sobota, 31 sierpnia 2013

numer 12

-Widzę, że już sobie znalazłaś pocieszenie – warknął Cody i odciągnął Damona ode mnie.
-Mnie tak nie całowałaś, byłaś przy mnie bo jego nie było wtedy?! Dlatego chcesz zostać wampirem tak?! – krzyknął patrząc na mnie ze łzami w oczach, patrzyłam i nie wiedziałam do końca co powinnam powiedzieć.
-Cody naprawdę cię lubię, ale nie jako przyszłego partnera – spojrzałam na niego trochę jakbym się wstydziła, albo bała. Damon nie dał mi ani chwili na przemyślenia. Złapał wilka za szyję i boleśnie pchnął nim o drzewo.
-Proszę przestań – podeszłam do nich i złapałam wampira za nadgarstek, nie starałam się go odciągnąć, liczyłam, że sam zrozumie o co mi chodzi. Odpuścił, ale odszedł wściekły do samochodu, widziałam, że nadal boli go rana w plecach. Spojrzałam na Cody’ego.
-Przepraszam, nie chciałam, żeby tak wyszło – chciałam położyć rękę na jego ramieniu, ale on tylko prychnął i odszedł odtrącając moją rękę.  Chwilę stałam i patrzyłam jak idzie. Wiedziałam, że bardzo go zraniłam, a przecież nie taki cel miałam. Chciałam przecież przez chwilę zapomnieć o Damonie, ale nie udało się. Podeszłam do samochodu, by zobaczyć ranę chłopaka. Widziałam, że cały czas sączy się z niej krew.
-Czemu się nie wyleczyła? – spytałam i zaczęłam rozpinać mu koszulę.
-Hej poczekaj pójdziemy do sypialni, chociaż na masce samochodu też nie będzie źle – zażartował i objął mnie w talii. Skarciłam go wzrokiem i zaczęłam zsuwać mu koszulę z ramion. Rana wyglądała strasznie, nie mógł być to zwykły drewniany kołek.
-Musiał być z werbeną i jego śliną. Był przygotowany specjalnie dla mnie, czemu ja mu jeszcze nie skręciłem karku? – warknął, nie mógł spojrzeć na ranę, ale może to i lepiej, bo wyglądała strasznie. Chciałam zrobić mu opatrunek, ale było to w takim miejscu, że nie miałam szans.
-Chodź do domu, ja poprowadzę, a ty postaraj nie zabrudzić sobie tapicerki – wsiadłam po stronie kierowcy mimo tego, że Damon bardzo dobrze ukazywał swoje niezadowolenie. Dawno nie jeździłam mam nadzieję, że nic nie zepsuję, bo chyba by mnie zabił. Mimo moich obaw dojechaliśmy pod rezydencję.
-Co się stało? – spytała Elena widząc stan chłopaka. Wyglądał coraz gorzej, bardzo zbladł, a zimny pot spływał mu po twarzy. Stefan wziął jego rękę i przełożył sobie przez kark prowadząc Damona na łóżko. Gdy już dotarł do niego i usiadł spojrzał na mnie.
-Stefan, Elena, wyjdźcie – praktycznie rozkazał im. Co on kombinuje? Trzeba pomyśleć co zrobić z raną.
-Jordan… Czy mogę napić się twojej krwi? – spytał mnie, byłam w sumie trochę zszokowana, ale wiedziałam, że ma racje. Zawsze mu pomagała, więc dlaczego tym razem miałaby nie pomóc? Nic nie odpowiedziałam tylko zabrałam włosy z szyi i przechyliłam lekko głowę. Gdy wbił we mnie swoje kły nie mogłam się opanować. Wydobył się ze mnie stłumiony i delikatny jęk, Damon najwidoczniej usłyszał to, bo czułam jak się uśmiecha. Gdy już wypił trochę krwi zaczął całować moją szyję, delikatnie muskał moją talię palcami.
-Damon przestań – mruknęłam, choć wcale nie chciałam, by to zrobił. Położył mnie na łóżku i zaczął całować dekolt. Nie mogłam mu na to pozwolić, my nawet nie byliśmy parą, chyba. Nie, to nie czas i nie miejsce.
-Damon stop – powiedziałam tym razem wystarczająco dosadnie, bo podniósł się i spojrzał na mnie.
-Przecież tego chcesz – w sumie miał rację, ale miałam swoje zasady, których nie chciałam łamać. Seks z niedawno poznanym facetem, który po prostu mnie pociąga raczej nie był wskazany dla mojej moralności.
-Damon, to byłby mój pierwszy raz – wyznałam w końcu, prawie przez to spaliłam się ze wstydu, a przecież tak nie powinno być, to była moja duma, coś, czego nikt mi jeszcze nie zabrał. Zostawione dla tego jedynego i wyjątkowego. To takie staroświeckie, wiem, ale zawsze marzyłam o tym idealnym, tym, który zamąci mi w głowie. Fakt, Damon był taki, ale niech da mi trochę czasu. Dla niego to nie problem, przespał się chyba z całą kulą ziemską. W sumie nie do końca mi to pasowało, ale przecież nie cofnę 150 lat jego zabawy. To co chciał zrobić, ja… Ja byłam zupełnie nowa w tych sprawach, to że się zabawiałam facetami, to nie znak, że wskakiwałam im do łóżka. Hamowało mnie trochę to, że mogę okazać się beznadziejna, przecież on ma porównanie, ja nie. Patrzyłam na niego niepewnie, ale nic mi nie odpowiedział, ucałował mnie delikatnie i po chwili poszliśmy spać. Już dwie godziny później przebudziłam się, bo Damon strasznie się kręcił. Dopiero jak wstałam to zauważyłam, że to było raczej wicie się z bólu. Po jego czole spływały krople zimnego potu, a on sam nie mógł wydobyć z siebie żadnego słowa. O nic nie pytałam tylko rozgryzłam nadgarstek i podałam mu trochę swojej krwi.
-Rana – wycedził przez zęby, niewiele pomogło to co przed chwilą zrobiłam. Przekręciłam go na brzuch i krzyknęłam z przerażenia. Z rany cały czas sączyła się krew zmieszana z ropą. Tkanka wokół niej była czarna, jakby martwicza, a połowa pleców czerwona od stanu zapalnego. Pobiegłam szybko do pokoju Stefana i zawołałam ich.
-Moja krew pomaga mu już tylko odrobinę – spojrzałam ze zmartwieniem na bezwładnego chłopaka. Z minuty na minutę wyglądało to coraz gorzej. Po moich policzkach mimowolnie spływały łzy, nie mogłam tego opanować.
-Jedź do Cody’ego i dowiedz się co to było za gówno – Stefan ukląkł przy bracie, a Elena pobiegła po woreczki z krwią, tylko to mogło na chwilę pomóc mu w cierpieniu. Byłam wściekła, tak bardzo, że w parę minut dotarłam pod dom wilkołaka. Otworzył mi trochę zmieszany, ale gdy zauważył moją minę wpuścił mnie do środka.
-Co to było?! Czym oblałeś kołek?! – krzyknęłam na niego, gdy on spokojnie siadał na kanapie.
-Więc dlatego przychodzisz? Myślałem, że znów cię zranił, jak zwykle – mruknął beznamiętnie, miałam ochotę mu przyłożyć, ale usiadłam obok niego i spojrzałam mu głęboko w oczy.
-Dziś to ty mnie zraniłeś – moje słowa mocno zabolały chłopaka, automatycznie łzy pojawiły się w jego oczach, wiedziałam, że to jedna z ostatnich rzeczy, które chciał.
-Przepraszam – wyszeptał odwracając ode mnie wzrok. Złapałam go za podbródek i obróciłam w moją stronę, tak by spojrzał na mnie.
-Cody, wiem, że schrzaniłam naszą znajomość, nie chciałam tego. Jesteś fantastycznym facetem, idealnym dla mnie, tylko brakuje nam jednej rzeczy. Nie ma tej obezwładniającej chemii, która zwala z nóg, która prawie wyrywa serce z piersi. Uwierz mi, że bardzo się starałam, ale nie potrafię. Wiem, że to oklepane i pewnie obrazi cię to, ale bardzo chciałabym byśmy byli przyjaciółmi, nie chciałabym, abyś odchodził z mojego życia – po tym jak skończyłam delikatnie ucałowałam jego usta w ramach jakby pożegnania tej relacji. Widziałam jego niezadowoloną minę, ale to jedyne co mogłam mu zaproponować.

-Kochasz go, prawda? – wysyczał gładząc mój policzek, rozmowa o nim przychodziła mu bardzo ciężko, ale musi się z tym pogodzić.

wtorek, 27 sierpnia 2013

numer 11

Wampir pomógł mi usiąść na sofie.
-Jak to? – spytałam niedowierzając w poprzednie słowa wiedźmy.
-Elena stwierdziła, że lepiej jej będzie z Damonem więc tak zrobiła, co tu dużo tłumaczyć? Trzy dni tam siedziałaś, więc dużo się pozmieniało – Stefan wyglądał jakby zaraz miał stracić nad sobą panowanie, widać było, że jego serce nie było gotowe na rozstanie z Eleną, ale chwila. Ile ja tam byłam?! Trzy dni?! Usłyszałam cichy śmiech Eleny obróciłam głowę w stronę drzwi, które otworzyły się. No tak Stefan miał rację, moja przyjaciółka i jej nowy chłopak, a mój obiekt fatalnego zauroczenia, trzymali się za ręce. Uśmiech z twarzy brązowookiej zszedł dopiero gdy zobaczyła mnie. Brudną, ze zmierzwionymi włosami, wycieńczoną.
-Co ci się stało? – Damon podszedł do mnie i zmarszczył brwi.
-Musiałam poukładać sobie pewne sprawy, ale teraz wiem, że nie było o czym myśleć – mruknęłam rozżalona. Podniosłam się i ruszyłam w stronę drzwi.
-Stefan dziękuję za pomoc – starałam się uśmiechnąć do niego, ale to było dla mnie za dużo.
-Poczekaj odwiozę cię – szybko podniósł się z fotela i zabierając ze sobą jedynie woreczek krwi, który notabene oddał po chwili mnie. Nie pożegnałam się z nikim, nie czułam takiej potrzeby. Wsiadłam do samochodu Stefana pijąc krew jak oranżadę przez słomkę. Bardzo chciało mi się płakać i miałam nadzieję zostać gdzieś sama. Stefan ruszył, ale gdy tylko z horyzontu zniknęła nam rezydencja zatrzymał się na poboczu.
-Jordan nie ma co za nim płakać – spojrzał na mnie i ujrzał samotne łzy płynące po moich policzkach.
-Stefan, ja… Ja myślałam, że dobrze robię, ale… Jak sobie wszystko przemyślałam uświadomiłam sobie, że się w nim strasznie zauroczyłam. Co chwilę łapię się jak myślę o nim, to przez niego nie mogę się skupić na niczym. Czuję się beznadziejna… Po co ja to wszystko robię, skoro uważam, że i ja powinnam zginąć – nie patrzyłam na niego, nie chciałam, rozpłakałabym się jeszcze bardziej. W końcu i on cierpiał przez stratę Eleny, a ja mu gadam o swoich problemach. Co ze mnie za egoistyczna świnia. Stefan pogładził moje ramię.
-Jordan będzie dobrze. Nie wiem dlaczego stało się tak jak stało. Myślałem, że z Damonem będziecie tworzyć parę mimo tych wybryków Silvi, ale to chyba ja najbardziej tu zawiniłem, bo nie zachowywałem się normalnie ostatnio – mruknął prawie do siebie. Delikatnie starałam się do niego uśmiechnąć.
-Nie przejmuj się Stefan. Jesteś naprawdę fantastycznym facetem Elena w końcu to zrozumie – ruszyliśmy dalej, nie chciałam, by Stefan jeszcze bardziej posmutniał. Weszłam do domu Cody’ego, który wyraźnie ucieszył się na mój widok.
-Strasznie się o ciebie martwiłem – przytulił mnie mocno i spojrzał mi w oczy.
-Czemu jesteś taka brudna? Zrobię ci kąpiel – dlaczego on jest aż tak przesadnie miły? Może powinnam zacząć go doceniać? Umyłam się i ubrałam w czyste ubranie, Cody na dole oglądał telewizję. Położyłam się więc na sofie i położyłam głowę na jego kolanach. Patrzyłam na ekran, ale nawet nie wiem co mogło lecieć. Słowa, które wypowiadali aktorzy wlatywały i wylatywały mi z uszu. Byłam zmęczona, pełna skotłowanych myśli. Chciałam wiedzieć, co powinnam czuć, co powinnam robić. Losy świata ważyły się, a ja nie byłam pewna swoich umiejętności. W sumie byłam pewna, nic nie potrafiłam. Przesunięcie głazu przez trzy dni to żaden wyczyn. Jestem beznadziejnym bohaterem. Widząc to, że milion myśli zakrząta mi głowę, Cody położył dłoń na mojej talii i delikatnie zaczął ją gładzić. To nie był ten sam dotyk, co Damona. Brakowało dreszczu, szybszego bicia serca, tego, że pragnęłam więcej i więcej. Chciałam poczuć to jak muska moją szyję, delikatną chropowatość jego policzków, zobaczyć jak błękitne oczy przeszywają moją duszę. Gdy Czarnowłosy dotykał mojej skóry z trudem powstrzymywałam podniecenie, które we mnie wywoływał, a Cody… Niby fajny facet, zawsze pomocny, dbał o mnie, jednak on sam nie wywoływał we mnie takich emocji jak Damon.
-Wiesz już jaką rasą będziesz chciała zostać? – spytał, chyba nie wiedział jak zacząć rozmowę.
-Ja? Chyba człowiekiem… Albo wampirem – to ostatnie dodałam po dłuższej chwili. Przekręciłam głowę, by spojrzeć na reakcję Cody’ego. Nie była ona taka jakiej oczekiwałam.
-Chcesz być tym krwiopijcą? Mordercą? – mruknął niezadowolony. To chyba jakiś żart?! Jak on mógł tak powiedzieć?
-Chciałam cię uświadomić, że ja już jestem tym mordercą – warknęłam i podniosłam się z sofy.
-A jutro przyjdę po rzeczy – dodałam wychodząc za drzwi, nie chciałam go słuchać, przelał czarę goryczy, a ja nie miałam zamiaru na niego patrzeć. Ja mordercą?! Chyba geny wilka źle na niego działają. Ruszyłam przed siebie, świetnie będę musiała wrócić do rezydencji, bo gdzie mam się podziać przez całą noc? Zrezygnowana ruszyłam w stronę klifu. Po drodze odpaliłam papierosa, to już chyba nawyk, bo wcale nie pomagały odkąd zostałam… Krwiopijcą(?). Szłam patrząc na zachodzące słońce. Już powoli dochodziłam do klifu, ale zauważyłam Damona. No świetnie tego mi teraz jeszcze brakowało. Powoli zaczęłam się cofać mając nadzieję, że mnie nie usłyszał.
-Cześć Jordan – powiedział nawet nie obracając się w moją stronę. No tak teraz to się nie wymigam.
-Cześć – mruknęłam i ruszyłam w jego stronę. Usiadłam obok, a on podał mi butelkę Burbona. Piłam nie odzywając się słowem.
-Czemu siedzisz sam? – spytałam po chwili milczenia. On zabrał jedynie butelkę ode mnie i napił się.
-Elena znów jest ze Stefanem – powiedział patrząc się w dal. W sumie ani razu nie spojrzeliśmy na siebie.
-Przykro mi – wcale mi nie było przykro, cieszyłam się. Choć w sumie to szczęście Damona powinno wywoływać takie emocje we mnie. Znów zachowuję się jak egoistka.
-Mnie nie jest przykro. Przekonałem się, że już jej wcale nie kocham – stwierdził patrząc na mnie. Nie kocha? To dziwne, byłam przekonana, że on dalej czuje coś do niej.  Uśmiechnęłam się lekko.
-A ja nie mam gdzie nocować – mruknęłam niezadowolona i wyciągnęłam kolejnego papierosa.
-Przecież mieszkasz u Azora z tego co pamiętam  - roześmiałam się słysząc takie określenie. Damon wyraźnie go nie lubił.
-Powiedział mi, że jestem krwiopijcą i mordercą, to wyszłam – wzruszyłam ramionami, a on podniósł się wściekły. Szybko stanęłam przed nim i złapałam go za ręce w okolicy łokci.
-Nikt nie będzie tak do ciebie mówił – warknął patrząc na mnie. Jego oczy ukazywały złość.
-Przestań Damon, przecież nic się nie stało, po prostu teraz muszę wrócić do LA – chyba dopiero sobie uświadomiłam, że  nie powinnam tu nawet być. Wyminęłam go i oparłam się o maskę samochodu. Długo nie obracał się do mnie, ale w końcu to zrobił.
-Naprawdę chcesz tam wrócić? – spytał podchodząc do mnie tak blisko, że musiałam lekko usiąść na masce.

-Wiesz przecież, że nie chcę. Wolałabym zostać tutaj… Z tobą – ostatnie słowa wyszeptałam mając nadzieję, że nie usłyszał. Powinnam się czasem ugryźć w język. On uśmiechnął się, no tak jednak usłyszał. Lekko zarumieniłam się i spojrzałam w bok. Damon położył dłonie na masce przybliżając się do mnie, chciałam odwrócić głowę by na niego spojrzeć, lecz zanim to zrobiłam czarnowłosy pocałował mnie. Znów ten dreszcz, za każdym razem gdy czułam, że jesteśmy blisko. Moje serce zaczęło wariować. Oddawałam pieszczotę równie namiętnie jak ją dostawałam, a palce wplotłam w czarne włosy wampira. Tak, to było nie do porównania z tym co czułam przy Cody’m. Damon pochylił się jeszcze bardziej kładąc mnie na masce. Dobrze, że była chłodna, bo moja krew już wrzała w żyłach. To było jakbym wstąpiła do raju, takiego tylko dla mnie i Damona, bo mam nadzieję, że czuje to samo co ja gdy mnie całuje. Oderwaliśmy się od siebie, ale on nic nie powiedział. Usłyszałam syk bólu, który wydobywał się z jego ust. Sięgnął do tyłu i wyciągnął coś z pleców. Dopiero później zauważyłam co, zakrwawiony kołek.

środa, 14 sierpnia 2013

numer 10

Padłam na łóżko błagając o chwilę wytchnienia. Przydałoby się trochę mniej dramatów i romansów. Czy mój mózg może pojąć, że Cody jest dla mnie odpowiedni? Opiekuńczy, miły, a w dodatku przystojny? Nie to co Damon, który cały czas jest zakochany w Elenie. Ciężko mi było zasnąć. Spojrzałam na pierścionek na lewej dłoni, Lapis lazuli błyszczał na moim palcu przypominając mi, że jestem wampirem. Westchnęłam głęboko, a wypuszczając powietrze mruknęłam „Damon draniu”.  Zasnęłam dość szybko, śniła mi się Elena błagająca o to bym wróciła. Obudziłam się zapłakana. Wzięłam szybki prysznic i wyszłam w samym ręczniku, by poszukać ubrań. Damon siedział na łóżku, no tak mogłam się tego spodziewać.
-Mógłbyś zapukać chociaż – warknęłam na niego i otworzyłam mu drzwi by wyszedł.
-Przeciąg robisz, przeziębisz się, lepiej się ubierz – uśmiechnął się patrząc na mnie. Zapragnęłam coś sprawdzić. Usiadłam seksownie na łóżku, oparłam się na łóżku  dłońmi i przybliżyłam się do niego. Najwyraźniej bardzo mu się to spodobało, bo oparł dłoń o moją talię.
-Elena pisała, że nie układa jej się ze Stefanem, nie chcesz do niej wrócić? – spytałam patrząc na jego reakcję. Jego mina wcale się nie zmieniła.
-Stefcio i Elena doskonale dadzą sobie radę – przybliżył się do mnie. Boże, muszę się opanować, serce wali mi  jak oszalałe. Nie mogłam się ruszyć z miejsca. Patrzyłam na jego błękitne oczy. Przekręcił się tak, że byłam na dole.
-Damon –udało mi się wyszeptać zaciskając palce na jego nagim torsie.
-Sama przecież tego przed chwilą chciałaś, nie? Lubisz mnie sprawdzać? W życiu byś nie zrobiła czegoś takiego bez powodu. Za pół godziny wyjazd, pakuj się – Damon warknął na mnie, od początku wiedział co się dzieje, więc nie mogłam uwierzyć w żadne słowo, które wypowiedział. Spojrzał na mnie ze złością. Podniósł się z łóżka i trzasnął drzwiami, znów go zawiodłam, czemu ja to cały czas robię? Szybko się ubrałam i spakowałam wszystko. Stanęłam przy drzwiach kierowcy, by wampir nie miał jak mnie minąć. Stanął przede mną i chwilę się na mnie popatrzył, a potem po prostu wziął mnie na ramię i przestawił. Byłam zażenowana całą sytuacją, wsiadłam na miejsce pasażera i czekałam aż dojedziemy. Po pewnym czasie wjechaliśmy do gęstego lasu, teraz musieliśmy już iść na pieszo.
-To tu – zakomunikował Damon i pokazał na chatkę. Musiałam wejść tam sama, a tak bardzo się bałam. Weszłam, w środku było ciemno. Miałam złe przeczucia, byłam prawie pewna, że nie dam sobie rady, a przeze mnie stanie się coś strasznego.
-Witaj Jordan – usłyszałam damski głos z ciemnego kąta. Bałam się jej, nie wiem dlaczego.
-Nie będę owijać w bawełnę. Powiem ci co musisz zrobić, ale najpierw musisz mi udowodnić jaką jesteś czarownicą – no to świetnie, nie potrafię podnieść piórka, a co dopiero pokazać czy jestem dobrą czarownicą. Kobieta dała mi 10 minut na zastanowienie się, czy to jest odpowiedni moment. Wróciłam do Damona i odpaliłam papierosa.
-Nie dam rady – szepnęłam zaciskając pięść na spodniach. Damon spojrzał na mnie i nic nie powiedział.
-Wróćmy do Mystic Falls chcę by Silvia mnie jeszcze uczyła – poprosiłam i wróciłam do domku by przekazać wiadomość kobiecie, której nawet nie widziałam na oczy. Byłam załamana tym, że nie jestem w stanie uratować niczego, ani nikogo, tym bardziej siebie. Nie chciałam patrzeć na Damona, paliłam papierosa za papierosem, tylko to  było mnie w stanie odprężyć. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu i zacząć na nowo uczyć się magii. Problem w tym, że emocjonalnie byłam jeszcze bardziej rozbita niż ostatnio. Podróż szybko mi minęła, Damon dalej się do mnie nie odzywał, więc po prostu poszłam spać. Obudziłam się gdy wysadzał mnie pod domem Cody’ego. Nie wiem dlaczego tam, nie chciałam już pytać.
-Przyjdę jutro do was – zakomunikowałam, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi. Wilkołak ucieszył się, że jestem już w domu, szczególnie, że byłam tam z Damonem.
-Czego się dowiedziałaś? – spytał przynosząc mi woreczek z krwią.
-Że muszę jeszcze poćwiczyć zanim wrócę i czegoś się dowiem – odpowiedziałam i oparłam głowę o jego ramię. Czy naprawdę Damon jest taki okropny? Przecież czuję dreszcze jak na niego patrzę, jak mnie dotyka.
-Ja… Wrócę za parę dni. Muszę się podszkolić – mruknęłam do Cody’ego i szybko wyszłam z domu. Zadzwoniłam do Stefana, mieliśmy się spotkać na klifie, dobrze, że on też wiedział gdzie to jest.
-Co się dzieje? – zapytał gdy stanęłam tuż przed nim. Wzięłam go za rękę i ruszyliśmy do pewnej jaskini, tuż przy wyjściu stał ogromny głaz.
-Muszę się odizolować, nauczyć magii sama. Przesuń ten głaz, wyjdę dopiero wtedy, gdy się nauczę – poprosiłam, ale on chyba nie podzielał mojego entuzjazmu. W końcu mogłam tam zginąć, bez krwi, bez innych niezbędnych rzeczy. W ciemności, sama, beznadziejna, bez jakichkolwiek umiejętności. To nie mogło skończyć się dobrze.
-Oszalałaś, nie nauczysz się magii w 15 minut, nie możesz tak ryzykować – Mimo jego wątpliwości udało mi się go namówić. Już po chwili siedziałam sama, w totalnych ciemnościach. Stefan obiecał, że nie powie nikomu gdzie jestem i że się ze mną widział. Mam nadzieję, że dotrzyma obietnicy. Zabrałam się do pracy, próbowałam przesunąć kamień siłą woli, tak jak było z piórkiem. Mijały minuty, godziny, a kamień nie przesunął się nawet o minimetr. Wiedziałam, że nikt mnie stąd nie uwolni, sama musiałam stawić czoła wyzwaniu. Kim ja tak naprawdę powinnam zostać? Człowiekiem, wiedźmą, wilkołakiem, czy wampirem? Dlaczego muszę wybierać? Może powinnam zginąć jak inne hybrydy? Nikt by za mną nie tęsknił i tak. Byłam coraz bardziej sfrustrowana całą sytuacją. Nie mogłam sobie poukładać nawet życia, zrozumieć tego co naprawdę czuję. Dlaczego Damon wywołuje u mnie takie emocje?! Wściekłość sięgnęła granic, skupiłam się jeszcze bardziej na tym co robię i nagle usłyszałam szuranie kamienia. Tak! W końcu mi się udało! Niestety kamień ruszył się tylko o parę centymetrów, co nie pozwalało mi wyjść. Moje następne próby zdecydowanie nie należały do udanych. Czułam się coraz bardziej senna, mój umysł przestał normalnie reagować, a w dodatku z wysiłku czułam się coraz bardziej głodna. Maksymalne skupienie Jordan! Jak nie teraz to już nigdy stąd nie wyjdziesz. Zamknęłam oczy i udało się. Kamień odsunął się całkowicie, sukces.
-Głaz 0, Jordan 1! – krzyknęłam do siebie. Wybiegłam z jaskini, nie byłam pewna ile czasu zajęło mi to głupie przesuwanie kamienia. Biegłam przez las, liście kruszyły się pod moimi stopami, chciałam jak najszybciej powiedzieć Stefanowi, co zrobiłam. Dotarłam do rezydencji i wbiegłam bez pukania.
-Stefan! – krzyknęłam w poszukiwaniu wampira. Byłam bardzo zmęczona, wręcz skonana. Chciałam odpocząć jak najszybciej. W końcu młodszy brat zszedł na dół i spojrzał na mnie z wielką ulgą w oczach.
-Udało mi się ! – uśmiechnęłam się do niego i podeszłam by się przytulić, on zrobił to samo, ale mój stan ledwo pozwalał mi się trzymać na nogach. Stefan objął mnie w talii bym nie upadła na ziemię.
-No widzę zmiany się porobiły. Damon z Eleną, Stefan z Jordan – usłyszałam chichot Silvii. Kto z Eleną? Spojrzałam na Stefana, nie miał zadowolonej miny, więc musiała to być prawda. 

sobota, 20 lipca 2013

numer 9

Razem z Cody’m wróciliśmy do domu. Zachowywaliśmy się jak normalni… ludzie? Wydawało mi się, że to było to czego potrzebuję. Już parę dni mieszkałam u niego, uczyłam się magii, a chłopak opowiadał mi o nadnaturalnych stworzeniach. Jak jakaś ułomna dalej nie byłam w stanie podnieść tego głupiego piórka. Mimo sielankowej atmosfery zauważyłam pewien problem. Kończyły mi się woreczki z krwią, więc albo zacznę polować, albo muszę pójść do rezydencji. Sięgnęłam po telefon, by zadzwonić do Eleny, która w efekcie pojawiła się na ekranie mojego telefonu. Cóż za zbieg okoliczności, że dzwoni właśnie teraz.
-Cześć Jo, dawno się nie widziałyśmy, co się z tobą dzieje? – usłyszałam zmartwiony głos w słuchawce. Wydawało mi się, że zdaje sobie sprawę dlaczego się wyprowadziłam.
-Jakbyś nie wiedziała. Spotkajmy się w Grillu dziś to pogadamy – Cody spojrzał na mnie, ale chyba domyślił się, że rozmawiam z Eleną.
-Właściwie, to chciałabym, żebyś przyszła do nas. Chyba już wiemy jak sprawić, byś przeżyła, a jednocześnie uwolniła świat od hybryd – przyjaciółka wprawiła mnie w osłupienie, jak miałabym to zrobić? Swoją drogą z chęcią pozbyłabym się tego całego Klausa. Cody postanowił, że pójdzie ze mną, ostatnie wizyty w rezydencji przecież nie były zbyt szczęśliwe. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy lasem na spotkanie. Nie pukałam, po prostu weszłam do środka. Na kanapie siedzieli wszyscy oprócz Damona. Dopiero później zauważyłam go wychodzącego z kuchni ze szklaną pełną czerwonej krwi. Nie przywitałam się z nim, tylko usiadłam na wolnej kanapie z Cody’m, który objął mnie przysuwając bliżej. Czarnowłosy spojrzał na niego pogardliwie, chyba to nie będzie miła wizyta. Atmosfery to już siekierą nie dało się pociąć.
-Jest zaklęcie, które pozwoli ci wybrać, którą rasą będziesz, dzięki czemu będziesz mogła spełnić swoje proroctwo, a jednocześnie nie zginąć, bo wtedy już nie będziesz hybrydą – Elena uśmiechnęła się do mnie i podała mi szklankę z Burbonem.
-Co musimy zrobić? – Cody dosłownie wyrwał mi te słowa z ust.
-Ty psinko najlepiej idź do domu – warknął Damon, mimo tego jego wyraz twarzy nie wyrażał żadnych uczuć. Wilkołak chciał już coś powiedzieć, ale powstrzymałam go.
-Razem z Eleną przeczytamy dokładniej księgi, a ty i Damon musicie jechać do Pennsville, w okolicznych lasach jest wiedźma, która będzie potrafiła wykonać to zaklęcie, podobno – ostatnie słowa Stefan wypowiadał dość niepewnie. Oczywiście Silvia prychnęła głośno dając do zrozumienia, ze ona też dałaby radę, prawda była jednak inna.
-Ja pojadę z Jordan do Pennsville – wtrącił Cody. Zaczynały mnie poważnie denerwować ich potyczki.
-Powiedziałem ci idź stąd i nie wtrącaj się w sprawy dorosłych – Damon podniósł się i odłożył pustą szklankę.
-Chyba dawno żaden wilkołak cię nie zaatakował – Cody również wstał i podszedł bliżej do wampira. Zaczynało się robić coraz gorzej.
-Nie zdążysz mrugnąć nim skręcę ci kark – Damon był już wściekły, trzeba to było zakończyć, bo się pozabijają.
-Dosyć – krzyknęłam, a obaj odwrócili się w moją stronę.
-Cody jedziemy do domu, ja się spakuję, a ty Damon bądź po mnie za godzinę – rozkazałam i ruszyłam w stronę drzwi.
-Dziękuję – rzuciłam z uśmiechem w stronę Eleny i Stefana. Już niedługo później byłam w domu wilkołaka.
-Jak możesz jechać z tym chamem – mruknął niezadowolony robiąc sobie kanapki.
-Ten cham może mi pomóc, Cody, nie rozumiem czym się martwisz – kończyłam pakować swoje rzeczy. Zarzuciłam małą podróżną torbę na ramię. Chciałam jeszcze wyjść przed dom, by zapalić. Usiadłam na torbie i odpaliłam papierosa, już nie smakował tak jak kiedyś, ale co ja na to poradzę. Już po chwili przede mną zatrzymał się granatowy kabriolet. Czarnowłosy z ciemnymi okularami na oczach odwrócił głowę w moją stronę z zadziornym uśmiechem.
-Seksownie wyglądasz z tym papierosem – wysiadł z samochodu.
-Do kogo innego kieruj takie słowa – warknęłam i podniosłam się z bagażu. Zgrabnie ominęłam Damona siadając na przednim siedzeniu pasażera. Ruszyliśmy do Pennsville. To będzie męczące, bardzo. Po godzinie całkowitej ciszy postanowiłam włączyć radio. Ustawiłam je dość głośno, akurat leciała piosenka, przy której tańczyłam z Codym. Lekko uśmiechnęłam się sama do siebie przypominając sobie ten moment. Jego oczy, jego uśmiech, było cudownie, ale nie dostawałam przy nim dreszczy jak przy Damonie. To jednak nic nie znaczyło, nie miałam zamiaru cierpieć przez faceta, nie było takiej opcji.
-Więc już do końca życia nie będziesz się do mnie odzywać? To dla wampira trochę długo – nie wiem czy Damon chciał mnie rozbawić czy po prostu zagadać. Spojrzałam na niego zabójczym wzrokiem. Bardzo ciężko mi było złościć się na niego, ale nie mogłam mu pobłażać. Po około godzinie jazdy zatrzymał się przy leśnej uliczce. Ściągnął ciemne okulary, a palcami przetarł powieki.
-Musimy iść w głąb do jednego domu – mruknął jakiś zrezygnowany. Wysiadłam z wozu i ruszyłam za czarnowłosym. Szliśmy niecałe 15 minut, przed naszymi oczami ukazała się leśna chatka, cała z drewna. Damon otworzył drzwi  bez pukania, a mnie kazał czekać. Oparłam się o jedno z drzew i chciałam spojrzeć w niebo, lecz gęsty dąb mi na to nie pozwalał. Patrzyłam więc na zniszczone drewniane drzwi, w które wszedł Damon, nie byłam jednak w stanie ani nic zobaczyć, ani podsłuchać. Westchnęłam głośno i czekałam. Minęło 20 minut, dopiero wtedy usłyszałam skrzypienie zawiasów. Szybko odwróciłam się w stronę czarnej postaci, która wychodziła.
-Dłużej już nie można było?! – warknęłam na Damona i ruszyliśmy w stronę samochodu. Nawet nie byliśmy blisko, a chłopak zatrzymał mnie ręką. Zachowywał się jakby coś usłyszał.  Później już wszystko działo się bardzo szybko. Nawet nie wiem kiedy Damon przytrzasnął mnie do drzewa przytulając mocno. Chciałam na niego krzyczeć, ale ujrzałam postać za nim, ta osoba trzymała w ręku pistolet. Spojrzałam na chłopaka, a w jego oczach widziałam cierpienie.
-O nie – mruknęłam, wiedząc już co jest na rzeczy. Ten ktoś, kto strzelał uciekł, a Damon powoli osuwał się na ziemię.
-Nie, nie! – krzyknęłam, byłam spanikowana. Chciałam go przytrzymać, więc położyłam dłoń na jego plecach, na co on odpowiedział krzykiem. Bolało go, cierpiał… A ja nie wiedziałam jak mu pomóc. Spojrzałam na dłoń, którą wcześniej sprawiłam chłopakowi tyle bólu, była cała zakrwawiona. Szybko ściągnęłam z niego koszulkę, dobrze, że nie miał swojego obcisłego T-shirtu, który zdarza mu się nosić, bo w życiu by mi się nie udało tego zdjąć. Na umięśnionych plecach czarnowłosego ujrzałam głębokie rany, a w nich tkwiło coś drewnianego.
-To pociski z drewna, wyjmij je błagam – wiedziałam, że gdyby miał siłę wykrzyczałby to zdanie. Pięć dziur w jego plecach, jak miałam wyciągnąć to coś?! Z lekkim obrzydzeniem i zamkniętymi oczami włożyłam palce w ranę próbując wyciągnąć kulę, nie wiem czemu, ale mnie parzyła. Syknęłam z bólu, wiedząc, że jest niczym w porównaniu z tym Damona. Przy trzecim pocisku zauważyłam, że robią mi się rany na opuszkach palców. Zignorowałam to, chciałam pomóc czarnowłosemu, jak najlepiej jak najszybciej. Gdy wyciągnęłam tą ostatnią usłyszałam ciężkie westchnienie chłopaka.
-Dziękuję – mruknął do mnie, był jeszcze bardzo słaby, stracił dużo krwi i ta werbena, którą nasączone były pociski.
-Napij się mojej krwi – Zabrałam włosy z szyi i odsłoniłam ją by chłopak mógł się spokojnie wgryźć w moją tętnicę. Widać było, że ma wątpliwości, jednak zdecydował rozsądnie, mieliśmy jeszcze wiele kilometrów przed sobą. Jego kły przebiły moją skórę, mój oddech przyspieszył czując ciepłe wargi Damona. Tak dawno nie czułam ich miękkości. Delikatny, dosłownie minimalny zarost chłopaka drażnił moją wrażliwą na niego szyję. Zmrużyłam oczy, czując ogromną przyjemność, dreszcze przechodziły po moim ciele, nie podejrzewałam, że jak ktoś będzie pił moją krew, to będzie takie przyjemne, ale to mogła być zasługa osoby. Chłopak po chwili odsunął się ode mnie, a ja próbowałam się opanować. Przecież on wyrządził mi tyle krzywdy, powinnam być na niego wściekła, a nie czuć dreszcze przy najmniejszym dotyku. Otworzyłam oczy powoli się uspokajając, ale natrafiłam na wzrok wampira, moje serce na nowo zaczęło szaleć, a ja w myślach klęłam na siebie. Chciał mnie pocałować, ale ja szybko wstałam. Nerwowo podniosłam jego koszulę i otrzepałam się z liści.
-Mamy jeszcze daleką drogę przed sobą – boże ja głupia. Zamknęłam oczy próbując wymazać sobie z pamięci to wszystko. Bolało mnie to wszystko jak on ze mną postępował, ale bardziej bolało to, że ja lgnęłam do niego tak bardzo. Ruszyliśmy w stronę Pennsville. Znów nie odzywaliśmy się do siebie słowem, musnęłam palcami miejsce, w które Damon mnie ugryzł. Nie było po tym ani śladu, ale dalej czułam jego usta, jego zarost, jego całego. Zaczynało się ściemniać, widziałam, że chłopak był już zmęczony.
-Zatrzymajmy się w jakimś motelu – stwierdziłam widząc nerwowo zaciśnięte palce na kierownicy.
-Prześpij się tu, im szybciej dojedziemy tym szybciej będziesz mogła pływać nago ze swoim wilczkiem – skąd on o tym wiedział do cholery?! Przecież nawet Elenie tego nie mówiłam.
-Co ty wygadujesz? – zmarszczyłam brwi szukając odpowiedzi w jego twarzy.
-Nie wiem czy wiesz, że jezioro jest w lesie, niedaleko klifu? – nagle poczułam mocne szarpnięcie. Damon skręcił w stronę jakiś świateł. Motel, jednak się zatrzymał.
-Damon… - nie wiedziałam co powiedzieć. Czułam wielkiego gula w gardle, przez którego nie wydostały by się żadne moje słowa. Czarnowłosy wysiadł z samochodu, szybko ruszyłam za nim w stronę recepcji.
-Dwie jedynki – powiedział stanowczo do szczupłej kobiety siedzącej w okienku. Więc nawet pokoju nie weźmie ze mną, a przecież jeszcze przed chwilą chciał mnie pocałować. Co tu się dzieje? On ma większe wahania nastroju niż ja… Chociaż? Wniosłam bagaże do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. On widział mnie wtedy z Codym. Jak mogłam nie pomyśleć, że ktoś może mnie widzieć? Musiałam się napić, koniecznie, wyszłam do recepcji, a raczej chciałam tam iść bo zauważyłam Damona niosącego dwie butelki Burbona.
-Napijemy się tak jak kiedyś? – spytałam zagradzając mu drogę.
-Już nie będzie tak jak kiedyś – mruknął, ale mimo to dał mi do ręki butelkę. Miałam cichą nadzieję, że to zaproszenie więc poszłam za nim. Otworzył swój pokój i zaprosił mnie ręką do środka.
-Damon ja… - chciałam się wytłumaczyć. Nie wiem po co i dlaczego, on mi się nie tłumaczył ze swoich wyskoków.
-Nic nie mów, ja chcę się po prostu napić – usiadł na łóżku, a naprzeciw niego na podłodze. Otworzyłam butelkę Burbona.
-Za te gorsze chwile w życiu – wzniosłam toast i stuknęłam o jego butelkę. Upiłam łyk, a nawet kilka, gdy oderwałam się od alkoholu rozłożyłam się wygodniej wspierając się na łokciach.
-Damon, czy ty wierzysz w miłość? – zapytałam po dobrych paru łykach Burbona.
-Miłość to dziwka – mruknął opierając przedramiona na kolanach. Nic nie odpowiedziałam, bo nie było na co. Wydawało mi się, że kocha Elenę, przecież się nie pomyliłam. Dopiłam alkohol prawie do końca.
-Idę spać do siebie – mruknęłam próbując się podnieść. Czułam, że trochę kręci mi się w głowie. Wyciągnęłam z kieszeni paczkę papierosów i wysunęłam jednego.
-Dobranoc – mruknęłam praktycznie do siebie i wyszłam z jego pokoju. Cóż mogłam się spodziewać, że nawet nie odpowie. Na zewnątrz odpaliłam papierosa. Wejście do pokoi było na świeżym powietrzu, więc mogłam sobie na to pozwolić. Oparłam się o lekko spróchniałą, drewnianą barierkę i patrzyłam w światła odjeżdżających samochodów. Spokojnie zaciągnęłam się trującym dymem. Nie wiem, czy była to wina alkoholu, czy naprawdę czułam coś do Damona, ale chciałam wrócić do niego i tam już zostać. Tymczasem od kiedy powiedział mi, że widział mnie i Cody’ego jest na mnie wściekły. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Odwróciłam się i zobaczyłam Damona, oparłam się plecami o barierkę. Na biodrach miał tylko przepasany ręcznik, a z włosów figlarnie kapała mu jeszcze woda na umięśnioną klatkę piersiową.
-Zostawiłaś telefon, dzwonił wilczek, to powiedziałem mu, że jesteś zajęta mną – próbował się uśmiechnąć, ale średnio mu wychodziło. Dziwnym trafem nawet się nie wkurzyłam. Podeszłam do niego nie mogąc nacieszyć się jego widokiem. Po drodze wyrzuciłam papierosa. Czułam zapach jego ciała, tak bardzo chciałam się do niego teraz przytulić. Wzięłam telefon w ręce i uśmiechnęłam się.
-Dziękuję – powiedziałam patrząc się na chłopaka.
-Idź się tłumaczyć teraz swojemu chłoptasiowi. Dobranoc – Damon tak po prostu odwrócił się i wszedł do pokoju zatrzaskując mi drzwi przed nosem. Prychnęłam głośno tak by usłyszał. Spojrzałam na telefon i odczytałam SMSy. „Baw się dobrze” przeczytałam tego od Cody’ego. No tak, jakbym coś takiego usłyszała jak on też bym tak ironicznie podchodziła. Natrafiłam na SMS od Eleny. Żaliła się w nim, że coś jest nie tak ze Stefanem i chyba już nie chce z nim być. Takie problemy nie były na moją głowę teraz. Zadzwoniłam natomiast do Cody’ego by wyjaśnić sytuację.

-Już nie jesteś zajęta Damonem? – usłyszałam wkurzony głos w słuchawce. Długo nie zajęło mi tłumaczenie się. Pod koniec rozmowy poprosiłam go, aby zajął się Eleną. Coś musiało być naprawdę nie tak.

niedziela, 30 czerwca 2013

numer 8

Sytuacja coraz bardziej mnie przytłaczała, a Stefan dalej nie rozumiał o co chodzi. Objął mnie ramieniem czekając aż zacznę coś mówić.
-To prawda. Nie uratuję świata tylko stworzę jedną wielką katastrofę, a Damon… Dla Damon’a i tak nic nie znaczę. Nic nie potrafię, nawet podnieść głupiego piórka – patrzyłam w ziemię czując moc słów, które wypowiedziałam. Ciążyły mi na sercu za mocno. Ściskały tak, że brakowało mi oddechu.
-Silvia? – spytał, a ja jedynie kiwnęłam głową. Po chwili oboje usłyszeliśmy otwierane drzwi, ale nie ruszyliśmy się z miejsca. Stefan przytulał mnie jak prawdziwy przyjaciel. Otworzyły się drzwi do pokoju chłopaka. Stanęła w nich Elena, a zaraz za nią Damon. Oboje byli zdziwieni, czy może zawiedzeni, ale gdy zobaczyli moją twarz szybko im przeszło. Elena podeszła do mnie i mnie przytuliła. Pytała co się stało, ale chciałam zostać sama. Poprosiłam, by mnie zostawili, a ja weszłam do pokoju. Moja prośba jednak nie była spełniona. Pięć minut później do pokoju wszedł Damon.
-Jo znaczysz coś dla mnie, nie mów, że nie – i tak nie chciałam go słuchać. Chciał mnie przytulić ale odepchnęłam go.
-Damon przyjaźń to wszystko co nas może łączyć – chłopak po moich słowach zesztywniał. Zauważyłam zalążki łez w jego oczach. Wyszedł trzaskając drzwiami, był wściekły i smutny, to wiedziałam. Postanowiłam, że się wyprowadzę. Na kilka dni, by poukładać sobie wszystko w głowie. Spakowałam walizkę, ale nawet nie widziałam gdzie pójdę. Po prostu wyszłam stamtąd. Nie chciałam oglądać Silvi, nie chciałam pamiętać jej słów. Chciałam po prostu odpocząć. Szłam piaskową drogą przez las, zapłakana, z walizką.
-Jordan! – usłyszałam krzyk za sobą, nie odwróciłam się, nie chciałam z nikim rozmawiać. Mimo to osoba, która mnie wołała podbiegła do mnie. To był Cody, no tak przecież zawsze tu biega, ale nie chciałam go teraz spotkać.
-Gdzie idziesz? Stało ci się coś? – spytał widząc moją twarz. Był zmartwiony, od razu zabrał ode mnie walizkę i objął mnie w talii.
-Muszę gdzieś się przenieść na parę dni – mruknęłam smętnie. Cody pogładził mnie dłonią. Zapewnił mnie, że mogę u niego nocować, zgodziłam się bo co miałam zrobić? Już chwilę później byłam w niewielkim beżowym domku i siadałam na brązowej sofie. Cody całą drogę próbował mnie rozśmieszyć i co z tego, skoro i tak byłam bliska płaczu? Mój telefon zabrzęczał, chyba pierwszy raz od mojego pierwszego przyjazdu tutaj. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Eleny. Długo zastanawiałam się czy odebrać, czy nie, jednak nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Jo gdzie jesteś? – spytała zmartwionym głosem.
-Ja muszę odpocząć, nie dzwońcie proszę – przełknęłam łzy i rozłączyłam się. Cody patrzył na mnie ze skupieniem, zastanawiał się pewnie jak do mnie dotrzeć i co mi się stało. Ruszył się z miejsca i przyniósł butelkę wina i dwa kieliszki.
-Może chociaż to ci pomoże – uśmiechnął się do mnie, próbowałam odwdzięczyć się tym samym, ale średnio mi wyszło. Jedna lampka, druga lampka… Za każdą kolejną Cody był coraz bardziej kochany. Podszedł do wieży i włączył muzykę. Chyba był to Justin Timberlake, na pewno był to Justin. Cody pociągnął mnie za rękę, chyba nie za bardzo chciało mi się tańczyć. Jednak jego porwał ten wyraźny beat i romantyczne słowa. Okręcił mną i to sprawiło, że ruszyłam się do tańca. W efekcie po ostatnim obrocie nasze twarze były oddalone od siebie o centymetr. Patrzyłam w jego kocie oczy, wiedziałam co chce zrobić. Chce mnie pocałować, a nie mogłam na to pozwolić. Sprytnie odsunęłam się trochę, a on wyglądał na zawiedzionego.
-Przepraszam – szepnęłam i przytuliłam go. Bardzo go lubiłam, naprawdę był przecudowny. Przystojny, miły, uczynny, chłopak ideał, ale nie dla mnie, ja już zauroczyłam się w kim innym. Pierwszy raz chyba się do tego przyznałam.
-Cody muszę ci coś powiedzieć – prawie szepnęłam, musiałam to w końcu z siebie wyrzucić, nie mogłam tego ukrywać. Chłopak spojrzał na mnie i przysunął krzesło naprzeciw mnie.
-Ja… Ja nie jestem tylko wilkołakiem – zaczęłam bojąc się jego reakcji.
-Jesteś też wampirem? – widziałam jego zdziwienie, spojrzałam na podłogę bojąc się mówić dalej.
-Też… Ale jestem jeszcze czarownicą i człowiekiem – w końcu mi się udało, po krótkiej chwili spojrzałam mu w oczy, nie był zawiedziony, tak mi się wydawało.
-Cieszę się , że jesteś ze mną szczera – o dziwo uśmiechnął się, nie wierzyłam, że tak lekko to przyjął. Pogładził mnie delikatnie po policzku.
-Nie przejmuj się tak – zaśmiał się cicho, a mnie  wyrwało się ziewnięcie. Cody złapał mnie za rękę i poprowadził do pokoju na górze. On spał w sypialni obok. Szybko umyłam się i przebrałam, chciałam zasnąć jak najszybciej, ale mój umysł średnio mi na to pozwalał. Gdy tylko zamykałam oczy widziałam Silvie wypowiadającą tamte słowa. W końcu oddałam się w objęcia Morfeusza. Długo spałam, tak mi się wydawało. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Na fotelu spał skulony Cody, podniosłam się i podeszłam do niego.
-Obudź się – pogładziłam go po policzku. Zmarszczył brwi i powoli otworzył oczy.
-Co tu robisz? – spytałam, przecież było mu niewygodnie.
-Krzyczałaś w nocy, coś ci się śniło, a nie chciałem cię przytulać, bo nie wiedziałem, czy sobie życzysz – wyprostował się nastawiając sobie wszystkie kości. Pewnie bolały go mięśnie po nocce w takim małym fotelu. Był tak kochany, prawdziwy gentelman. Ucałowałam jego policzek. Czułam głód, ale musiałam poczekać. Postanowiliśmy się przejść po lesie. Powoli szliśmy wąską piaszczystą ścieżką w milczeniu. Usłyszałam dźwięk łamanej gałązki, wiedziałam, że ten spacer nie będzie normalny, takie moje szczęście. Zauważyłam czarnowłosego poruszającego się gdzieś w oddali, schowałam się za chłopakiem, ale chyba i tak mnie zauważył.
-To on cię wczoraj zranił? – spytał Cody, nie chciałam odpowiadać, bo nie umiałam go okłamywać. W milczeniu dalej się ukrywałam, ale on już znał odpowiedź. Podbiegł do Damon’a i złapał go za koszulę.
-Cody daj spokój – złapałam go za ramię, ale on nie chciał odpuścić.
-Teraz zadajesz się z wilczkiem? Zostaw mnie, bo źle się to dla ciebie skończy – warknął, był zawiedziony, ale tak musiało być. Próbowałam ich obu uspokoić, ale to mi się nie udało. Damon uderzył Cody’m o drzewo, ten w odpowiedzi ugryzł go, cóż widziałam już lepsze zagrywki, ale skoro tak chciał się bronić. W końcu nie wytrzymałam. Wbiegłam między nich i spojrzałam Damon’owi w oczy. Był wściekły, nawet chyba na mnie. Odwrócił się i odszedł, a to do niego niepodobne. Wróciliśmy do domu i z przyzwyczajenia spojrzałam na telefon, który zostawiłam przed spacerem na stole. 5 połączeń nieodebranych i SMS-y. Wszystko od Eleny, prosiła bym odebrała i zarzekała się, że to bardzo ważne. Westchnęłam głośno, postanowiłam podejść do rezydencji, była tam potrzebna mi krew. Cody podwiózł mnie na swoim motorze. Od wejścia zaczepiła mnie Elena.
-Ten twój Cody ugryzł Damon’a – chyba nie na mnie była zła, miałam taką nadzieję.
-Wiesz co oznacza dla wampira ugryzienie wilkołaka? – spytała, a ja pokiwałam głową na nie. Gdy tłumaczyła mi, a ja zaczęłam otwierać usta ze zdziwienia.
-Jesteś hybrydą twoja krew powinna mu pomóc – zgodziłam się, weszłam na górę i bez pukania wkroczyłam do jego pokoju. Kompletnym zaskoczeniem było dla mnie to, że przerwałam mu pocałunek z Silvią. Ugryzłam swój nadgarstek by poleciała krew, a Damon’a odciągnęłam od wiedźmy i przyszpiliłam do ściany. Przytknęłam nadgarstek do jego ust. Byłam wściekła i smutna, Silvia w końcu dostała czego chciała. Gdy skończył pić uderzyłam go w twarz.
-Ciesz się, że mam miękkie serce nawet dla takich chamów jak ty – krzyknęłam i zbiegłam na dół. Podeszłam do lodówki i wzięłam parę woreczków krwi, wybiegłam z rezydencji. Damon znów mnie zranił, to było chyba najgorsze co mogłam zobaczyć. Cody zobaczył mój zły humor więc gdy tylko wróciliśmy do domu zaraz wyszliśmy pobiegać, rozładować złą energię. Dobrze, że biegłam za nim, nie widział moich łez. W końcu zatrzymaliśmy się przy jakimś jeziorze. Usiedliśmy na dzikiej plaży, słońce przyjemnie okalało moją twarz. Zdjęłam buty i weszłam do wody.
-Ciepła – uśmiechnęłam się do chłopaka.
-To się wykąpmy – Cody ściągnął koszulkę, dopiero wtedy zauważyłam nie za duże, ale za to ładnie wyrzeźbione mięśnie.
-Nie mam stroju – mruknęłam niezadowolona.
-To zdejmij koszulkę i spodenki – no tak łatwo mu było mówić, fakt, krótkie spodenki mogłabym ściągnąć, ale ta bluzka to stanik sportowy, który służył mi do biegania. A co mi tam.  Co on piersi nie widział? Rozebrałam się do samych majtek, ale stałam do niego tyłem, od razu wskoczyłam do wody, Cody ściągnął spodnie i ruszył za mną. Nagle poczułam jak coś łapie mnie za nogę i ściąga w dół. To był on, popchnęłam go w wodzie i wypłynęłam, by złapać oddech.
-Będziesz mi suszył włosy – zaśmiałam się, on podpłynął do mnie i przeczesał moje włosy palcami, zarumieniłam się i odwróciłam wzrok.
-W każdym wydaniu wyglądasz pięknie – ukazał rząd białych zębów, a ja wskoczyłam ponownie do wody.
-Ścigamy się do brzegu? – zaproponował.
-Dobra, ale jak wygram stawiasz dobrą whisky – podeszłam bliżej do niego.
-Jak ja wygram chcę ładnego buziaka – uśmiechnął się zadziornie, zgodziłam się, trudno najwyżej przegram. Ruszyliśmy, był troszkę szybszy ode mnie, ale ja byłam wampirem. Przypłynęłam do drugiego brzegu szybciej niż on. Widać było, że był smutny przez swoją przegraną.
-Gdybym nie była wampirem byś wygrał, więc… - pocałowałam go, tak po prostu. Chłopak nie do końca wiedział co ze sobą zrobić, aż słyszałam jego szybki puls, mocne bicie serca. Krew w jego żyłach wrzała. Objął moją talię przyciągając mnie bliżej. Pogłębił pocałunek, był tak delikatny i słodki, że nie byłam w stanie mu odmówić. Położyłam dłonie na jego ramionach, był silny, a chłopak jeszcze bardziej przyciągnął mnie do siebie. Nie były to takie fajerwerki jak z Damon’em, ale już pocałunki z czarnowłosym były dla mnie czymś czego nawet teraz nie chciałam. Po chwili odsunęliśmy się od siebie. Chłopak był wyraźnie zadowolony, dopiero teraz zauważyłam, że byliśmy złączeni każdym minimetrem naszego ciała. Zrobiłam krok w tył i spojrzałam mu w oczy.

-Wow – chłopak wydusił z siebie. Jeszcze ciężej oddychał. Podpłynęliśmy do brzegu. Na początku pomyślałam, żeby Cody się obrócił jak będę wychodziła, ale zrezygnowałam. Wypłynęłam normalnie, ale jak na prawdziwego gentelmana przystało, Cody obrócił się by na mnie nie patrzeć. Oboje ubraliśmy się, Wracaliśmy już spacerkiem trzymając się za ręce. Nie mogłam sobie tego odmówić. Cody był ułożony, spokojny, pokazywał uczucia we właściwy sposób, w dodatku był miły i mógł być odskocznią od złego zauroczenia. 

sobota, 22 czerwca 2013

numer 7

Położyłam się na łóżku z głośnym westchnięciem.
-Przecież nie mam o to do ciebie pretensji. Chciałam się upewnić – spojrzałam na sufit, ale po chwili zasłoniła mi go głowa Damon’a. Po prostu patrzył. Patrzył przeszywając mnie wzrokiem. Cała zesztywniałam. Te jego błękitne oczy, był taki przystojny i taki nieodpowiedni. Płomień, który chcesz dotknąć, ale parzy gdy to zrobisz. Musnęłam palcami jego policzek czując delikatną skórę. Czekałam aż znów będę na dole. Czy znajomość z Damon’em zawsze będzie pasmem strachu? Chciałam wiedzieć o czym teraz myśli, czego chce, o czym marzy? On po prostu mnie znów pocałował. Tak, tego pragnęłam, pocałunku od czarnowłosego. Zaczął muskać moją talię, a powietrze robiło się coraz gorętsze. Czas zastopować to wszystko. Delikatnie odsunęłam chłopaka od siebie.
-Przepraszam, ale to dla mnie coś za bardzo ważnego – było mi głupio. Przecież jeszcze przed chwilą myślał, że już to ze mną robił w nocy. Poza tym powiedział mi, że jest dalej zakochany w mojej przyjaciółce, ale to przecież wiedziałam. Damon za to nie wyglądał na zadziwionego, raczej ucieszył się. Położył się obok mnie i razem ze mną patrzył w sufit. Usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi.
-Dobra, koniec tej miłości. Do nauki – Silvia oznajmiła mi nawet nie wchodząc do pokoju. Na rękach miała coś kudłatego. Jejku jak ja jej nie lubię, ale cóż poradzić. Musi mnie nauczyć, do tego zostałam stworzona. Podniosłam się i spojrzałam w lustro. Trzeba się przebrać i zmyć makijaż.
-Idź już muszę się przebrać – uśmiechnęłam się do niego, ale on tylko oparł się na łokciach. Pokiwałam głową ze śmiechu i zabrałam rzeczy do łazienki.
-Ejj! – usłyszałam zamykając drzwi. Szybko się przebrałam i umyłam twarz. Związałam włosy w kitkę i zeszłam na dół razem z Damon’em.
-Co to za futro? – spytał niezadowolony widząc czekoladowego, bardzo puchatego kotka.
-To nie futro tylko Midnight – poprawiła go Silvia głaszcząc małą kuleczkę.
-Chyba nie będzie tu mieszkał.
-A dlaczego nie? – wtrąciłam się. Co jak co, ale w tej sprawie się z nią zgadzałam. Podeszłam do kota i zaczęłam drapać go za uszkiem. Był śliczny. Patrzył na mnie tymi swoimi brązowymi, ogromnymi oczami spod tej swojej czekoladowej sierści.
-Żeby ci Stefcio go nie zjadł – prychnął, a gdy obrócił się ujrzał swojego brata. Elena dalej patrzyła na Damon’a wzrokiem mordercy, to chyba bardzo go raniło, ale co ja na to mogłam. Stefan bardziej do niej pasował i była przy nim bezpieczna.
-Idziemy do piwnicy – oznajmiła mi ruszając w stronę schodów. Zeszłyśmy w dół. Tylko my nikt inny. Trochę się bałam. Usiadłyśmy na jakiś starych krzesłach przy starym stoliku, a na środku leżało piórko.
-Musisz je podnieść? – Silvia rozsiadła się wygodnie. Tylko tyle? Mam podnieść piórko? Chwila, ale mam to zrobić umysłem?! Przecież to niewykonalne. Próbowałam się skupić, ale nie mogłam. Miałam tyle myśli w głowie. Damon, Elena, Cody… Kotłowały się moje wspomnienia.
-Uspokój umysł. Skup się na czymś, co może dać ci siłę. Znajdź jedną rzecz, w której ulokujesz myśli – spojrzałam na nią. Pierwsze co mi przyszło na myśl to Demon. To takie trywialne i infantylne. Zachowuję się jak nastolatka. Westchnęłam, a piórko uniosło się przez powietrze wydobywające się z moich ust. Zawisło w powietrzu, na parę sekund, ale zawisło.
-Będzie ciężko skoro tylko tyle udało ci się zrobić – Silvia zaczęła masować swoje skronie. Długo ze mną ćwiczyła. Mijały sekundy, minuty, godziny, a mi nic do głowy nie wchodziło. Mój największy sukces to wtedy gdy praktycznie zdmuchnęłam piórko. Widziałam, że dziewczyna traci cierpliwość. W końcu przerwała, nie wytrzymała. Odłożyłyśmy naukę na następny dzień. Wychodząc widziałam pytający wzrok Eleny i Stefana. Nic nie powiedziałam, byłam na siebie wściekła. Chciałam wyjść i poćwiczyć i trochę pobiegać. Tylko tak mogłam rozładować nerwy. Zaczęłam biegać po lesie, na początku lekki trucht. Zagłębiając się coraz głębiej w las, poruszałam się coraz szybciej. Nagle zauważyłam, że ktoś biegnie za mną. Odwróciłam się i przystanęłam.
-Cody, hej – uśmiechnęłam się cała zasapana. Chyba nie taką mnie ostatnio widział.
-Widzę, że ty też biegasz po tych ścieżkach – on również odwzajemnił uśmiech i przystanął naprzeciw mnie.
-Musisz uważać tu jest bardzo niebezpiecznie – Cody zaczął spacerować razem ze mną. Spojrzałam na niego pytająco.
-Kręci się tu dużo dziwnych osób i zwierząt, ale ty chyba nie musisz się ich bać.
-Dlaczego niby?
-Jesteś taka jak ja. Jesteś wilkołakiem – stanęłam jak wryta nie mogąc uwierzyć w jego słowa.
-Słucham?! – byłam zupełnie zszokowana.
-Skąd takie informacje? – spytałam opierając się o drzewo.
-Ja to czuję. Też jestem wilkołakiem – Cody szokował mnie coraz bardziej. Dobrze, że mogłam się podtrzymać, bo inaczej bym upadła z wrażenia. Chłopak podszedł do mnie.
-Ty jeszcze się nie przemieniłaś – stwierdził patrząc mi w oczy. Zauważyłam teraz w nim lekką nutkę dziwactwa. Co znaczy, że się nie przemieniłam? Usiedliśmy na polanie nieopodal. Opowiadał, o tym co trzeba zrobić, żeby zamienić się w wilka i jak się przechodzi pełnie księżyca. To było przerażające, okropne. Jak myślałam, że to ze mną tak będzie w przyszłości przechodziły mnie ciarki. Spojrzałam w górę, robiło się ciemno. Podniosłam się, by ruszyć do domu. Cody zaproponował, że mnie odprowadzi.
-Mieszkasz u tych wampirów? Nie przeszkadzają ci? – spytał, gdy na horyzoncie ukazała się posiadłość. Zaśmiałam się jedynie. Ja miałabym się bać Stefana i Eleny?
-Musisz uważać na siebie – ostrzegł mnie łapiąc moją dłoń. Trochę znieruchomiałam, ale szybko się otrząsnęłam. Pożegnałam go buziakiem w policzek i weszłam do rezydencji.
-Widać spodobał ci się ten chłoptaś – Damon prychnął pogardliwie. Na co ja pokręciłam głową. Usiadłam na oparciu krzesła, na którym siedział.
-Daj jej spokój, chce to niech sobie z wilczkiem biega, lepiej dla mnie – Silvia dalej głaskała czekoladową kuleczkę. Nagle Midnight wyrwała się i przybiegła do mnie. Na początku przymilała się, ale gdy wyciągnęłam do niej rękę zaczęła prychać. Wiedźma oczywiście nie mogła skończyć bez komentarza, że nawet on mnie nie lubi, ale puściłam to sobie mimo uszu. Musiałam wziąć prysznic, teraz, koniecznie, natychmiast. Po długim i relaksującym pobycie w łazience przebrałam się w piżamę i chciałam już wskoczyć do łóżka, ale do pokoju wszedł Damon. Złapał mnie w talii i zmarszczył brwi patrząc w moje oczy.
-No dobra, to ty – zaśmiał się i pocałował dość krótko. Ja również nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Przynajmniej teraz zaczął sprawdzać.
-Uważaj na wilczka. Ty też jesteś wampirem, nie wiadomo jak na niego zareaguje twoje ciało, gdy cię ugryzie – głaskał moje ramię.
-I nie chodzi o to, że jesteś zazdrosny? – spytałam śmiejąc się, on sprzedał mi tylko swój zabójczy uśmiech. Coraz bardziej Damon wirował w mojej głowie. Czułam się przy nim coraz bezpieczniej i nie wiem czy to mogło mi wyjść na dobre. Ciekawa jestem czy wie o moim przeznaczeniu.
-Damon czytałeś księgę od Bonnie? – zapytałam mając nadzieję, że nie będę musiała mu jej opowiadać. Mimo wszystko kiwnął głową na nie.
-Moim przeznaczeniem jest uratowanie wszystkich ras… Ale żeby to zrobić muszę zginąć – ostatnie zdanie prawie wyszeptałam. Ominęłam Damon’a, by nie patrzeć mu w oczy. Usiadłam na łóżku. Zawsze na myśl o mojej rychłej śmierci chciało mi się płakać. Czarnowłosy podszedł i objął mnie ramieniem.
-Będzie dobrze, wymyślę coś, zobaczysz – zapewnił mnie i położył do łóżka. Delikatnie okrył mnie kołdrą i odszedł. Zostawił mnie samą… Gdyby nie to, że poprzedniej nocy nie spałam, to nie udałoby mi się zasnąć. Obudziłam się jak już słońce świeciło w pełni. Nie było Damon’a, choć trochę liczyłam na to, że się tu znajdzie. Przebrałam się i zbiegłam na dół. Spotkałam tylko Stefana piszącego coś w jakimś zeszycie.
-Gdzie reszta? – spytałam przypominając sobie, że skoro Silvia nie nocowała ze mną w pokoju to musiała iść do Damon’a.
-Silvia śpi jeszcze na dole, a Damon z Eleną wyjechali na parę dni – widać było, że też nie był zadowolony. Świetnie nawet się nie pożegnał. Chłopak zauważył, że bardzo posmutniałam.
-Wyjdziemy dziś do Grilla? – zaproponował. Fakt nie miałam łatwych dni od kiedy przyjechałam do Mystic Falls. Cały czas coś się działo, niespotykanego. Chyba nie dochodziły jeszcze do mnie te informacje. Jestem wampirem… A właściwie wampirem i wilkołakiem i wiedźmą i człowiekiem. Byłoby wszystko ok gdybym o pierwszych trzech… rasach (?) w ogóle wcześniej wiedziała.
-Kiedy zabiłeś pierwszą osobę? – spytałam siadając na kanapie obok niego.
-Pierwszego dnia bycia wampirem – nie spojrzał na mnie. Wiedział dlaczego pytam. Gdy zabiję zacznę zmieniać się w wilkołaka o każdej pełni. Ból, ciągły ból przemieniania. Chyba jestem na to wszystko za słaba.
-Nie dam rady ocalić wszystkich, nie jestem taka sprawna i silna jak ty, czy Damon. Poza tym w pewnym momencie i tak umrę – Stefan objął mnie w celu pocieszenia. Powstrzymywałam łzy, znów to samo.  Jakaś płaczliwa się zrobiłam.
-No, no widzę, że za drugiego brata się bierzesz – usłyszałam śmiech Silvi. Spojrzałam w jej stronę, jak zwykle była idealna. Włosy pięknie ułożone, makijaż delikatny, ale podkreślał jej brązowe oczy. Puchata kuleczka cały czas stała tuż przy jej nodze. Znów rozpoczęła się moja nauka. Chyba nigdy nie będę dobrą czarownicą. Cały czas coś mnie rozpraszało, a piórko dalej leżało na stole. Znudzona Silvia bawiła się z Midnight. Głupia magia! Czemu mi to nie wychodzi. Krzyczałam na siebie w myślach. Byłam wściekła, na siebie, na Damona, może nawet na Elenę, że nic nie powiedziała. Gdy ze wściekłości zaczęły mi drżeć ręce, piórko delikatnie się uniosło.
-O no proszę. Zajęło ci to dwa dni. Normalna czarownica daje radę w dwie godziny, a dobra umie od razu. Ty chcesz ratować świat? Chyba teraz się zabije to nie będę musiała oglądać tej katastrofy, którą stworzysz. Nie dziwne, że Damon woli Elenę. -  Silvia zadziwiła mnie tymi słowami. To była ostatnia rzecz jaką chciałam usłyszeć. Łzy popłynęły mi po policzkach, a wiedźma wyglądała na zadowoloną. Wybiegłam z piwnicy, taki pech, że wbiegłam na Stefana na schodach.
-Co się stało? – spytał, ale ja nie chciałam rozmawiać. Próbowałam przejść, nawet nie byłam wstanie mówić przez łzy. Objął mnie i zaprowadził do swojego pokoju. Jedyne co zauważyłam, to, że pokój bardzo różni się od tego Damon’a. Wszędzie były jakieś książki, a na okładce miały daty. Posadził mnie na łóżku i próbował uspokoić. Gdy już opanowałam łzy spojrzałam na zmartwionego Stefana.

-W końcu ktoś powiedział mi prawdę – głos mi się załamywał, bo i ja byłam załamana.

środa, 19 czerwca 2013

numer 6

Wyszłam usiąść na klif, było to ostatnio chyba moje ulubione miejsce do siedzenia w samotności. Zawsze stety albo niestety spotykałam Damon’a. Teraz to ostatnia osoba, którą chcę zobaczyć. Po co mam się uczyć tej zakichanej magii skoro i tak mam zginąć? Oparłam głowę o drzewo i patrzyłam w dal. Było już bardzo późno, a może już bardzo wcześnie? Przez Damon’a zaczęłam czuć się jak śmieć, nikomu niepotrzebna, zapomniana. Tak bardzo go polubiłam, a on… On tak po prostu mnie zostawił, tak jakbym nigdy nie istniała. Słońce powoli zaczynało wschodzić. Bladoróżowe smugi rozchodziły się po niebie ukazując zarys miasta. Mozolnie, bardzo powoli. Podniosłam się z piasku i chciałam ruszyć w stronę domu, gdy nagle usłyszałam szelest. Błagam, żeby to nie był on. Wbiegłam do lasku przy klifie szukając źródła hałasu.
-Wystraszyłaś mi już chyba wszystkie zwierzęta – zaśmiał się głos za mną. To był Stefan, miał charakterystyczny, optymistyczny głos. Odwróciłam się do niego i lekko się uśmiechnęłam, bladym lekko zauważalnym uśmiechem.
-Chodzi o Damon’a? – spytał widząc mój zły humor.
-Nie, nie tylko o niego. Wiesz już chyba, że żeby ochronić wszystkie rasy muszę… - przerwałam, nie miałam siły kończyć, pewnie domyślił się co miało być dalej, bo po prostu mnie przytulił. Próbowałam się nie rozpłakać, ale było mi ciężko. Chciałam się rozpłynąć, ale na pewno nie płakać przy nim.
-Przepraszam muszę iść – byłam załamana. Chłopak zrozumiał to i puścił mnie. Odbiegłam do domu. Weszłam do rezydencji i od razu rzucił mi się w oczy Damon siedzący na sofie. No świetnie. Z deszczu pod rynnę. Starałam się na niego nie patrzeć. Weszłam na górę do pokoju.
-Zaraz lekcje z Silvią – rzucił z dołu ale go zignorowałam. Mam gdzieś lekcje z tą… wiedźmą. W pokoju była Elena.
-Martwiłam się – rzuciła, widziałam, że była zaspana.
-Czytałaś księgę? – spytałam, a ta tylko kiwnęła głową na tak. Przytuliła mnie. Kurcze wszyscy mnie przytulają… Oprócz Damon’a, który wolał przytulać Silvię. Poczułam głód. To nie dobrze, bo musiałam do lodówki przejść przez salon. Zebrałam się w sobie i zeszłam po schodach. Z każdym krokiem czułam, że coraz bardziej mi niedobrze. Moje nieszczęście, Damon zbliżał się do mnie. Chciałam go ominąć, ale mi na to nie pozwolił. Chciał mnie pocałować, co za bezczelny typ. Czułam do niego taki pociąg, że o mały włos zgodziłam się na to. Z całych sił odepchnęłam go tak, że wpadł na stolik.
-Co do… ? – krzyknął na mnie. Chyba nie wierzył w to co przed chwilą zrobiłam.  Próbowałam przejść bokiem, ale złapał mnie za rękę. Szarpnęłam, ale to nic nie dało.
-Co się stało? – zapytał patrząc na mnie. Nie odwzajemniłam spojrzenia. Stałam wyglądając na kompletnie znudzoną. W głowie jednak huczały mi emocje. Czułam przez nie zawroty głowy, a może to z głodu? Czy robię dobrze ignorując go? Może powinnam odpuścić?
-Jordan co się dzieje? – prawie krzyknął. Już prawie pękłam gdy na dół zeszła Elena. Mój wybawca.
-Zostaw ją – przyjaciółka powiedziała spokojnie, ale dosadnie. Damon natychmiast mnie puścił, a ja odeszłam. Wzięłam szybko woreczek z krwią. Postanowiłam się dziś zabawić, potańczyć, może kogoś poderwać? Elena obiecała pójść ze mną. Obie odpowiednio przygotowałyśmy się. Ubrałam się tak, że i Stefanowi i Elenie opadła szczęka. Wyglądałam świetnie, choć tak się nie czułam. Wsiedliśmy do samochodu, oczywiście chłopak mojej przyjaciółki jechał z nami. Trochę mnie to przytłaczało. Weszliśmy do Grilla i od razu się rozdzieliliśmy. Ja poszłam do baru. Siadając na hokerze zauważyłam, że wielu mężczyzn się na mnie patrzy. Uśmiechnęłam się wypijając tequilę. Już po paru shotach zachciało mi się tańczyć. Chciałam wyrzucić z siebie każdą złą emocję, każde złe wspomnienie. Czułam, że świat należy właśnie do mnie. Gdy moje ciało poruszało się w rytm szybkiej, klubowej muzyki przy mnie zaczął tańczyć jakiś facet. Włosy krótkie, lekko ustawione w irokeza. Brunet o zielonych, kocich oczach. Uśmiechnęłam się do niego widząc jak mnie podrywa. Spojrzałam na bar. No nie … Damon. Można się było tego spodziewać. Patrzył w moją stronę z jakąś zazdrością w oczach. Zaczęłam tańczyć jeszcze seksowniej, by poczuł się jeszcze gorzej. Zielonooki schylił się do mojego ucha.
-Cody – usłyszałam przez głośną muzykę. Ja również przedstawiłam się. Po chwili czułam, że muszę odpocząć. Wzięłam go za rękę by wyjść na świeże powietrze. Odetchnęłam głębiej siadając na ławce tuż obok grilla. Delikatne, chłodne powietrze uderzało w moją twarz sprawiając, że schodzi ze mnie upał klubu.
-Nigdy cię tu nie widziałem – stwierdził. Cóż za spostrzegawczość.
-Dopiero teraz się tu przeprowadziłam.
-Tak myślałem. Nie przegapiłbym cię – Cody nie był namolny, był niezwykle uroczy. Nagle z hukiem ktoś wyszedł z Grilla. Złapał przystojnego bruneta za koszulę i zaczął ciągnąć w ciemny zaułek.
-Damon zostaw go! – krzyknęłam łapiąc czarnowłosego za skórzaną kurtkę. Strzepnął moją rękę jakbym była komarem.
-Damon mówię poważnie! – złapałam go za ramiona i pociągnęłam go do tyłu. Obrócił się i spojrzał na mnie tak, że żałowałam wszystkiego co zrobiłam przez ostatnie pięć lat. Rzucił chłopka o ścianę i chciał odejść. Tym razem to ja go zatrzymałam, ale on był wściekły. Gdzieś uciekł. Czułam się źle, znów… To miał być mój wieczór, a tymczasem znów płakałam. Ledwo udało mi się zahipnotyzować Cody’ego by zapomniał co się stało.  Ruszyłam w stronę klifu zahaczając o sklep w celu kupna butelki Burbona. Dotarłam na klif, on też tam był. Spodziewałam się tego, chciałam w końcu porozmawiać. Usiadłam tuż obok niego i upiłam spory łyk alkoholu. Położyłam mu rękę na ramieniu. Nic nie mówił.
-Chciałam tylko byś poczuł się jak ja, gdy całowałeś Silvię – mruknęłam, a na moje słowa on odwrócił się do mnie zdziwiony.
-Całowałem kogo?! – wściekłość malowała się na jego twarzy. Wstał i bez zastanowienia ruszył w stronę domu. Biegłam za nim, ale nie potrafiłam go dogonić. Dotarłam do rezydencji dosłownie chwilę po nim.
-Mieszałaś mi w głowie! Myślałem, że ty to Jordan! Wykorzystałaś mnie! – krzyczał Damon, nie wchodziłam do pomieszczenia i tak wszystko słyszałam.
-Oj kochanie po prostu tęskniłam za tobą. Źle ci było w nocy? – Silvia wyraźnie przymilała się do czarnowłosego. Więc wczoraj się kochali? Świetnie! Pewnie tego mu we mnie brakowało. Wparowałam do domu nie przejmując się nimi. Trzasnęłam drzwiami i wzięłam torebkę krwi z lodówki. Usiadłam na sofie czując na sobie wzrok obydwu.
-Nie przeszkadzajcie sobie z chęcią posłucham co jeszcze robiliście – uśmiechnęłam się ironicznie pijąc krew jakby to była coca cola w kinie.
-Jordan nic nie rozumiesz – Damon próbował się jakoś ratować.
-Ależ rozumiem. Silvia jest w tobie zakochana, sprawiła, że myślałeś , że to ja. Całowaliście się namiętnie, a później kochaliście całą noc, prawda? – rozsiadłam się wygodniej. Damon podszedł do mnie.
-Jo… Myślałem, że to ty – Nie wytrzymałam. Uderzyłam go w twarz.
-Ty też nic nie rozumiesz – widziałam, że zabolało to go i fizycznie i psychicznie. Dostrzegłam zalążki łez w jego błękitnych oczach, cierpiał ale starał się tego nie pokazywać. Odszedł omijając zwinnie Silvię.
-A teraz skoro już skończył się film, to jutro zabieramy się do nauki – uśmiechnęłam się i weszłam na górę do swojego pokoju. Dopiero tam mogłam zdjąć maskę. Rozpłakałam się, nie chciałam robić tego głośno, ale chyba Elena i Stefan usłyszeli gdy wchodzili do domu.
-Przestań ją krzywdzić! – krzyknął damski głos mojej przyjaciółki.
-Nie chcę jej krzywdzić! Daj mi spokój sam chcę z nią porozmawiać. Macie swoje życie – Damon ruszył na górę. Poprawiłam moją krótką spódniczkę i usiadłam na łóżko. Drzwi otworzyły się.
-Nigdy nie chciałem byś była smutna – podszedł do mnie i otarł lekko moje łzy.
-Jordan zrozum, że nie wiedziałem, że to nie ty. Może i jestem arogancki, egoistyczny i wcześniej lubiłem zabawę z kobietami, ale… - Urwał… Nie wiedział co dalej powiedzieć. Ja wiedziałam.
-Ty dalej nim jesteś – dokończyłam za niego.
-No tak. Jestem złym chłopcem. Świetlanej przyszłości przy mnie nie masz – zbliżył się do mnie, próbował pocałować.
-Damon... – chciałam zaprotestować, ale nie potrafiłam. Położył mnie na łóżku i pocałował. Długo, namiętnie. Czułam się jak w niebie. Jakbym była na pustyni przez trzy tygodnie i nagle ujrzała oazę z jedzeniem i piciem. Nieśmiało wplotłam palce w jego włosy. Wtapialiśmy się w siebie rozumiejąc każde uczucie… Każde? Czułam coś co było nie tak. Oderwałam się od niego i spojrzałam głęboko w oczy.
-Pamiętasz jak graliśmy w bilard? – chłopak tylko potwierdził.
-Wygrałam, więc miałeś coś dla mnie zrobić. Więc teraz wiem co chcę na moją nagrodę. Co czujesz do Eleny? – spytałam, a on wyglądał na zmieszanego. Nie wiedział co powiedzieć, a ja czekałam. Z sekundy na sekundę czułam coraz większe zwątpienie.
-Jordan, ja dalej ją kocham – szepnął patrząc mi w oczy. Przynajmniej na tyle był odważny. Znów to samo. Unosi mnie pocałunkiem w górę, a chwilę później jak z jakiejś armaty spadam w dół na głębokość rowu mariańskiego.

-Jo… Nie możesz ode mnie wymagać, żebym przestał – Damon miał rację. Nie mogłam. Było mi jednak przykro, że ją kocha. Mimo wszystko uśmiechnęłam się do niego.