymyślę coś, zobaczysz – zapewnił mnie i położył do łóżka. Delikatnie okrył mnie kołdrą i odszedł. Zostawił mnie samą… Gdyby nie to, że poprzedniej nocy nie spałam, to nie udałoby mi się zasnąć. Obudziłam się jak już słońce świeciło w pełni. Nie było Damon’a, choć trochę liczyłam na to, że się tu znajdzie. Przebrałam się i zbiegłam na dół. Spotkałam tylko Stefana piszącego coś w jakimś zeszycie.
-Gdzie reszta? – spytałam przypominając sobie, że skoro Silvia nie nocowała ze mną w pokoju to musiała iść do Damon’a.
-Silvia śpi jeszcze na dole, a Damon z Eleną wyjechali na parę dni – widać było, że też nie był zadowolony. Świetnie nawet się nie pożegnał. Chłopak zauważył, że bardzo posmutniałam.
-Wyjdziemy dziś do Grilla? – zaproponował. Fakt nie miałam łatwych dni od kiedy przyjechałam do Mystic Falls. Cały czas coś się działo, niespotykanego. Chyba nie dochodziły jeszcze do mnie te informacje. Jestem wampirem… A właściwie wampirem i wilkołakiem i wiedźmą i człowiekiem. Byłoby wszystko ok gdybym o pierwszych trzech… rasach (?) w ogóle wcześniej wiedziała.
-Kiedy zabiłeś pierwszą osobę? – spytałam siadając na kanapie obok niego.
-Pierwszego dnia bycia wampirem – nie spojrzał na mnie. Wiedział dlaczego pytam. Gdy zabiję zacznę zmieniać się w wilkołaka o każdej pełni. Ból, ciągły ból przemieniania. Chyba jestem na to wszystko za słaba.
-Nie dam rady ocalić wszystkich, nie jestem taka sprawna i silna jak ty, czy Damon. Poza tym w pewnym momencie i tak umrę – Stefan objął mnie w celu pocieszenia. Powstrzymywałam łzy, znów to samo.  Jakaś płaczliwa się zrobiłam.
-No, no widzę, że za drugiego brata się bierzesz – usłyszałam śmiech Silvi. Spojrzałam w jej stronę, jak zwykle była idealna. Włosy pięknie ułożone, makijaż delikatny, ale podkreślał jej brązowe oczy. Puchata kuleczka cały czas stała tuż przy jej nodze. Znów rozpoczęła się moja nauka. Chyba nigdy nie będę dobrą czarownicą. Cały czas coś mnie rozpraszało, a piórko dalej leżało na stole. Znudzona Silvia bawiła się z Midnight. Głupia magia! Czemu mi to nie wychodzi. Krzyczałam na siebie w myślach. Byłam wściekła, na siebie, na Damona, może nawet na Elenę, że nic nie powiedziała. Gdy ze wściekłości zaczęły mi drżeć ręce, piórko delikatnie się uniosło.
-O no proszę. Zajęło ci to dwa dni. Normalna czarownica daje radę w dwie godziny, a dobra umie od razu. Ty chcesz ratować świat? Chyba teraz się zabije to nie będę musiała oglądać tej katastrofy, którą stworzysz. Nie dziwne, że Damon woli Elenę. -  Silvia zadziwiła mnie tymi słowami. To była ostatnia rzecz jaką chciałam usłyszeć. Łzy popłynęły mi po policzkach, a wiedźma wyglądała na zadowoloną. Wybiegłam z piwnicy, taki pech, że wbiegłam na Stefana na schodach.
-Co się stało? – spytał, ale ja nie chciałam rozmawiać. Próbowałam przejść, nawet nie byłam wstanie mówić przez łzy. Objął mnie i zaprowadził do swojego pokoju. Jedyne co zauważyłam, to, że pokój bardzo różni się od tego Damon’a. Wszędzie były jakieś książki, a na okładce miały daty. Posadził mnie na łóżku i próbował uspokoić. Gdy już opanowałam łzy spojrzałam na zmartwionego Stefana.

-W końcu ktoś powiedział mi prawdę – głos mi się załamywał, bo i ja byłam załamana.

środa, 19 czerwca 2013

numer 6

Wyszłam usiąść na klif, było to ostatnio chyba moje ulubione miejsce do siedzenia w samotności. Zawsze stety albo niestety spotykałam Damon’a. Teraz to ostatnia osoba, którą chcę zobaczyć. Po co mam się uczyć tej zakichanej magii skoro i tak mam zginąć? Oparłam głowę o drzewo i patrzyłam w dal. Było już bardzo późno, a może już bardzo wcześnie? Przez Damon’a zaczęłam czuć się jak śmieć, nikomu niepotrzebna, zapomniana. Tak bardzo go polubiłam, a on… On tak po prostu mnie zostawił, tak jakbym nigdy nie istniała. Słońce powoli zaczynało wschodzić. Bladoróżowe smugi rozchodziły się po niebie ukazując zarys miasta. Mozolnie, bardzo powoli. Podniosłam się z piasku i chciałam ruszyć w stronę domu, gdy nagle usłyszałam szelest. Błagam, żeby to nie był on. Wbiegłam do lasku przy klifie szukając źródła hałasu.
-Wystraszyłaś mi już chyba wszystkie zwierzęta – zaśmiał się głos za mną. To był Stefan, miał charakterystyczny, optymistyczny głos. Odwróciłam się do niego i lekko się uśmiechnęłam, bladym lekko zauważalnym uśmiechem.
-Chodzi o Damon’a? – spytał widząc mój zły humor.
-Nie, nie tylko o niego. Wiesz już chyba, że żeby ochronić wszystkie rasy muszę… - przerwałam, nie miałam siły kończyć, pewnie domyślił się co miało być dalej, bo po prostu mnie przytulił. Próbowałam się nie rozpłakać, ale było mi ciężko. Chciałam się rozpłynąć, ale na pewno nie płakać przy nim.
-Przepraszam muszę iść – byłam załamana. Chłopak zrozumiał to i puścił mnie. Odbiegłam do domu. Weszłam do rezydencji i od razu rzucił mi się w oczy Damon siedzący na sofie. No świetnie. Z deszczu pod rynnę. Starałam się na niego nie patrzeć. Weszłam na górę do pokoju.
-Zaraz lekcje z Silvią – rzucił z dołu ale go zignorowałam. Mam gdzieś lekcje z tą… wiedźmą. W pokoju była Elena.
-Martwiłam się – rzuciła, widziałam, że była zaspana.
-Czytałaś księgę? – spytałam, a ta tylko kiwnęła głową na tak. Przytuliła mnie. Kurcze wszyscy mnie przytulają… Oprócz Damon’a, który wolał przytulać Silvię. Poczułam głód. To nie dobrze, bo musiałam do lodówki przejść przez salon. Zebrałam się w sobie i zeszłam po schodach. Z każdym krokiem czułam, że coraz bardziej mi niedobrze. Moje nieszczęście, Damon zbliżał się do mnie. Chciałam go ominąć, ale mi na to nie pozwolił. Chciał mnie pocałować, co za bezczelny typ. Czułam do niego taki pociąg, że o mały włos zgodziłam się na to. Z całych sił odepchnęłam go tak, że wpadł na stolik.
-Co do… ? – krzyknął na mnie. Chyba nie wierzył w to co przed chwilą zrobiłam.  Próbowałam przejść bokiem, ale złapał mnie za rękę. Szarpnęłam, ale to nic nie dało.
-Co się stało? – zapytał patrząc na mnie. Nie odwzajemniłam spojrzenia. Stałam wyglądając na kompletnie znudzoną. W głowie jednak huczały mi emocje. Czułam przez nie zawroty głowy, a może to z głodu? Czy robię dobrze ignorując go? Może powinnam odpuścić?
-Jordan co się dzieje? – prawie krzyknął. Już prawie pękłam gdy na dół zeszła Elena. Mój wybawca.
-Zostaw ją – przyjaciółka powiedziała spokojnie, ale dosadnie. Damon natychmiast mnie puścił, a ja odeszłam. Wzięłam szybko woreczek z krwią. Postanowiłam się dziś zabawić, potańczyć, może kogoś poderwać? Elena obiecała pójść ze mną. Obie odpowiednio przygotowałyśmy się. Ubrałam się tak, że i Stefanowi i Elenie opadła szczęka. Wyglądałam świetnie, choć tak się nie czułam. Wsiedliśmy do samochodu, oczywiście chłopak mojej przyjaciółki jechał z nami. Trochę mnie to przytłaczało. Weszliśmy do Grilla i od razu się rozdzieliliśmy. Ja poszłam do baru. Siadając na hokerze zauważyłam, że wielu mężczyzn się na mnie patrzy. Uśmiechnęłam się wypijając tequilę. Już po paru shotach zachciało mi się tańczyć. Chciałam wyrzucić z siebie każdą złą emocję, każde złe wspomnienie. Czułam, że świat należy właśnie do mnie. Gdy moje ciało poruszało się w rytm szybkiej, klubowej muzyki przy mnie zaczął tańczyć jakiś facet. Włosy krótkie, lekko ustawione w irokeza. Brunet o zielonych, kocich oczach. Uśmiechnęłam się do niego widząc jak mnie podrywa. Spojrzałam na bar. No nie … Damon. Można się było tego spodziewać. Patrzył w moją stronę z jakąś zazdrością w oczach. Zaczęłam tańczyć jeszcze seksowniej, by poczuł się jeszcze gorzej. Zielonooki schylił się do mojego ucha.
-Cody – usłyszałam przez głośną muzykę. Ja również przedstawiłam się. Po chwili czułam, że muszę odpocząć. Wzięłam go za rękę by wyjść na świeże powietrze. Odetchnęłam głębiej siadając na ławce tuż obok grilla. Delikatne, chłodne powietrze uderzało w moją twarz sprawiając, że schodzi ze mnie upał klubu.
-Nigdy cię tu nie widziałem – stwierdził. Cóż za spostrzegawczość.
-Dopiero teraz się tu przeprowadziłam.
-Tak myślałem. Nie przegapiłbym cię – Cody nie był namolny, był niezwykle uroczy. Nagle z hukiem ktoś wyszedł z Grilla. Złapał przystojnego bruneta za koszulę i zaczął ciągnąć w ciemny zaułek.
-Damon zostaw go! – krzyknęłam łapiąc czarnowłosego za skórzaną kurtkę. Strzepnął moją rękę jakbym była komarem.
-Damon mówię poważnie! – złapałam go za ramiona i pociągnęłam go do tyłu. Obrócił się i spojrzał na mnie tak, że żałowałam wszystkiego co zrobiłam przez ostatnie pięć lat. Rzucił chłopka o ścianę i chciał odejść. Tym razem to ja go zatrzymałam, ale on był wściekły. Gdzieś uciekł. Czułam się źle, znów… To miał być mój wieczór, a tymczasem znów płakałam. Ledwo udało mi się zahipnotyzować Cody’ego by zapomniał co się stało.  Ruszyłam w stronę klifu zahaczając o sklep w celu kupna butelki Burbona. Dotarłam na klif, on też tam był. Spodziewałam się tego, chciałam w końcu porozmawiać. Usiadłam tuż obok niego i upiłam spory łyk alkoholu. Położyłam mu rękę na ramieniu. Nic nie mówił.
-Chciałam tylko byś poczuł się jak ja, gdy całowałeś Silvię – mruknęłam, a na moje słowa on odwrócił się do mnie zdziwiony.
-Całowałem kogo?! – wściekłość malowała się na jego twarzy. Wstał i bez zastanowienia ruszył w stronę domu. Biegłam za nim, ale nie potrafiłam go dogonić. Dotarłam do rezydencji dosłownie chwilę po nim.
-Mieszałaś mi w głowie! Myślałem, że ty to Jordan! Wykorzystałaś mnie! – krzyczał Damon, nie wchodziłam do pomieszczenia i tak wszystko słyszałam.
-Oj kochanie po prostu tęskniłam za tobą. Źle ci było w nocy? – Silvia wyraźnie przymilała się do czarnowłosego. Więc wczoraj się kochali? Świetnie! Pewnie tego mu we mnie brakowało. Wparowałam do domu nie przejmując się nimi. Trzasnęłam drzwiami i wzięłam torebkę krwi z lodówki. Usiadłam na sofie czując na sobie wzrok obydwu.
-Nie przeszkadzajcie sobie z chęcią posłucham co jeszcze robiliście – uśmiechnęłam się ironicznie pijąc krew jakby to była coca cola w kinie.
-Jordan nic nie rozumiesz – Damon próbował się jakoś ratować.
-Ależ rozumiem. Silvia jest w tobie zakochana, sprawiła, że myślałeś , że to ja. Całowaliście się namiętnie, a później kochaliście całą noc, prawda? – rozsiadłam się wygodniej. Damon podszedł do mnie.
-Jo… Myślałem, że to ty – Nie wytrzymałam. Uderzyłam go w twarz.
-Ty też nic nie rozumiesz – widziałam, że zabolało to go i fizycznie i psychicznie. Dostrzegłam zalążki łez w jego błękitnych oczach, cierpiał ale starał się tego nie pokazywać. Odszedł omijając zwinnie Silvię.
-A teraz skoro już skończył się film, to jutro zabieramy się do nauki – uśmiechnęłam się i weszłam na górę do swojego pokoju. Dopiero tam mogłam zdjąć maskę. Rozpłakałam się, nie chciałam robić tego głośno, ale chyba Elena i Stefan usłyszeli gdy wchodzili do domu.
-Przestań ją krzywdzić! – krzyknął damski głos mojej przyjaciółki.
-Nie chcę jej krzywdzić! Daj mi spokój sam chcę z nią porozmawiać. Macie swoje życie – Damon ruszył na górę. Poprawiłam moją krótką spódniczkę i usiadłam na łóżko. Drzwi otworzyły się.
-Nigdy nie chciałem byś była smutna – podszedł do mnie i otarł lekko moje łzy.
-Jordan zrozum, że nie wiedziałem, że to nie ty. Może i jestem arogancki, egoistyczny i wcześniej lubiłem zabawę z kobietami, ale… - Urwał… Nie wiedział co dalej powiedzieć. Ja wiedziałam.
-Ty dalej nim jesteś – dokończyłam za niego.
-No tak. Jestem złym chłopcem. Świetlanej przyszłości przy mnie nie masz – zbliżył się do mnie, próbował pocałować.
-Damon... – chciałam zaprotestować, ale nie potrafiłam. Położył mnie na łóżku i pocałował. Długo, namiętnie. Czułam się jak w niebie. Jakbym była na pustyni przez trzy tygodnie i nagle ujrzała oazę z jedzeniem i piciem. Nieśmiało wplotłam palce w jego włosy. Wtapialiśmy się w siebie rozumiejąc każde uczucie… Każde? Czułam coś co było nie tak. Oderwałam się od niego i spojrzałam głęboko w oczy.
-Pamiętasz jak graliśmy w bilard? – chłopak tylko potwierdził.
-Wygrałam, więc miałeś coś dla mnie zrobić. Więc teraz wiem co chcę na moją nagrodę. Co czujesz do Eleny? – spytałam, a on wyglądał na zmieszanego. Nie wiedział co powiedzieć, a ja czekałam. Z sekundy na sekundę czułam coraz większe zwątpienie.
-Jordan, ja dalej ją kocham – szepnął patrząc mi w oczy. Przynajmniej na tyle był odważny. Znów to samo. Unosi mnie pocałunkiem w górę, a chwilę później jak z jakiejś armaty spadam w dół na głębokość rowu mariańskiego.

-Jo… Nie możesz ode mnie wymagać, żebym przestał – Damon miał rację. Nie mogłam. Było mi jednak przykro, że ją kocha. Mimo wszystko uśmiechnęłam się do niego.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

numer 5

Razem z Eleną zdecydowałyśmy, że muszę się przeprowadzić do Mystic Falls. To ona pojedzie ze mną do LA, żeby pomóc mi się spakować. Wsiadłyśmy do samochodu Stefana i ruszyłyśmy.
-Widzę, że się mocno zaprzyjaźniliście z Damon’em – Elena uśmiechnęła się do mnie wjeżdżając na autostradę.
-Ja… Nie wiem dlaczego wszystko toczy się tak szybko. Podoba mi się, jak na razie jest ok. Najwyżej zabawię się jak zwykle – mruknęłam i mimowolnie się zarumieniłam. Chyba nie za bardzo chciałam się nim bawić. Elena wystarczająco go zraniła.
-Przypominasz mu Rica – widać było, że dziewczyna miło wspomina tego faceta.
-Kto to jest?
-To… Były nauczyciel historii ze szkoły. Łowca wampirów, no… i przyjaźnił się z Damon’em. Mimo, że tego nie pokazywał bardzo przeżył jego śmierć – Elena posmutniała. Jej oczy lekko się zeszkliły, lecz szybko się zebrała.
-Dlaczego miałabym mu go przypominać?
-Czuje, że może się tobie zwierzyć, napić się Burbona. Ufa ci, a rzadko mu się zdarza – po tych słowach obie zamilkłyśmy. Zastanawiałam się dlaczego darzy mnie zaufaniem? Ehh… I dlaczego tak często o nim myślę? Powinnam skupić się teraz na czymś innym. Podróże do LA i powrotna nie były męczące. Jeszcze wieczorem byłyśmy już przy rezydencji. Stefan pomógł mi wnieść walizki na górę. Jak na razie nie zaczęłam się rozpakowywać. Zeszłam na dół, bo chłopacy chcieli nam coś przekazać.
-Tutaj znajdziesz pomoc jeżeli chodzi o twoje moce – Damon rzucił wielką, starą księgę na stół.
-Bonnie nam ją przyniosła – szybko dodał Stefan.
-Taa… Zdążyła też uprzedzić, że nie będzie ci pomagać, a potrzebujesz jakieś wiedźmy, co by cię nauczyła machać różdżką – Damon lekko wkurzony sączył krew z woreczka. Dobrze, że niedawno jadłam. Gdy jechałyśmy zabrałyśmy parę woreczków w lodówce.
-Silvia przyjedzie – Stefan podał i mi i Elenie szklankę Burbona.
-Kto? – moja przyjaciółka też była zdziwiona.
-Silvia… Taka tam wiedźma. Zadzwoniłem do niej i się zgodziła – Damon czegoś nie mówił. Znów jakieś niedomówienia. Spojrzałam na niego wymownie, ale ten odpowiedział mi tylko zalotnym uśmiechem. Co za człowiek… Chwila… Wampir. Co za wampir. Zaśmiałam się sama z siebie. Dobrze, że zdążyli powiedzieć nam kto to jest, bo w drzwiach ukazała się kobieta w brązowych włosach, była piękna, podejrzewałam, że to wiedźma, o której przed chwilą mówiliśmy. Szybko przyjechała.
-Damon jak ja dawno cię nie widziałam – dziewczyna uśmiechnęła się i rzuciła się czarnowłosemu na szyję. Przywitała się też ze Stefanem i przedstawiła Elenie.
-Więc ty jesteś ta Jordan? – pokręciła głową. Chyba się zbytnio nie polubimy. Starałam się zachować fason. Była mi potrzebna, inaczej już dawno bym z nią nie gadała. Poinformowała mnie, że zaczniemy od jutra. Postanowiłam ochłonąć, wyszłam na spacer i trochę pobiegać. Nie mogłam patrzeć jak ta wiedźma przymila się do Damon’a. Szłam ciesząc się końcem zachodu słońca. Ciekawe gdzie ta laska będzie nocować. Mam nadzieję, że w pokoju Eleny, to ja pójdę do Damon’a, ale… Nie byłam pewna. Starszy Salvatore nie był w końcu moją własnością. Mimo to byłam zazdrosna. Gdy wracałam usłyszałam hałasy za domem. Poszłam by sprawdzić, kto to. To co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Damon i ta wiedźma, no tak namiętnego pocałunku dawno nie widziałam. Łzy wypełniły moje oczy. Weszłam do domu czując ból w sercu. Byłam wściekła jak nigdy. Elena widziała jak szybko wbiegam do pokoju. Niech sobie nocują razem, mam to gdzieś. Chciałabym teraz cofnąć czas. Nie przyjeżdżać do MF, to był błąd. Rzuciłam się na łóżku i po cichu płakałam. Nawet nie wiem dlaczego. Znałam przecież tego chłopaka tak krótko. Usłyszałam Elenę wchodzącą do pokoju.
-Przepraszam, myślałam, że już tak nie będzie robił. Wyglądał na szczęśliwego – przyjaciółka usiadła na łóżku obok mnie. Pogładziła mnie po ramieniu.
-Zna mnie za krótko. Byłam zabawką, a Silvia jest odskocznią. Pozbędzie się dzięki niej miłości do ciebie – otarłam łzy mimo, że było mi przykro. Patrzyłam na nią cała rozmazana.
-On mnie już nie kocha, może się opamięta teraz.
-Teraz to może się gonić – warknęłam wściekła. Postanowiłam, że nauczę się tego wszystkiego, czego mam się nauczyć i odejdę. Przynajmniej się stąd wyprowadzę. Wzięłam do ręki ogromną księgę, którą przyniosła Bonnie. Otworzyłam książkę na zaznaczonej stronie.

-Tantum – przeczytałam w myślach nagłówek. Więc tym naprawdę jestem. Tak nazywa się moja… Rasa? Czytałam dalej i zauważyłam jedno słowo, „mortem”. To miało być moje przeznaczenie? Według książki miałam zginąć by uchronić wszystkie cztery rasy. To nie możliwe. Nie mogłam spać, nie po tym co przeczytałam.

*****
Rozdział krótszy, gdyż zarzucono mi, że rozdziały są za długie. Będę więc dodawała mniej, ale mam nadzieję, że częściej. :) Pozdrawiam kochani i mam nadzieję, że was nie zawiodłam.

czwartek, 13 czerwca 2013

numer 4

Za drzwiami stał jakiś facet. Miał około 180 cm wzrostu, krótkie brązowe włosy i brązowe oczy.
-Witaj jestem Elijah, jestem bratem Klausa – powiedział poprawiając swoją koszulę. Zrobiłam chyba wystarczająco pytającą minę, bo kontynuował.
-Klaus to ten, który cię zabił – te słowa mną wstrząsnęły. Klaus… Wampir winny całemu temu nieszczęściu, wampir, który mnie zabił, który krzywdzi Damon’a.
-Czego chcesz? – warknęłam mierząc go od góry do dołu.
-Chciałem cię przeprosić za jego zachowanie i jednocześnie ostrzec , że jesteś Nik’owi do czegoś potrzebna, tylko nie wiem do czego. Musisz mieć się na baczności – Elijah był bardzo miły, prawdziwy gentelman. Aż dziw, że są braćmi.
-Skąd wiesz gdzie mieszkam? Pewnie trzymasz się razem z nim – czego on ode mnie chce. Ostrzega mnie przed własnym bratem? To trochę dziwne.
-Elena mi powiedziała, nie martw się nie jestem wrogiem.
-Elena? –znów patrzyłam na niego ze zdziwieniem. No nic może mówi prawdę. Jednak do domu nie chciałam go zapraszać. Zauważyłam, że w stronę domu zmierza już Brooke. Elijah grzecznie pożegnał się i odszedł. Dziwny on jest. Przywitałam się z koleżanką i weszłyśmy do mojego pokoju.
-Musisz ubrać to, albo nie to – słyszałam co chwila, mimo tego moje myśli zaprzątało zupełnie co innego. Czego chce ode mnie ten cały Klaus i co z Damon’em? Może zadzwonię do niego?
-Ej co ci jest? Jesteś jakaś dziwna, zakochałaś się? – Brooke w końcu nie wytrzymała. Ja jedynie pokiwałam głową na nie.  Miałyśmy dziś iść na imprezę basenową u znajomego Brooke. Musiałam znaleźć gdzieś moje bikini. Nie było łatwo. Muszę się pozbierać. Zapomnieć o Klaus’ie i Damon’ie i zacząć prowadzić normalne życie. Tylko czy chcę przestać pamiętać o tym czarnowłosym, z którym wypiłam takie ilości Burbona. Przebrana i umalowana spojrzałam raz jeszcze w lustro. Związałam włosy w kitkę i ruszyłyśmy na imprezę. Starałam się dobrze bawić. Mimo alkoholu, który obniżał mój apetyt czułam się głodna. Wiedziałam, że nie mam szans upolować jakiegoś zwierzęcia, a picie ludzkiej krwi prosto z żyły było dla mnie zbyt bolesne, jednak musiałam zaryzykować. Zauważyłam, ze jakiś chłopak urywa się z imprezy idąc w stronę ogrodu. Poszłam za nim. Zauważył to, ale nie uważał tego za przeszkodę. Było ciemno więc ledwo widziałam jego kontur, a co dopiero twarz. Pożałowałam, że tam podeszłam.
-Więc znowu się spotykamy – uśmiechnął się do mnie.
-Klaus – warknęłam i chciałam odejść.
-Nie pójdziesz sobie tak łatwo. Jesteś mi potrzebna – zagrodził mi drogę. Złapał mnie za nadgarstki.
-Zostaw mnie za żadne skarby świata ci nie pomogę – próbowałam się wyrwać, ale byłam za słaba. Albo to ja potrzebowałam posiłku, albo on był wyjątkowo silny. Czas płynął bardzo szybko. Tylko chwila i straciłam świadomość, co poprzedzone było chyba skręceniem karku. Znów ciemność. Co ja zawiniłam? Czy byłam złym człowiekiem… Wampirem? Powoli otworzyłam oczy. Wydawało mi się, że minęła najwyżej minuta. Najwidoczniej pomyliłam się.  Poczułam zapach stęchlizny, a zaraz ujrzałam kraty. Byłam w klatce jak jakiś szczur.
-Księżniczka się obudziła – usłyszałam kobiecy głos. Przede mną kucnęła jakaś blondynka.
-Rebekah nie spoufalaj się z nią – do piwnicy wszedł Nik. Oboje zaśmiali się.
-Po co mnie tu więzisz? – chciałam krzyknąć, lecz nie za bardzo byłam na siłach. Potrzebowałam posiłku. Koniecznie i natychmiastowo. Oboje wyszli śmiejąc się do siebie. Mijały godziny. Normalnie pomyślałam sobie, że lata, ale przez małe okienko widziałam jak zachodzi słońce. Proszę niech ktoś mi pomoże, ktokolwiek. Elena, Stefan, Damon… Proszę. Nie mogłam się rozpłakać, nie chciałam pokazywać swoich słabości. Mimo to czułam jakbym miała zaraz wyschnąć. Coraz bardziej odczuwałam głód. Oparłam się o kratki, znaczy chciałam to zrobić, ale najwidoczniej oblane były werbeną. Szybko odskoczyłam tłumiąc swój krzyk. Ułożyłam się na podłodze i po prostu zasnęłam. Obudziła mnie rozmowa. Był już ranek, patrząc na słońce, to około 11. Wsłuchałam się w rozmowę.
-Po co chcesz ją zabić? – chwila, chwila. Znałam ten głos. Tylko nie mogłam go sobie przypomnieć. Wytężyłam słuch jeszcze bardziej.
-Dobrze wiesz po co. Tylko ona jest hybrydą wszystkich czterech stworzeń – ten głos na pewno był Klausa. Poznałabym ten brytyjski akcent z drugiego końca świata. Gdybym tylko mogła roztrzaskałabym mu tą twarz z tym głupkowatym uśmiechem.
-Przecież ona nie ma o tym zielonego pojęcia nic ci nie grozi – już wiem! To głos Damon’a. Moment… Damon’a?! Co on ma z tym wspólnego?! Paktował z nim?! Jak on może?! Nie wytrzymałam. Moje oczy znów wypełniły się łzami. Nie miałam już siły ich słuchać.
-Pomocy! – krzyknęłam ostatkiem sił, jakby to miało mi jakoś pomóc.
-I tak nikt cię nie słyszy – znikąd pojawiła się Rebekah. Znów się śmiała. No strasznie zabawne to wszystko. Taki kabaret, że nie mogę się powstrzymać. Prychnęłam i odwróciłam się plecami do blondynki. Patrzyłam na małe okienko, które jako jedyne pomagało mi w kontakcie ze światem. Po ok godzinie usłyszałam, że Rebekah odchodzi. Rozejrzałam się szukając ucieczki, ale za każdym razem gdy dotykałam krat werbena dotkliwie mnie parzyła. Stwierdziłam, że gdy długo będę próbować to się uodpornię. Długo siedziałam z kratami w dłoniach. Bolało tak mocno, ale próbowałam je rozszerzyć. W końcu moja granica bólu sięgnęła zenitu. Zabrałam ręce i zaciskając z bólu zęby patrzyłam w małe okienko. Już było późne popołudnie. Usłyszałam hałasy u góry. Szykowali się do jakiegoś przyjęcia, a właściwie przychodzili już goście. No tak, oni są do tego zdolni. Już po mnie. Nikt mnie nie słyszy. Wyschnę tu. Położyłam się na ziemi próbując łapać resztki promieni słonecznych.
-Jordan – usłyszałam szept. Obróciłam się w jego stronę.
-Elena! – sama szepnęłam, lecz z większym entuzjazmem. Dotknęła krat i poczuła werbenę. Szybko odskoczyła. Za nią przyszedł Stefan. Szukali wyjścia z tej sytuacji. W końcu udało się. Otworzyli moją klatkę. Już prawie czułam się wolna. Musiałam się wydostać jeszcze z tej piwnicy. Weszliśmy w jakieś tunele. Było ciemno i zimno. Po drodze Elena dała mi woreczek z krwią. Nie miałam wyjścia musiałam ją wypić. O dziwo nie czułam tego bólu jak przy piciu świeżej krwi, a dawała dużo więcej sił. Krok za krokiem czułam się coraz bardziej wolna. 10 minut, 15, 20… Ujrzałam lekkie światło, więc przyspieszyłam. Już tak niewiele dzieliło nas od wolności. Las. Zobaczyłam drzewa, krzaki. Czułam ten zapach. To cudowne. Jakbym była w więzieniu jakieś 25 lat. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę rezydencji.
-Bezpieczniej będzie dla ciebie jak przeniesiesz się do Mystic Falls – Elena z niepokojem spojrzała w moją stronę. Miała taki smutny wzrok, przepraszał, że tyle na nią musiałam czekać.
-Możliwe – mruknęłam. Miałam mieszane uczucia. Z jednej strony wiem, że Elena i Stefan dobrze się mną zajmą, ale… Czy ja naprawdę chciałabym być blisko Damon’a? Wjechaliśmy na żwirową ścieżkę prowadzącą do domu. Weszliśmy, Damon jak zwykle siedział na sofie i sączył Burbona. Podniósł się gdy nas zauważył, ale ja przywitałam go siarczystym policzkiem.
-Ej – spojrzał na mnie marszcząc brwi. Nic nie powiedziałam, minęłam go szturchając jeszcze ramieniem i weszłam na górę do pokoju Eleny.
-A to za co było?  - moja przyjaciółka również była zdzwiona zachowaniem.
-Daj spokój. Pożyczysz mi coś do spania? Nawet nie mam w co się ubrać – mruknęłam patrząc na śmierdzące, lekko podarte ciuchy. Chciałam już zmyć z siebie ten zapach piwnicy. Rzuciła we mnie długą koszulką i krótkimi spodenkami. W dodatku dała mi ręcznik. Kochana dziewczyna. Dosłownie wbiegłam do łazienki i pozbyłam się wspomnień stęchłego pomieszczenia. Wyszłam spod prysznica, a Elena siedziała na łóżku oczekując wyjaśnień.
-Dobra, powiem ci. Jak byłam uwięziona słyszałam jak Damon rozmawia z Klausem i dobrze wiedział, że jestem zamknięta – posmutniałam trochę. Chyba dalej nie byłam w pełni sił. Elena na moje słowa się roześmiała.
-No to trochę niesłusznie dostał tym razem – zmarszczyłam brwi, teraz to ja czekałam na odpowiedź.
-Damon był u Klausa właśnie po to by wypytać się gdzie jesteś i po co cię więzi. Chciał cię uratować. To Elijah powiedział nam, że Nik cię porwał – gdy Elena skończyła mówić zakryłam usta. Było mi tak głupio, że uderzyłam chłopaka. Jednak niczemu nie był winny.
-Chyba powinnam go przeprosić – spojrzałam na przyjaciółkę, a ta jedynie skinęła głową na znak, że się ze mną zgadza. Wyszłam z pokoju i zeszłam do salonu. Niestety nie było go na dole. Zapukałam cicho do jego drzwi. Czekałam… Czekałam na ciche „proszę”. Sekundy mijały mi jakbym była tam na dole, dalej uwięziona. Ale doczekałam się. Nieśmiało weszłam do pokoju i ujrzałam Damona bez koszulki. W samych czarnych spodniach. Obrócił się do mnie, a ja oparłam się o ścianę chcąc się ukryć.
-Chciałam cię przeprosić – byłam zła na siebie, że bez wyjaśnień tak go potraktowałam.
-Ostra z ciebie dziewczyna – Damon oparł dłonie na ścianie po obu stronach mojej głowy. Był tak blisko, czułam jak moje serce wariuje, a oczu nie mogłam oderwać od jego niebieskich tęczówek. Co on chce zrobić? Próbowałam to wszystko odczytać z jego oczu. Znów coś skrywały. Zbliżał się. Cały czas jego twarz była o minimetr bliżej od mojej. Zmrużyłam oczy, drżałam, a usta Damon’a były na wyciągnięcie moich. Lekko się zbliżyłam, ale on ominął moje usta.
-Pragniesz mnie mimo wszystko – powiedział ze śmiechem wprost do mojego ucha.
-Drań – warknęłam i popchnęłam go, znów wymierzyłam mu policzek. Obróciłam się i chciałam wychodzić, ale on złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Cała zesztywniałam gdy mnie pocałował. Moje serce mimo tego, że przed chwilą miałam ochotę go zabić, szalało na jego punkcie. Po pewnym czasie udało mi się od niego oderwać.
-Teraz będziesz ze mnie kpił? – nie wierzyłam w prawdziwy pocałunek. Po coś chciał to zrobić.
-Jordan nie wierzysz mi? – spytał, ale uznałam, że to pytanie retoryczne. Otworzyłam drzwi i po prostu wyszłam. Gdy weszłam do pokoju Eleny mogłam się rozluźnić. Opadłam na łóżko, moja przyjaciółka właśnie wychodziła spod prysznica.
-Jak przeprosiny? –Zapytała wycierając włosy ręcznikiem.
-To zimny, chamski drań – mruknęłam cały czas pamiętając co stało się chwilę wcześniej.
-Ale? – czekała na dalsze opowiadania, wiedziała, że na tym się nie skończy.
-Pocałował mnie, nie wiem czy tego naprawdę chciał, czy to tylko jego nowa gra – patrzyłam w sufit próbując dowiedzieć się, co myśli Damon.
-Wiesz… Ze mną chyba już mu przeszło, bo pojawiłaś się ty. On cię naprawdę lubi, a mało kiedy mu się zdarza ukazywać emocje – byłam zmieszana słowami Eleny. Czy to prawda, że podobam się Damon’owi? Poprosiłam Elenę o butelkę Burbona i wyszłam z nią na dach. Zaczęłam pić przypominając sobie delikatne usta chłopaka. Jego oczy, włosy dotyk.
-Chrzanić to – powiedziałam sama do siebie upijając łyk Burbona. Po chwili przypomniałam sobie słowa Klausa. Co to znaczy, że jestem hybrydą czterech stworzeń? O co chodziło?
-Znowu pijesz – Damon zabrał mi butelkę Burbona.
-Nie twoja sprawa – odburknęłam i odzyskałam alkohol. Upiłam spory łyk.
-Może ty mi zdradzisz tajemnicę kim jestem i dlaczego chcą mnie zabić? – spytałam nawet nie patrząc się na chłopaka.
-Jesteś jedyną w swoim rodzaju hybrydą. Człowiekiem, wiedźmą, wilkołakiem, a teraz i wampirem. Silniejsza od kogokolwiek, zagrożenie dla pierwotnych. Jeszcze nie wiem jak mogłaś się stać przeciwnymi gatunkami, ale dojdę do tego – Damon uśmiechnął się do mnie jakby dzisiejszego dnia nie było. Może Elena miała rację i ta cała relacja to nie jest jakaś głupia gierka?
-Jak mogę być tym wszystkim, a nie wiedzieć o tym?
-Tego też nie wiem, ale obiecuję ci, że Klaus więcej cię nie dorwie – złapał mnie za dłoń. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Czy powinnam poddać się temu uczuciu? To jest niebezpieczniejsze od bawienia się zapałkami w dzieciństwie. On był niebezpieczniejszy, demon nie tylko z wyglądu.
-Czasem warto ryzykować – uśmiechnął się jakby czytał mi w myślach. Nie wiedziałam co powiedzieć więc tylko porządnie się napiłam.
-Jordan – usłyszałam swoje imię, więc odwróciłam się do czarnowłosego. Przybliżył się do mnie i znów pocałował. Czemu ja się mu tak daję? A może to i dobrze? Czas się ponieść emocjom. Wplotłam palce w jego włosy i oddawałam skrupulatnie każdy najmniejszy ruch jego warg.  Było cudownie, tego mi było trzeba. Gdy mnie objął poczułam się bezpieczniej niż kiedykolwiek. Nie, on mnie nie skrzywdzi. Wiedziałam, że zrobi wszystko co możliwe, by mnie obronić. Damon zacisnął palce na mojej talii. W końcu oderwaliśmy się od siebie. Nic nie mówiliśmy po prostu trwaliśmy przy sobie wiedząc, że ten czas jest nasz. Patrzyliśmy w gwiazdy, tak po prostu jak normalna para, mimo, że nią nie byliśmy. Zeszliśmy później do sypialni Damon’a. Nic między nami nie zaszło. Po prostu czułam się przy nim bezpiecznie, a Elena i tak poszła spać do Stefana. Czułam się dziwnie zasypiając w jego muskularnych ramionach, ale byłam szczęśliwa.
Obudziłam się rano. Wyspana, spełniona. Obudzona uśmiechem Damon’a.

-Dzień dobry – przeciągnęłam się uśmiechając się szeroko. Zostałam obdarowana całusem. Dziś postanowiłam dowiedzieć się czegoś o sobie. Miało się zacząć moje nowe życie. W pełni świadome, z Damon’em u boku. Tylko czy to właściwy wybór?

poniedziałek, 10 czerwca 2013

numer 3

Łzy popłynęły strumieniami po moich policzkach. Co ja ze sobą teraz pocznę?
-Jo… Trzeba dopełnić przemiany – Damon usiadł na brzegu łóżka.  Ja nic nie powiedziałam, przytuliłam się do niego płacząc jak jeszcze nigdy nie płakałam. Schowałam twarz w jego silnych ramionach, a on oparł podbródek o moją głowę. Trwaliśmy tak przez chwilę.
-Jordan – usłyszałam jak Elena weszła do pokoju. Podniosłam się i spojrzałam na nią.
-Tak mi przykro – szepnęła i podeszła bliżej nas. Ona też wiedziała co należy zrobić. Ukończyć przemianę.
-Nie przemienię się – powiedziałam pewnie łapiąc ramię Damon’a by dodać sobie otuchy.
-Jak to nie przemienię?!  - Elena prawie krzyknęła. Ja byłam jednak pewna swojej decyzji. Powinnam umrzeć, bo nie poradzę sobie inaczej.
-Już zdecydowałam i nie zmienię zdania – podniosłam się, ale Damon złapał mnie za biodra i posadził na łóżku.
-Elena wyjdź – nawet nie spojrzał na dziewczynę, patrzył na mnie. Co on chce zrobić? Przecież nie może mnie już zahipnotyzować.
-Jordan musisz przejść przemianę – powiedział łapiąc mnie za ramię.
-To wszystko moja wina… Gdybym go szybciej odciągnął, gdybym uważał – widać było, że się obwinia tą całą sytuacją.
-Damon nie przemienię się w wampira, nie chcę tak żyć. Przepraszam – pogładziłam go po policzku. Chciałam by mnie zrozumiał, ale on nie ustępował.
-Jo… Nie chcę znów stracić osoby, z którą mogę rozmawiać o wszystkim – załamało mnie to. Byłam jedyną osobą, której zaufał na tyle by się zwierzyć?

-Pomogę ci przejść przez to wszystko, pomożemy ci – Damon mnie przytulił. Oparł moją głowę na swoim ramieniu i gładził mnie po włosach.  Tak powinna się skończyć moja przygoda z życiem? Chcę żyć wiecznie i pożywiać się krwią?
-Jordan – do pokoju wszedł Stefan. Widać było, że też strasznie się martwi. Za nim weszła Caroline. Ona też jest wampirem?! Czy w tym mieście nie ma już nikogo normalnego?
-Nie namówicie mnie, podjęłam decyzję – podniosłam się chcąc przeżyć moje ostatnie godziny. Pojechałam na skarpę, która dzięki świadomości ostatnich godzin była jeszcze piękniejsza niż wcześniej. Było już całkiem ciemno. Usiadłam przy niedużym drzewie patrząc gdzieś w dal. Znów zaczęłam płakać, teraz mogłam to robić i nie powstrzymywać się. Płakałam głośno, bo miałam gdzieś czy ktoś mnie usłyszy. Usłyszałam kroki, były bardzo szybkie, na pewno wampira. Odwróciłam się nerwowo i ujrzałam Damon’a, który niósł w ręku butelkę Burbona.
-Więc chociaż napij się ze mną ten ostatni raz – podał mi trunek. Upiłam łyk, a później następny i następny. Chciałam się szybko upić. Do nieprzytomności, żeby nic mnie nie bolało. Jednak nawet to mi nie wyszło. Rozżalona i już bardzo zmęczona usiadłam na ziemi.
-Jesteś pewna, że nie chcesz spróbować? – usłyszałam pytanie. Zawahałam się, pierwszy raz się zawahałam. Kiwnęłam głową na nie, bo co miałam zrobić? Nie jestem pewna, niczego nie wiem. Czułam jak z minuty na minutę jestem coraz słabsza.
-Pomóż mi – wyszeptałam patrząc wprost na oczy Damon’a. Chłopak pomógł mi wstać. Ruszyliśmy w stronę miasta i szukaliśmy człowieka, który będzie sam.
-Pamiętaj, nie możesz dać sobą zawładnąć. Chyba nie chcemy zabijać ludzi – Damon przestrzegł mnie, jednocześnie zaznaczył, że będzie tuż obok mnie by nauczyć mnie zmieniać ich myśli i w razie czego odciągnąć mnie w odpowiednim momencie. Znaleźliśmy kandydata. Niewysoki brunet z okularami na nosie szwendał się gdzieś już wyraźnie podpity. Podeszłam do niego i odchylając mu głowę wgryzłam się w tętnice. Nie wytrzymałam długo. Upiłam kilka łyków i mimo, że krew była fantastyczna, lepsza od czegokolwiek na świecie, oderwałam się od niego ze łzami w oczach. Przypomniało mi się cierpienie gdy tamten ze mnie pił. Damon na całe szczęście był blisko, bo mężczyzna prawie uciekł. Zahipnotyzował go, a ja opadłam na kolana płacząc.
-Czułam jego cierpienie – jaka ja się stałam płaczliwa od kiedy stała się ta tragedia. Damon uklęknął przy mnie i otarł moją twarz z krwi i łez.
-Na dzisiaj ci wystarczy – Damon podniósł mnie i szłam z nim pod ramię aż do domu. Otworzył przede mną drzwi do rezydencji i nie zdążyłam nawet wejść do środka, a poczułam Elenę wiszącą mi na szyi. Nie miałam siły jej przytulić, czy nawet stać. Przeprosiłam i próbowałam wdrapać się na górę. Z każdym schodkiem czułam jak opuszczają mnie siły. Zobaczyłam Stefana stojącego tuż nade mną i to był ostatni obraz, którego doświadczyłam. Zemdlałam. Czułam, że łapie mnie Stefan i zanosi na górę do sypialni Eleny.  Przez parę godzin leżałam nie mogąc się ocknąć. Obudziłam się dopiero nad ranem. Żaluzje były zasłonięte. Chciałam zobaczyć jak wygląda świat. Odsłoniłam lekko okno i szybko tego pożałowałam. Wrzasnęłam czując jak moja skóra się pali. Szybko odsunęłam się od okna z krzykiem. Elena szybko wbiegła do pokoju.
-No tak, chciałam dać ci to wcześniej ale nie zdążyłam. Bonnie zrobiła dla ciebie pierścień byś nie musiała uciekać przed słońcem – przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie i podarowała mi pierścionek. Był srebrny, delikatny, ale zdobiony. Na środku był niebieski kamień o owalnym kształcie. Był bardzo podobny do tego, który miała Elena.
-Teraz będziesz mogła chodzić w dzień – uśmiechnęła się do mnie, a ja wsunęłam sobie pierścionek na serdeczny palec. Uściskałam ją, już bałam się trochę mniej ale zawsze. Do pokoju wszedł Stefan.
-Ubieraj się idziemy się uczyć – powiedział do mnie rzucając we mnie jakimiś dresami. Chyba nie miałam wyboru. Ubrałam się i zeszłam na dół. Razem pobiegliśmy do lasu, musiałam utrzymać jak najwyższą sprawność fizyczną, gdyż według Stefana było bardzo niebezpiecznie i chce bym miała jakiekolwiek szansę w bronieniu się.
-Jeżeli nie chcesz wypijać ludzkiej krwi możesz jeszcze pić zwierzęcą. Nie odżywia tak jak to robi ludzka, ale nie musisz dzięki temu krzywdzić ludzi – Stefan złapał mnie za ramię bym ukryła się za krzakiem. Kazał nasłuchiwać zwierząt. Słyszałam je. Najdrobniejsze szelesty. Małe myszki jadły gdzieś okruszki po rzuconej przez kogoś kanapce. Nagle usłyszałam dźwięk jakiegoś większego zwierzęcia. To o takich mówił Stefan. Teraz był mój czas. Musiałam zapolować. Wyczekałam na odpowiedni moment i rzuciłam się na niego. To trudniejsze niż zdobywanie krwi ludzkiej. Biedny daniel, robił za moje śniadanie. Po posiłku Stefan zaczął mnie trenować. Skoro byłam słaba to przynajmniej musiałam nabrać szybkości.
-Nieźle ci idzie – chłopak mnie pochwalił i poklepał po ramieniu.
-No tak, ale zaraz wypluję płuca – oparłam się o drzewo.
- Jejku czemu nie zauważyłam wcześniej, że Stefan to taki ciepły mężczyzna – powiedziałam w myślach gdy zauważyłam jego uśmiech.
-Dasz radę dobiec do domu? – zapytał, ja tylko kiwnęłam głową na znak, że dam. Ruszyliśmy wąską, leśną ścieżką do domu. Do rezydencji nie mieliśmy aż tak daleko, zaledwie 2-3 kilometry. Wbiegliśmy do domu i od razu rzuciliśmy się na prysznic. Oczywiście każde osobno. Takie szczęście, że każda sypialnia miała swoją łazienkę. Gdy wychodziłam spod prysznica założyłam jedynie krótki szlafrok i weszłam do pokoju z chęcią poszukania czegoś do ubrania. Na łóżku jednak zauważyłam czarnowłosego.
-Damon! – krzyknęłam z niezadowoleniem. Na jego ustach widniał zaczepny uśmiech, a wzrok chłopaka mierzył mnie od stóp do głów. Chciałam zakryć się bardziej, ale już nie miałam jak.
-Tak wyglądasz najładniej – rozłożył się wygodniej na łóżku. No co za bezczelny człowiek.
-Won stąd – warknęłam otwierając drzwi i pokazując gestem by się wynosił. Dość niechętnie podniósł się z łóżka. Szybko zamknęłam za nim drzwi i wyszukałam ubrania. Siwe jeansy i jasna, luźna koszulka z nadrukiem to chyba coś w czym będzie mi dziś najwygodniej. Zeszłam na dół. Ujrzałam Stefana nalewającego sobie Burbona do szklanki.
-Dziękuję Stefan – uśmiechnęłam się szeroko do chłopaka i przytuliłam go.
-Dzięki tobie wierzę, że sobie poradzę – po chwili oderwałam się od niego, a on pogładził moje ramię.
-Cieszę się, że wierzysz w siebie – powiedział nalewając i mnie Burbona. Wznieśliśmy toast i napiliśmy się.
-To takie słodkie - usłyszałam pogardliwe stwierdzenie Damon’a. Skarciłam go wzrokiem na co odpowiedział mi jedynie uśmiechem. Do  salonu weszła Elena. To dobrze, bo to przede wszystkim jej chciałam powiedzieć, że wyjeżdżam.
-Dziękuję wam wszystkim, ale już czas bym wróciła do domu – powiedziałam patrząc jedynie na Elenę. Zrozumieli, wszyscy prócz Damon’a. Od razu spakowałam się i pożegnałam ze wszystkimi, wszystkimi oprócz jednej osoby. Jak zwykle czarnowłosy gdzieś uciekł. Co mam zrobić. Było mi przykro, że stąd wyjeżdżam, ale musiałam. Chciałam pożyć z rodziną dopóki jeszcze mogę. Wyszłam z domu, ale nie zaszłam daleko. Moja zguba stała przy swoim samochodzie.
-Chyba nie myślałaś, że będziesz jechać autobusem, prawda? – chłopak uśmiechnął się do mnie. Podeszłam do niego i po prostu przytuliłam. Był dla mnie taki dobry. Pod maską złości i ironii był szczeniaczkiem, którego chce się głaskać. Ulokowałam plecak w bagażniku i usiadłam na miejscu pasażera. Już na samym początku patrzyłam się na niego bez przerwy. Myślałam, że on patrzy na drogę, ale chyba się pomyliłam, bo chwilę po takim patrzeniu roześmiał się. Ja oczywiście zarumieniłam się i spojrzałam gdzieś na szybę.
-Masz zamiar kiedyś wrócić? – spytał nieoczekiwanie. Co ja miałam mu powiedzieć? Że nie? Że od Mystic Falls ważniejsza jest rodzina? Odwróciłam głowę w jego stronę.
-Może za parę miesięcy, za rok – szepnęłam. Widać było, że nie pasuje mu ta odpowiedź. Ścisnął mocniej kierownicę i nacisnął mocniej gaz.
-Damon jak ci się spieszy to z tego miasta też mam autobus – powiedziałam, ale on zignorował moje słowa. Czułam, że nie zachowuję się do końca fair, ale co miałam zrobić? Milczeliśmy i milczeliśmy, to było nie do zniesienia.
-Jedno drzewo, drugie drzewo, trzecie drzewo… - zaczęłam liczyć w myślach. Jeszcze tyle drogi przed nami, a ja nienawidzę nic nie robić.
-Damon może mnie kiedyś odwiedzicie? W sensie Ty, Elena, Stefan, Caroline, Bonnie, Jeremy i Matt? – spytałam patrząc na niego, chyba ta propozycja też średnio mu się spodobała, bo zignorował mnie. Znów mnie zignorował. No niech go cholera! Wzięłam głęboki oddech i wkurzona obróciłam głowę. Znów te drzewa, nie ma nic ciekawszego na tej drodze?! Zrezygnowana zamknęłam oczy. Próbowałam zasnąć, ale to też mi nie wyszło. Siedziałam tak dobre pół godziny.
-Może cię odwiedzę – burknął w końcu. No nie możliwe!
-Ty jednak umiesz mówić?! – zdziwiłam się z pogardą. Wciąż byłam na niego zła.
-Jak tak reagujesz, to wolę się nie odzywać – prychnął, no niech go. Przez ponad godzinę się nie odzywał, a teraz tak mówi?
-Damon daj spokój – mruknęłam i spojrzałam na niego. Coś było w jego błękitnych oczach. Jakieś uczucie, ale nie umiałam tego rozpoznać. Znów się na niego gapiłam.
-Zrób sobie zdjęcie, będziesz mogła sobie powiesić nad łóżkiem w LA – zaśmiał się. Za ten tekst walnęłam go w ramię. Usłyszałam tylko krótkie, ale za to „Ała” i zobaczyłam minę zbitego psa. Jak już zaczęliśmy normalnie rozmawiać zobaczyłam, że dojeżdżamy. Chyba nie chciałam kończyć tej podróży, mimo to nie miałam wyboru. Pokierowałam Damon’a by dojechał pod mój dom. Brukową drogą dojechał pod nie za duży jednorodzinny domek. Beżowe ściany z odcieniem błękitu odbijały się od zieleni trawy i różu pelargonii na oknach i tarasie. Otworzyłam drzwi i chciałam już wychodzić.
-Zapomniałam! – powiedziałam i chciałam dać mu buziaka w policzek. Jednak on na moje słowa obrócił głowę i policzek zamienił się w usta. Odskoczyłam jak oparzona i od razu oblałam się rumieńcem.
-Dziękuję za podwiezienie – powiedziałam szybko, on odpowiedział mi tylko uśmiechem. Było mi strasznie głupio, więc szybko zabrałam plecak i zamknęłam drzwi samochodu. Dalej zarumieniona weszłam na schodki tarasu i opierając się o śnieżnobiałą barierkę patrzyłam jak odjeżdża. Dopiero gdy nie widziałam na horyzoncie samochodu Damon’a zauważyłam, że trzymam palce na moich ustach. Pokręciłam głową i weszłam do domu. W sumie chciałam wejść, bo szybko przypomniałam sobie, że ktoś musi mnie zaprosić, a ja przecież nie byłam właścicielem domu. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Jakie szczęście, że otworzył mi Jack, konkubent mojej mamy. Facet przed pięćdziesiątką, już siwy, schludnie ubrany w koszulę i czarne spodnie.

-Wejdź Jordan – uśmiechnął się do mnie mrużąc swoje zielone oczy. Weszłam do domu również się z nim witając. Położyłam plecak na jasnych deskach parkietu i ruszyłam w stronę kuchni, w której kręciła się moja mama. Moja rodzicielka, Audrey, wyglądała 15 lat młodziej od Jack’a. Długie włosy, koloru jasno brązowego. Była moją przyjaciółką, ale wiedziałam, że jednej rzeczy nie mogę jej powiedzieć dotyczącej wyjazdu. Będzie mi ciężko ukryć mój wampirzyzm przed nimi. Przywitałam się z nią i ruszyłam do mojego pokoju. Byłam z niego dumna, bo był ogromny. Turkusowe ściany wymieszane ze śliwkowymi dodatkami idealnie podkreślały moją energię. Włączyłam laptopa i rozłożyłam się wygodnie na łóżku. Mama musiała posprzątać i wyprać mi pościel, bo pachniała kwiatami. Jeszcze dobrze mi się laptop nie włączył, a już dostałam wiadomość od Brooke. To była… Jest moja dobra koleżanka, bo przyjaźnią boję się to nazwać. Była bardzo ładną dziewczyną. Brązowe włosy, które na końcach stawały się blond,  sięgały jej prawie do pasa. Jej duże oczy zawsze wypatrzyły jakąś fajną rzecz w sklepie. Chciała byśmy poszły dziś na imprezę, co oznaczało, że za godzinę będzie u mnie z ciuchami, by mnie wyszykować. Jak dobrze jest być w domu. Żadnych problemów i spokój. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam wierząc, że jest to Brooke. Pomyliłam się, ale to jak bardzo się pomyliłam. Za drzwiami stał…

****
Przepraszam za taką przerwę, ale już się ogarnęłam i wstawiam! Dziękuję za komentarze. Jak obiecałam San postarałam się dodać więcej opisów. Ciekawe czy mi wyszło. Miłego czytania i komentowania kochani ! :)